Wtedy zupełnie nie wiedziałem, że tak potoczy się moja kariera. Pracowałem w resorcie w latach 1990–1996, byłem sekretarzem stanu u Grzegorza Kołodki. Moje odejście z polityki było nadzwyczaj łagodne. Najpierw zacząłem pracę w Banku Pekao SA, potem otrzymałem propozycję zostania prezesem zarządu w jednej z firm ubezpieczeniowych. Ale ktoś wspomniał o mnie w Deutsche Bank, opinia na mój temat dotarła do szefa rady nadzorczej – więc ostatecznie znalazłem się właśnie w nim. Z wykształcenia i z natury jestem bardziej bankowcem niż ubezpieczeniowcem.
Kilka pierwszych lat było rewelacyjnych: budowaliśmy bankowość korporacyjną i inwestycyjną. Ponieważ to się udało, rozkręcaliśmy też bankowość prywatną – dla zamożnych klientów detalicznych, wprowadziliśmy także dla nich kredyty hipoteczne. Gospodarka rozwijała się szybko, a DB Polska odnosił sukcesy – w ramach swojej skali. I ktoś doszedł do wniosku, że trzeba zrobić coś naprawdę dużego, np. przejąć sieciowy bank komercyjny.
>>> Czytaj też: Hiperinflacja na poziomie 1183 proc. To największy problem transformacji w 1989 roku [#30LatWolności]
Nie grałem tu pierwszych skrzypiec. Zadziałały prawa rynku, ale też nie było politycznego poparcia dla tego procesu. Jednak Deutsche Bank sporo zyskał na próbie zainwestowania w BIG BG, sprzedając ostatecznie konkurentowi jego akcje. Zarobiliśmy na tym. Odwrotnie było z Bankiem Współpracy Regionalnej (BWR), który został przez nas przejęty, ale w który musieliśmy zainwestować mnóstwo pieniędzy i przeprowadzić głęboką restrukturyzację.
Ale wie pan, jaka była wtedy polityka w Polsce.
Ale nie wszyscy mogli kupować. Bo chyba nie powie pan, że Deutsche nie byłby w stanie przejąć którejś ze sprzedawanych instytucji, np. BPH, na który zresztą złożyliśmy ofertę (Bank Przemysłowo-Handlowy kupił w 1998 r. HypoVereinsbank – red.). W przypadku Pekao SA nie było woli politycznej, by sprzedać bank Deutsche. Przetarg był tak prowadzony, byśmy nawet nie mieli okazji złożenia oferty finansowej. Po tym doświadczeniu – i po historii z BIG BG – doszliśmy do wniosku, że będziemy rozwijać się samodzielnie.
Osobno działalność korporacyjna i inwestycyjna, osobno detaliczna. Ponieważ w DB Polska mieliśmy już wtedy portfel hipotek, to przeżyłem pierwszy spin-off: czyli hipoteki zostały wydzielone do DB 24, który później przemianowano na DB PBC. A jak jest spin-off, wydzielenie, to po pewnym czasie musi nastąpić też merger, fuzja – więc połączyliśmy DB Polska z DB BPC, co dawało nam już pozycję w pierwszej dziesiątce krajowych banków.
Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP
Redaktor w DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia. Zaczynał w czasie, gdy o stopach procentowych decydował w pojedynkę prezes NBP, czyli w poprzednim tysiącleciu. Pracując w „Dzienniku Gazecie Prawnej” od 2012 r., był twórcą rankingów banków i ubezpieczycieli "Gwiazdy Bankowości" i "Gwiazdy Ubezpieczeń". W tygodniku "Gazeta Bankowa" wymyślił ranking trafności prognoz makroeokonomicznych, który później przeniósł do Gazety Giełdy "Parkiet", gdzie konkurs wciąż ma się dobrze. W 2021 r. nagrodzony Grand Press Economy, w latach 2014 i 2021 laureat Nagrody Dziennikarskiej im. M. Krzaka przyznawanej przez Związek Banków Polskich.
