W opublikowanej w Hiszpanii pracy "Kontynuacja i zmiana na Kubie" prof. Malamud twierdzi, że "na razie nie sposób mówić o jakimś przełomie, chociaż na długą i średnią metę wnioski mogą być nieco bardziej optymistyczne".
Nowa kubańska konstytucja, według tego historyka, stwarza
Ta ustawa zasadnicza ma być uchwalona w referendum, które będzie stanowiło zwieńczenie okresu rządów Raula Castro. Konstytucja w intencji jej twórców powinna, jak to formułuje prof. Malamud, "stworzyć ramy prawne dla modernizacji gospodarczej, jaką od 2008 roku przeprowadza na wyspie młodszy z braci Castro".
Historyk pisząc o nowej konstytucji wskazuje na "pewne zaskakujące niespodzianki, jak eliminacja komunizmu, uznanie własności prywatnej, a także małżeństw osób jednej płci (nie do pomyślenia w pierwszych latach rewolucji kubańskiej, kiedy homoseksualizm był agresywnie stygmatyzowany) oraz podział najwyższej władzy w państwie między prezydenta Republiki i premiera".
Powołanie na stanowisko przewodniczącego Rady Państwa i premiera Miguela Diaza-Canela oznacza "zmianę pokoleniową na szczytach władzy" i "oddaje kraj w ręce polityka niebędącego członkiem rodziny Castro, polityka, który nie uczestniczył w rewolucji kubańskiej ani nie jest członkiem Rewolucyjnych Sił Zbrojnych" - podkreśla historyk.
"Nie należy - ostrzega prof. Malamud - ulegać złudzeniom, ponieważ nowy styl sprawowania władzy zakłada całkowitą kontynuację rewolucyjnej ortodoksji. Diaz-Canel, bez charyzmy braci Castro i bez ich kontroli nad całym systemem, będzie musiał dogadać się z elitami".
"W swych staraniach o poparcie ze strony najbardziej wytrwałych zwolenników rewolucji będzie musiał także stosować nadal taktykę, która zapewniła mu powodzenie w jego długim marszu do władzy, i powinien wystrzegać się demonstrowania wszelkich skłonności do otwarcia politycznego" - podkreśla autor.
O słuszności tego rozumowania - dodaje prof. Malamud - świadczy fakt, że Diaz-Canel zatwierdził jako członków swego gabinetu 20 z 34 członków poprzedniego rządu.
Historyk konkluduje, że oznacza to, iż nowy premier nie odznacza się zbytnim zapałem do reform, co może potwierdzać styl jego relacji z mediami i opozycją, stosunek do kwestii praw człowieka czy polityka kulturalna.
Legislacja dotycząca "pracy na własny rachunek" sprawia, że "w najgorszej sytuacji są twórcy i artyści" - zauważa prof. Malamud.
"Rośnie również nacisk na tolerowane jakiś czas opozycyjne media, które zaczyna się na nowo demonizować, czego dowodem jest wypowiedź Diaza-Canela, który przypisuje ich wpływowi oraz +imperialistycznym prowokacjom+ exodus sportowców z Kuby, którym +brak zaangażowania+" - dodaje.
"Reformy, jeśli nawet nastąpią, będą skoncentrowane na gospodarce. I niezależnie od wysiłków premiera, aby przedstawić odmłodzony, nowy wizerunek wyspy, wszyscy, którzy chcieliby żyć na Kubie odmiennej niż obecna, będą musieli poczekać" - konkluduje prof. Malamud.
>>> Polecamy: Ogromna inflacja w Turcji. Tak źle nie było od 2004 roku
