Liczba takich deklaracji utrzymuje się na stabilnym poziomie (spadła z 27 proc. przed rokiem do 26 proc. obecnie).

"Analizując deklaracje pracodawców dotyczące zwiększenia w najbliższym czasie wynagrodzeń, należy mieć na względzie dwa fakty - w ubiegłym roku przeciętne wynagrodzenie w Polsce wzrosło o nieco ponad 7 proc., co było rekordową podwyżką, a ponadto od tego roku wchodzą w życie przepisy obligujące do utworzenia pracowniczych planów kapitałowych w zakładach pracy zatrudniających co najmniej 250 osób. To może przekładać się na mniejszą skłonność pracodawców do podnoszenia wynagrodzeń. Pracodawcy mogą mieć przekonanie, że ubiegłoroczne podwyżki są wystarczające, aby zatrzymać pracowników lub przyciągnąć nowych. Do tego dochodzi obawa przed zwiększonymi kosztami pracy w związku z koniecznością opłacenia składki na PPK i presją ze strony pracowników na wyrównanie ubytku w wynagrodzeniu z tytułu wpłaty" - powiedziała ekspert rynku pracy Konfederacji Lewiatan Monika Fedorczuk, cytowana w komunikacie.

>>> Czytaj też: Prawie połowa zatrudnionych, do których adresowane są PPK o nich nie słyszała

Podwyżki najczęściej planują pracodawcy z północnych województw (30%), najrzadziej deklarują je firmy z centrum (24%) i południa (25%). 1/3 przedsiębiorców z branży budowlanej deklaruje wzrost wynagrodzeń w najbliższym półroczu (33%). Często takie plany sygnalizują też firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu (31%) oraz branży finansowej (31%), podano również.

Gdzie będą zatrudniać?

Niemal 4 na 10 polskich pracodawców planuje wzrost zatrudnienia. To naturalny trend, obecny w badaniu od kilku lat. Zawsze w połowie roku plany zatrudniania nowych pracowników są większe niż w pozostałych okresach. Podobnie jak przed rokiem zwiększenie liczby etatów zadeklarowało 39% pracodawców (pod koniec 2018 roku było to 33%). 53% zamierza pozostawić zatrudnienie na dotychczasowym poziomie, zmniejszyć je planuje 4% respondentów.

"Od kilku kwartałów utrzymuje się duże zapotrzebowanie na pracę, co przekłada się również na liczbę planowanych i rozpoczętych rekrutacji. Dla wielu firm konieczność zatrudnienia nowych pracowników wynika z dużego popytu na wytwarzane towary i usługi. Z drugiej strony, coraz częściej pracodawcy mówią, że brak dostępnych pracowników to najpoważniejszy czynnik ograniczający możliwości rozwoju firmy" - dodała Fedorczuk.

Największe plany w zakresie wzrostu zatrudnienia mają pracodawcy z centralnych (41%) i zachodnich regionów (40%). Bardziej wstrzemięźliwe są firmy z północy (37%) i wschodu (37%). Najczęściej zatrudniać zamierzają firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu (57%), budownictwa (45%) oraz przemysłu (44%). Redukcję w największym stopniu prognozują firmy z sektora finansowego (12%), podano także.

"Sektor finansowy już po raz kolejny sygnalizuje częściej niż pozostałe branże plany w zakresie redukcji zatrudnienia. W dużej mierze widać tu wpływ fuzji na rynku bankowym, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie. Banki po połączeniu najczęściej optymalizują swoją działalność, zmniejszając przede wszystkim liczbę placówek, a to oznacza też mniejsze zapotrzebowanie na pracowników bezpośredniej obsługi klienta. Jednocześnie widzimy, że firmy z tej branży starają się rekompensować wpływ redukcji na wizerunek pracodawcy i ryzyko odpływu pozostałych pracowników, planując częściej niż w innych sektorach podwyżki wynagrodzeń" - zauważyła dyrektor personalna i członek zarządu Randstad Polska Monika Hryniszyn.

Na nowe miejsca pracy najczęściej mogą liczyć mieszkańcy wsi w obrębie aglomeracji (50%), osoby z największych miast powyżej 200 tysięcy mieszkańców (44%) oraz pracownicy zamieszkujący obszary wiejskie z dala od metropolii (41%).

Popyt na pracowników sezonowych

W okresie przedwakacyjnym firmy zwiększają swoje zapotrzebowanie na pracowników sezonowych. Ma to związek z okresem urlopowym w większości przedsiębiorstw i zakładów produkcyjnych, a także czasem wzmożonego zapotrzebowania na niektóre usługi, np. w turystyce, gastronomii i hotelarstwie. W tym roku, podobnie jak przed rokiem, 15% pracodawców zdecyduje się na zatrudnienie pracowników sezonowych, najczęściej w województwach wschodnich i zachodnich (po 17%), najrzadziej na południu (11%). Największe zapotrzebowanie na pracowników sezonowych zgłaszają pracodawcy z branży budowlanej (22%), przemysłu (16%), handlu i napraw (15%) oraz logistyki i transportu (15%). Wyjątkowo duże plany rekrutacyjne sygnalizują też firmy z obszarów wiejskich poza aglomeracjami (23%), co może mieć związek z sezonem wzmożonych zamówień w firmach zajmujących się przetwórstwem rolnym, podano.

2/3 pracodawców, którzy planują zatrudnienie pracowników sezonowych w okresie letnim tłumaczy to przede wszystkim szczytem produkcyjnym. 17% chce w ten sposób elastycznie reagować na zapotrzebowanie na produkty i usługi, a 16% utrzymać ciągłość wytwórstwa i świadczenia usług w okresie, gdy duża część obecnej załogi będzie korzystała z urlopów.

>>> Czytaj też: Wszystkie grzechy Google. Pracownicy giganta zaczynają się buntować

Rekrutacje nie po myśli pracodawców

"Ponad 3/4 polskich pracodawców w ciągu ostatniego półrocza miało okazję prowadzić działania rekrutacyjne (78%). Najczęściej pracowników poszukiwały firmy z zachodnich województw (84%), a także przedsiębiorcy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu (zadeklarowali tak wszyscy respondenci), firmy logistyczne i transportowe (83%) i branża przemysłowa (82%). Najwięcej procesów rekrutacyjnych prowadzili pracodawcy z terenów wiejskich w ramach aglomeracji (84%) oraz największych miast powyżej 200 tysięcy mieszkańców (83%)" - czytamy.

6 na 10 rekrutacji nie zakończyło się tak, jak planowali pracodawcy. 43% przedsiębiorców zatrudniło założoną liczbę pracowników spełniających wymagania (przed rokiem - 41%), 27% nie zapełniło wszystkich wakatów (przed rokiem - 31%), 15% musiało obniżyć wymagania (przed rokiem - 12%), a 11% zamknęło rekrutację bez zatrudnienia kogokolwiek (przed rokiem - 14%), wskazano.

"Trudności z pozyskaniem pracowników dotyczą właściwie wszystkich branż i nie są ograniczone wyłączenie do stanowisk specjalistycznych. Obecne niedobory pracowników mają wiele różnych przyczyn, do których należy zaliczyć m.in. dużą falę emigracji po wejściu Polski do UE, niską aktywność zawodową czy stosunkowo niski wiek przechodzenia na emeryturę. Trudności w rekrutacji to dla pracodawców nieobsadzone stanowiska pracy, co ogranicza możliwości nie tylko rozwoju, ale utrzymania działalności na określonym poziomie. Utrzymująca się sytuacja niedoboru pracowników może spowodować ograniczenie inwestycji wymagających zatrudnienia dużej liczby osób oraz zmniejszenie produkcji. W części przedsiębiorstw, w odpowiedzi na zaistniała sytuację, wprowadzane są rozwiązania wykorzystujące automatyzację procesów. Warto jednak pamiętać, że nie każda praca da się zastąpić i nie w każdym przypadku jest to racjonalne ekonomicznie" - wyjaśniła Fedorczuk.

Firmy ratują się cudzoziemcami

Wobec trudności rekrutacyjnych część przedsiębiorców zatrudnia cudzoziemców. W najnowszym badaniu obcokrajowy pracują w 24% ankietowanych firm (1 pkt proc. więcej niż przed rokiem). Najczęściej na zachodzie kraju (29%) i na Pomorzu (29%), a najrzadziej we wschodnich województwach (15%): warmińsko-mazurskim, podlaskim, lubelskim i podkarpackim. Najchętniej po zagranicznych pracowników sięgają: sektor nowoczesnych usług dla biznesu (63%), transport i logistyka (41%) oraz przemysł (32%). W ogóle nie korzysta z ich wsparcia branża finansowa.

W 87% firm, które zatrudniają obcokrajowców, pracują Ukraińcy (wzrost o 2 pkt. proc. r/r). W 14% zatrudnienie znajdują Białorusini (13% przed rokiem). 3% firm zatrudnia Rosjan, po 2% - Czechów, Niemców, Gruzinów i Francuzów.

"Dla ponad połowy (53%) pracodawców, którzy zatrudniają cudzoziemców są oni rozwiązaniem problemów kadrowych. 26% respondentów deklaruje, że obcokrajowców posiadają pożądane kompetencje (przed rokiem twierdziło tak 18% ankietowanych). Zaledwie 5% firm przyznaje, że cudzoziemcy mają niższe wymagania, w tym finansowe. W połowie firm obcokrajowcy zatrudnieni są na stanowiskach robotników niewykwalifikowanych, w 45% - na stanowiskach robotników wykwalifikowanych, a w 16% - na stanowiskach specjalistycznych" - czytamy dalej.

O 5 pkt proc. mniej pracodawców (37%) niż przed rokiem deklaruje, że w najbliższym czasie będzie rozważać zatrudnienie cudzoziemców. Najczęściej planują rekrutacje wśród Ukraińców - 50% (przed rokiem: 56%), Białorusinów - 8% (przed rokiem: 12%), Rosjan - 3% (bez zmian) i Litwinów - 2% (bez zmian). 49% firm nie myśli o konkretnej narodowości w kontekście rekrutacji.

Pracownicy z Ukrainy mogą przenieść się do Niemiec

Pracodawcy sygnalizują możliwość odpływu pracowników z Ukrainy w związku z liberalizacją niemieckich przepisów w kwestii zatrudnienia osób spoza Unii Europejskiej. Deklaruje tak 66% respondentów. Jednocześnie tylko w 18% firm pracodawcy obawiają się w związku z tym pogłębienia braków kadrowych. 14% twierdzi wręcz, że nowe przepisy negatywnie wpłyną na działania ich firm, wskazano.

"Obawy pracodawców są na razie przejawem pragmatycznej analizy czynników, które mogą mieć wpływ na ich biznes w przyszłości. Zmiana niemieckich przepisów na razie bowiem nie oznacza gremialnego wyjazdu Ukraińców na Zachód. Po pierwsze, sygnały z niemieckiej gospodarki nie zawsze zachęcają do zmiany kraju, a po drugie, to otwarcie granicy w obecnym kształcie jest raczej uchyleniem drzwi, bowiem warunki stawiane w ustawie dotyczą tylko wyspecjalizowanych pracowników z konkretnych grup zawodowych, którzy do tego dobrze posługują się językiem niemieckim. Cieszy fakt, że przedsiębiorcy przygotowują się na różne scenariusze i szukają także pomysłów na aktywizację całej grupy Polaków, którzy dotychczas z różnych względów byli nieaktywni zawodowo" - podkreśliła Hryniszyn.

33% firm zamierza podjąć działania w związku z potencjalnym odpływem pracowników. 45% z tej grupy zamierza aktywnie budować wizerunek pracodawcy, 39% - aktywizować osoby dotychczas nieaktywne zawodowo, aby zniwelować skutek braków kadrowych, 28% - pracowników zamierza szukać w innych krajach Ukraina, a kolejne 28% skorzysta ze wsparcia agencji zatrudnienia.

Topnieje rzesza gospodarczych optymistów

Po okresie dynamicznych wzrostów odsetka optymistycznych ocen rozwoju gospodarczego Polski w 2017 i 2018 roku, drugie badanie z rzędu notujemy znaczące spadki. W najnowszym badaniu 21% pracodawców prognozuje wzrost gospodarczy, a niewiele mniej (19%) - recesję. Rok do roku grupa optymistów stopniała o 13 pkt proc. (o 2 pkt proc. w stosunku do poprzedniego badania z końca 2018 roku). 48% respondentów uważa, że Polskę czeka stagnacja, podano także.

"Najbardziej optymistyczni są pracodawcy z centralnej części kraju (24%) i województw wschodnich (23%). Najmniej optymistów jest w Wielkopolsce, Lubuskiem oraz na Kujawach (16%). Natomiast 23% pracodawców z południa kraju prognozuje recesję. W tym regionie, podobnie jak na zachodzie kraju, liczba pesymistów przekracza liczbę optymistów. Wzrost gospodarczy najczęściej prognozują pracodawcy z branży finansowej (24%), usługowej (23%) oraz handlu (22%). Wśród pesymistów na czele są także firmy finansowe (31%), a także transportowe i logistyczne (26%) oraz przemysłowe (21%)" - czytamy.

Nieznacznie zmniejszył się też odsetek pracodawców, którzy kondycję własnych przedsiębiorstw oceniają co najmniej dobrze. Od roku dostrzegamy spadki w tej grupie (z 69% w połowie 2018 roku do 65% w najnowszym badaniu), ale wynik daleki jest jeszcze od najniższych wyników z 2014 roku (60%). W obecnej edycji "Planów Pracodawców" 27% respondentów sytuację finansową swojego przedsiębiorstwa ocenia neutralnie, a 4 % - negatywnie, wskazano.

W tej kwestii najwięcej optymistów jest w zachodnich województwach Polski (68%), a najmniej w północnych (59%). Najlepiej swoją sytuację oceniają pracodawcy z branży finansowej (80%), sektora nowoczesnych usług dla biznesu (74%) oraz branży budowlanej (71%). Największy odsetek negatywnych ocen sytuacji finansowej firm jest wśród przedsiębiorców z sektora transportu i logistyki (8%), przemysłu (6%) oraz handlu i napraw (4%).

"Plany Pracodawców" to sondaż Instytutu Badawczego Randstad, w którym respondentami są pracodawcy wyrażający opinie w najważniejszych obszarach ich działalności, m.in.: planowanych zmian w poziomie zatrudnienia i wynagrodzeń, czy przewidywanych zmian kondycji firm i gospodarki. Pytania kierowane są bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za politykę kadrową (w małych przedsiębiorstwach jest to zarząd lub właściciel firmy). Wywiady bieżącej edycji badania zostały zrealizowane w okresie od 11 kwietnia do 16 maja 2019 r. Od 20. edycji badanie jest przeprowadzane na reprezentatywnej ze względu na region i wielkość firmy próbie 1000 firm (margines błędu statystycznego dla próby N=1000 wynosi 3,1%).

>>> Czytaj też: Pracodawcy alarmują: możemy przegrać wyścig o tanich pracowników ze wschodu z Czechami i Niemcami