Conte, z którym dziennikarze rozmawiali w czasie jego wizyty w Wietnamie, oświadczył: "Jeśli nie będę mógł pracować, będę musiał wyciągnąć z tego wnioski i przedstawić problem na forum stosownych instytucji".

W poniedziałek premier ostrzegł na konferencji prasowej, że złoży rezygnację, jeśli skonfliktowani liderzy koalicji - Matteo Salvini z Ligi i Luigi Di Maio z Ruchu Pięciu Gwiazd nie udzielą jasnej i szybkiej odpowiedzi, czy dalej chcą tworzyć wspólny rząd.

W rozmowie cytowanej na łamach największej włoskiej gazety Conte zapewnił, że jeśli usłyszy wyraźne, pozytywne deklaracje od koalicjantów, będzie jeszcze bardziej zdeterminowany do pracy.

Zapytany o to, co chce powiedzieć obu wicepremierom, odparł: "Jeśli nie będzie faktów, będę nieustępliwy".

"Nie pytajcie mnie, czy będą wybory we wrześniu, w październiku, w listopadzie czy w grudniu. Ja nie jestem gotów dryfować, obijać się miesiącami. Lecz jeśli doszłoby do kryzysu, będzie on najbardziej przejrzysty w historii" - zauważył szef rządu.

Reklama

Zastrzegł zarazem, że nie rozmawiał o takim scenariuszu z prezydentem Sergio Mattarellą.

Odnosząc się do stanowiska Komisji Europejskiej, która proponuje objęcie Włoch procedurą nadmiernego deficytu z powodu wysokiego długu publicznego, Conte stwierdził: " Nie chcę być pierwszym włoskim premierem dotkniętym" w taki sposób.

"Nie chcę, aby mój kraj został poddany tej procedurze" - dodał.

Jak zaznaczył, chodzi o przyszłość Włochów i dlatego chce jak najszybciej przystąpić do rozmów z Komisją. Conte wyraził nadzieję na to, że zdoła przekonać unijnych rozmówców. Jeśli tak się nie stanie - ocenił - będzie to znaczyć, że "nie jesteśmy już w rodzinie".

Premier zapewnił, że jeśli będzie to konieczne, pojedzie nawet "dziesięć razy" do Brukseli. Podkreślił, że nie można mówić , że nie uznaje się reguł UE, co było nawiązaniem do wypowiedzi Salviniego na temat możliwości przekroczenia deficytu.

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)