Jak się poczułeś, kiedy zobaczyłeś swoją powieść przeniesioną na ekran?

To było bardzo ciekawe, bo znałem tę historię jak nikt inny, a jednak to, co zobaczyłem, bardzo mnie przejęło. Wchodziłem w ten projekt nie tylko jako autor pierwowzoru książkowego, ale też jako scenarzysta z pewnym doświadczeniem. Miałem już za sobą „Belfra”, wiedziałem więc, że praca scenarzysty kończy się w konkretnym momencie. Film jest swego rodzaju przedsiębiorstwem, w którym każdy pełni określoną funkcję i ja swoją wypełniłem wraz z końcem prac scenariuszowych. Potem po prostu nie wtrącałem się w kompetencje innych osób. Oczywiście, wiedziałem o ważniejszych decyzjach, sytuacjach na planie i tak dalej.

Pisząc scenariusz, miałeś w głowie twarze konkretnych aktorów?

Tworząc scenariusz, zawsze ma się w głowie jakieś twarze, bo jak masz konkretną osobę przed oczami, to łatwiej się pisze, lepiej pracuje wyobraźnia. Ale czy któryś z tych ludzi ostatecznie zagrał w serialu? Mówiąc szczerze – nie pamiętam. W momencie, w którym zobaczyłem serial, wszystkie moje wyobrażenia dotyczące postaci zostały zastąpione przez to, co zujrzałem na ekranie. Gdybym teraz miał przeczytać raz jeszcze „Ślepnąc od świateł”, to na pewno widziałbym w głowie Kamila Nożyńskiego jako głównego bohatera

>>> CAŁY WYWIAD W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP