Układ INF o całkowitej likwidacji nuklearnych pocisków rakietowych pośredniego (IRBM) i średniego zasięgu (MRBM), podpisany przez przywódców i 8 grudnia 1987 roku w Waszyngtonie, przewiduje likwidację arsenałów tej broni, a także zabrania jej produkowania, przechowywania i stosowania.
"SZ" pisze, że podpisanie układu INF zwiastowało koniec zimnej wojny, ale "dziś należy się obawiać, że zimno wraca". Zapowiedź Trumpa gazeta ocenia jako "złą wiadomość z Waszyngtonu, która wpisuje się w szereg doniesień o rozbudowie i modernizacji arsenałów atomowych w wielu miejscach na świecie". Wskazuje, że "grozi (nam) nowa spirala zbrojeń z wykorzystaniem najbardziej niszczycielskiej znanej broni".
"Wydaje się, że już podjął decyzję - wbrew sprzeciwowi, obawom i lękom wielu jego europejskich sojuszników, przede wszystkim Niemiec" - ocenia. "Jeśli układ (INF) przestanie istnieć, to będzie to drugi raz po wycofaniu USA z porozumienia w sprawie irańskiego programu atomowego, gdy prezydent Trump zadziałał wbrew podstawowym interesom bezpieczeństwa Europy" - podkreśla.
W takim wypadku wśród krajów europejskich "wzrośnie poczucie bezsilności, wręcz strachu przed tym prezydentem (USA)", jednak " zdaje się to nie interesować", "zostaje więc tylko nadzieja, że ten znany ze swej zmienności prezydent wykona kolejną woltę". Jeśli jednak upadnie zarówno INF, jak i inne zawarte z Rosją porozumienie dotyczące ograniczenia zbrojeń - tzw. nowy układ, który wygasa w 2021 roku - światu "grozi nowy wyścig atomowy" - ocenia "SZ".
"Co wtedy? Bez układu INF nowe rakiety będą wkrótce modernizowane, a nowe - opracowywane i produkowane. Amerykańskie rakiety będą musiały zostać gdzieś rozmieszczone. W zimnej wojnie nazywały się Pershing II, a kraj rozmieszczenia - RFN. Kraj był podzielony, setki tysięcy ludzi demonstrowały przeciw tzw. dozbrajaniu przez NATO, a kanclerz Helmut Schmidt zaryzykował i ostatecznie stracił stanowisko, by to dozbrajanie przeforsować. Schmidt chciał zmusić do negocjacji i ustępstw. Wówczas mogła to być właściwa strategia. Jednak dziś politycy i obywatele powinni jednym głosem powiedzieć: nowa broń atomowa nie może przyjechać do Niemiec" - konkluduje "SZ".
"" przestrzega, by przy obecnej krytyce, wywołanej słowami Trumpa o wypowiedzeniu INF, nie zapominać, że "NATO od dawna zarzuca Rosji łamanie" postanowień tego traktatu. "I nie chodzi tu o drobnostki, lecz o (...) rzeczywiste zagrożenie dla Niemiec i Europy" - podkreśla.
"Nie znaczy to, że Rosja jest na kursie ofensywnym, jednak taka broń (zakazana przez INF - PAP) to środki służące zastraszaniu i szantażowi, zwłaszcza w rękach reżimu doświadczonego w aneksji (...). Trudno jest odpowiedzieć na takie zbrojenie w ramach prawa. Ale jest jasne, że odpowiedź jest konieczna" - ocenia "FAZ".
To porozumienie "zasługuje na obronę", bo oferuje ramy wzajemnej kontroli (zbrojeń) i zapowiedź wycofania się z niego USA powinna skłonić wszystkie strony do jej "ponownego ożywienia".
Berliński "Tagesspiegel" ocenia z kolei, że "bez świadomości historycznej i politycznej, bez strategicznego rozsądku jest ten, kto właśnie teraz" chce wypowiadać układ INF zamiast "wykorzystać go w odwrotnym celu, na rzecz otwartości i porozumienia", które mogłyby przyczynić się do odbudowy zaufania, niezbędnego do dalszej kontroli zbrojeń.
Ponadto gdyby USA i Rosja utrzymały współpracę w ramach INF, mogłyby wspólnie wywierać nacisk na Chiny, by przyłączyły się do tego porozumienia. "W tym celu jest jednak konieczne, by żadna ze stron go nie wypowiadała" - podkreśla gazeta.
>>> Czytaj też: Co dalej z Fort Trump? Szczerski: przed nami przekonywanie Kongresu
