Finowie, którzy goszczą u siebie Europejskie Centrum Doskonałości w Przeciwdziałaniu Zagrożeniom Hybrydowym (Hybrid CoE), chcą zwrócić uwagę na to zagadnienie w czasie swojego przewodnictwa w UE.

Jak poinformował w czwartek dziennikarzy szef dyplomacji tego kraju Pekka Haavisto, unijni ministrowie finansów oraz spraw wewnętrznych podczas spotkań w lipcu i we wrześniu w Helsinkach będą mieli za zadanie zmierzyć się z fikcyjnymi kryzysowymi scenariuszami.

"Chcemy, żeby UE i jej państwa członkowskie wzmocniły swoje zdolności zapobiegania zagrożeniom hybrydowym i reagowania na nie. W tym celu w czasie naszej prezydencji ministrowie i grupy robocze UE będą prowadzili oparte o scenariusze dyskusje polityczne oraz ćwiczenia" - powiedział Haavisto na spotkaniu z unijnymi korespondentami.

Reklama

Niewielka pod względem ludnościowym Finlandia, która ma bardzo długą granicę lądową z Rosją, specjalizuje się w przygotowywaniu do radzenia sobie z zagrożeniami różnego typu. Europejskie Centrum Doskonałości w Przeciwdziałaniu Zagrożeniom Hybrydowym, które funkcjonuje w Helsinkach, skupia ekspertów z 22 krajów należących do UE i/lub do NATO, w tym z Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Kanady, Stanów Zjednoczonych i Polski.

"Mamy 1400 km granicy z Rosją, wiemy o tym, czujemy to i jest jasne, że to ma wpływ na nasze rozwiązania" - mówił dziennikarzom fiński generał brygady Vesa Virtanen. Finlandia nie należy do NATO, ale wydaje na obronność prawie tyle, ile wynosi próg Sojuszu Północnoatlantyckiego - obecnie 1,94 proc. PKB. W ciągu dwóch lat ma dojść do 2 proc.

Przykładem wrogiego działania ze strony Rosji było zagłuszanie sygnału nawigacji satelitarnej podczas zeszłorocznych ćwiczeń wojskowych NATO. Eksperci z centrum w Helsinkach nie chcą definiować zagrożeń hybrydowych, wskazując, że za atakami takiego typu nie zawsze muszą stać kraje; mogą to być także grupy przestępcze. Wspólnym mianownikiem ataków jest wykorzystywanie aspektów systemu demokratycznego, np. swobodnego obiegu informacji czy zasad państwa prawa, które mogą wiązać ręce władzom w określonych sytuacjach. "Państwa demokratyczne nie mogą nakazać mediom ataku na przeciwnika, a same są atakowane przez wrogie media" - mówił zastrzegając sobie anonimowość jeden z ekspertów Hybrid CoE.

Choć zagrożenia hybrydowe nie są nowym zjawiskiem, temat zaczął być bardziej widoczny w mediach po rosyjskiej aneksji Krymu w 2014 r. Moskwa nie chciała się początkowo przyznać to tego, że aktywne było tam jej wojsko, doprowadzając do upowszechnienia określenia "zielone ludziki". Taktyki hybrydowe były jednak wykorzystywane wcześniej, w czasie pierwszej wojny czeczeńskiej.

Sytuacja, w której można wskazać odpowiedzialnego za atak, nie jest jednak oczywista. Tym bardziej, że mogą za nimi stać inni aktorzy, a nie tylko państwa. Hybrid CoE w swoich działaniach stara się m.in. szkolić liderów opinii w mediach społecznościowych, żeby ci zwiększali świadomość użytkowników w tej sprawie.

Finlandia wypracowała własną koncepcję kompleksowego bezpieczeństwa, w ramach której administracja rządowa, organizacje pozarządowe, biznes oraz obywatele mają współpracować na wypadek wystąpienia zagrożenia.

Co ciekawe najgorszym scenariuszem nie jest już wojna, ale atak terrorystyczny, bądź klęska żywiołowa. W ramach przygotowań obywatele powinni mieć zapasy żywności, wody, baterii i innych podstawowych rzeczy, by móc przetrwać bez żadnych dostaw co najmniej 72 godziny. W kraju, który dotykany jest przez sztormy, czy ataki zimy potrafiące odciąć niektóre regiony od elektryczności na kilka dni, nie jest to fanaberia.

Unijne ćwiczenia i działania Europejskiego Centrum Doskonałości w Przeciwdziałaniu Zagrożeniom Hybrydowym nie są w stanie zapobiegać atakom hybrydowym, ale mają podnieść potencjalne koszty dla chcących używać takich taktyk i odstraszać od ich wykorzystywania.

>>> Czytaj też: Jeśli głównym wyzwaniem dla USA są Chiny, to skąd tak duże zaangażowanie Ameryki w sprawy Iranu? [OPINIA]