Trzy lata od zapowiedzi Mateusza Morawieckiego, że otwarte fundusze emerytalne (OFE) zostaną zlikwidowane, a zgromadzone tam środki emerytalne podzielone pomiędzy oszczędzających (75 proc.) a zarządzany przez ZUS Fundusz Rezerwy Demograficznej (25 proc.), rząd przechodzi wreszcie do czynów. Ten podział jest już jednak nieaktualny, bo w otoczeniu szefa rządu zwyciężyła koncepcja, aby wszystkie pieniądze z filara kapitałowego przelać na indywidualne konta emerytalne (IKE).

– Chcemy uporządkować system emerytalny. Mamy do czynienia z przebudową systemu emerytalnego, pozytywną dla emerytów i całej gospodarki – mówił Morawiecki na wspólnej konferencji z minister rodziny Elżbietą Rafalską, prezes ZUS Gertrudą Uścińską oraz ministrem rozwoju i inwestycji Jerzym Kwiecińskim.

W dużym uproszczeniu oszczędności emerytalne z OFE mają zostać przekazane na IKE, a tym samym nastąpi ich faktyczna prywatyzacja. Obecni członkowie funduszy emerytalnych dostaną wybór. Domyślnie ich środki idą do IKE, ale jeśli złożą odpowiednią deklarację, to trafią one do ZUS i zostaną zapisane na podstawowym koncie emerytalnym w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

"PIĄTKA KACZYŃSKIEGO". JAKIE BĘDĄ JEJ POLITYCZNE SKUTKI? [STUDIO DGP]

Same OFE przekształcą się w otwarte fundusze inwestycyjne, a zarządzające nimi powszechne towarzystwa emerytalne w TFI. Rachunki z OFE zamienią się automatycznie w IKE. Tym samym zniknie składka do OFE i całość składki emerytalnej 19,52 proc. będzie szła do ZUS.

Istotną zmianą jest specjalna prowizja, którą państwo pobierze od przelewu na IKE emerytalnych oszczędności. – By zapewnić równe traktowanie ze środkami z ZUS, które są opodatkowane w momencie wypłaty, przekazanie środków na IKE będzie obłożone opłatą przekształceniową – tłumaczy premier.

Opłata ma wynieść 15 proc. wartości środków zgromadzonych w OFE i być płacona w dwóch ratach po 7,5 proc. w latach 2020–2021. Późniejsza wypłata pieniędzy emerytalnych z OFE ma być możliwa w wieku 60/65 lat, ale już wtedy nie będzie od nich płacony żaden podatek.

– Stawka zryczałtowana 15 proc. jest niższa od stawek PIT 18 i 32 proc. w przypadku opodatkowania wypłat emerytur – mówi nasz rozmówca z kręgów rządowych i zwraca uwagę, że pewną zmianą jest jej pobór na starcie. Brak opłaty byłby bowiem dyskryminacją wobec osób, które zdecydowałyby się przekazać aktywa do ZUS.

Ma to jednak również duże znaczenie dla finansów państwa, w których pojawiły się spore napięcia po prezentacji przez PiS kolejnego pakietu obietnic wyborczych, którego całoroczny koszt w 2020 r. szacowany jest na ok. 40 mld zł. Zakładając, że 15 proc. z ponad 160 mld zł aktywów OFE zostanie przelane do FUS, czyli ok. 24 mld zł, możemy mówić o niższym deficycie całego sektora instytucji rządowych i samorządowych. To powinno obniżyć go w ciągu najbliższych dwóch lat o ok. 1 pkt proc. PKB i nawet przy niższym tempie wzrostu gospodarczego oddalić ryzyko związane z unijnym limitem deficytu na poziomie 3 proc. PKB.

– W aktualizacji programu konwergencji, który mamy przesłać do końca kwietnia do Brukseli i pokazać w nim, jak będzie się kształtował deficyt całego sektora, założono, że ok. 20 proc. osób pójdzie z pieniędzmi z OFE do ZUS, a reszta do prywatnych IKE. To oznacza, że deficyt w przyszłym i kolejnym roku dzięki opłacie obniży się po ok. 0,5 pkt proc. PKB. Dodatkowo opłata przekształceniowa podniesienie limit wydatkowy z reguły, czyli pozwoli na zwiększenie wydatków związanych z piątką Kaczyńskiego. Problem z deficytem pojawi się natomiast w 2022 r., bo zabraknie jednorazowych wpływów z opłaty – mówi nam osoba z rządu.

PiS liczy na korzyści polityczne przy okazji całej operacji. – Przekazujemy Polakom pieniądze, które wcześniej przez PO nie powinny być zabrane. Naprawiamy błędy poprzedników, lecz dajemy wolny wybór – mówił wczoraj Morawiecki. I w ten sposób nie tylko rząd, ale także partia ma o zmianach mówić. Sprawa jest delikatna, bo w samym PiS obecny pomysł budzi kontrowersje, nie tylko z powodu mechanizmu, lecz także tego, że zmiany mają być przeprowadzone w kampanii wyborczej. – Wszystko zależy od tego, jaka narracja się przebije, czy taka, że dajemy, czy że zabieramy – mówi nam polityk PiS. Politycy rządzącego ugrupowania liczą, że propozycje zmian w OFE uda się wpisać w narrację o wiarygodności tego ugrupowania. – To ogólnie ma podbudować PiS, nie chodzi nam o celowanie w konkretny elektorat, np. Nowoczesnej, która powstała z powodu zmian w OFE zrobionych przez PO, bo oni i tak na nas nie zagłosują – mówi polityk.

Sceptycznie o pomysłach na OFE mówi jeden ze współautorów zmian emerytalnych z czasów PO Jacek Rostowski. – W zamian za zmiany budżet pobiera 15 proc. prowizji. Taka konstrukcja stwarza niebezpieczeństwo, że ludzie jednorazowo wezmą ten kapitał i roztrwonią. Gdybyśmy nie uważali, że musimy ich zabezpieczyć od pecha i nieostrożności, to systemy emerytalne nie byłyby potrzebne. Rekomendowałbym pozostanie w ZUS. Propozycja Mateusza Morawickiego jest nieładna – mówi Rostowski.

Projekt ma być szeroko konsultowany, a rząd chce przyjąć go w lipcu. Na wrzesień i październik są zakładane prace w parlamencie. Samo wejście w życie zmian to styczeń 2020 r.

>>> Czytaj też: Co z naszymi pieniędzmi w OFE? Oto plan Morawieckiego