Rząd premier Vioricy Dancili od wielu miesięcy oskarżany jest przez opozycję o wprowadzanie reform niszczących wymiar sprawiedliwości oraz paraliżujących walkę z korupcją. Rządząca Partia Socjaldemokratyczna i jej partner koalicyjny ALDE przez polityków ugrupowań centroprawicowych postrzegane są jako zagrożenie dla rządów prawa i stabilności gospodarczej.

Na początku lipca br. rząd znowelizował ustawę antykorupcyjną, co spotkało się z krytyką sędziów, prokuratorów, centroprawicowej opozycji oraz Rady Europy. Zdaniem przeciwników zmiany w prawie mają utrudnić ściganie polityków za korupcję, na czym najbardziej mógłby skorzystać lider PSD Liviu Dragnea.

Dragnea, który jest przewodniczącym Izby Deputowanych, nie mógł zostać premierem, ponieważ jest skazany prawomocnym wyrokiem za oszustwa, m.in. za bezprawne przywłaszczenie sobie funduszy unijnych. De facto jednak polityk ten kontroluje rząd Rumunii.

"Każda godzina spędzona z Dragneą i Dancilą u władzy stanowi zagrożenie dla Rumunii - mówił przed głosowaniem Dan Barna, lider opozycyjnego Związku Zbawienia Rumunii. - Wniosek o wotum nieufności nie jest walką polityczną, ale walką o przyszłość naszych dzieci".

Jednak w czwartkowym głosowaniu tylko 161 posłów rozdrobnionej opozycji poparło wotum nieufności. Zgodnie z rumuńską konstytucją do przeforsowania wniosku potrzebne były 233 głosy - 50 procent plus jeden. "Nie zrezygnuję, ponieważ mam pewność, że Rumunia jest na dobrej drodze i że Rumuni doceniają działania, które podejmujemy" - powiedziała premier Dancila.

1 stycznia Rumunia na sześć miesięcy obejmie przewodnictwo w Unii Europejskiej. Dwa tygodnie temu przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker uznał, że mimo zastrzeżeń dotyczących przestrzegania zasad państwa prawa w Rumunii kraj ten jest dobrze przygotowany do objęcia przewodnictwa w Radzie UE.

Juncker wygłosił tę opinię, mimo iż w połowie listopada KE zarzuciła Rumunii znaczne niedociągnięcia, jeśli chodzi o przestrzeganie zasad państwa prawa, walkę z korupcją i niezależność sądownictwa, a rumuński prezydent Klaus Iohannis ocenił, że kraj nie jest właściwie przygotowany do przejęcia przewodnictwa w UE. (PAP)