Jeżeli okazanie społecznemu inspektorowi pracy jakiegokolwiek dokumentu firmy wiązałoby się z ujawnieniem danych osobowych pracownika, to sipowiec musi mieć jego zgodę na wgląd. Tak wynika z senackiego projektu nowelizacji ustawy o społecznej inspekcji pracy, który trafił już do Sejmu.

Ta prosta, jednozdaniowa nowelizacja teoretycznie realizuje tylko wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 26 kwietnia 2018 r. (sygn. akt K 6/15). W praktyce jednak może znacząco utrudnić działalność sipowców. Wszystko wskazuje na to, że za każdym razem, gdy będą chcieli przeglądać dokumenty z danymi osobowymi (a zawiera je większość akt związanych z zatrudnieniem), będą musieli pozyskiwać zgody od pracowników. Dla zatrudniających to idealny pretekst do odmowy dostępu.

– Taka zmiana przepisów sparaliżuje działalność społecznych inspektorów – uważa dr Maciej Chakowski, partner w kancelarii C&C Chakowski & Ciszek.

Ważny oręż

Sipowiec ma prawo żądać od kierownika zakładu pracy, oddziału (wydziału) i od pracowników informacji oraz okazania dokumentów w sprawach wchodzących w zakres jego działania. Tak stanowi art. 8 ust. 2 ustawy z 24 czerwca 1983 r. o społecznej inspekcji pracy (t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 567 ze zm.). To bardzo ważny oręż. Dzięki niemu społeczny inspektor może sprawdzać np. dokumenty płacowe i ewidencję czasu pracy.

– Dzięki temu związki zawodowe wiedzą, ile zarabiają np. członkowie zarządu firmy. Jeśli odmawiano im udzielenia takiej informacji na podstawie art. 28 ustawy związkowej (pozyskiwanie informacji od pracy – przyp. autora), to sipowiec żądał wglądu w teczkę osobową prezesa – tłumaczy dr Chakowski.

Tę broń zneutralizował TK, który uznał, że art. 8 ust. 2 w obecnym brzmieniu jest niezgodny z art. 47 konstytucji (prawo do prywatności). Podkreślił, że sipowiec powinien mieć zgodę pracownika na dostęp do dokumentów z jego danymi osobowymi.

Ustawodawca musiał interweniować, ale nowelizacja w formie jednozdaniowego przepisu, który kopiuje sentencję wyroku TK, przysporzy inspektorom jeszcze więcej problemów. Większość ważnych dokumentów związanych z zatrudnieniem zawiera bowiem dane osobowe (nie tylko te płacowe lub z ewidencji czasu pracy, ale też np. te dotyczące uprawnień rodzicielskich, urlopów, pracy młodocianych i osób niepełnosprawnych).

– Dotyczy to nawet np. protokołu ustalenia okoliczności wypadków przy pracy. Jeśli sipowiec nie będzie członkiem komisji powypadkowej, będzie musiał mieć zgodę pracownika, który był świadkiem zdarzenia, na zapoznanie się z protokołem zawierającym zeznania – tłumaczy dr Dominika Dörre-Kolasa, radca prawny i partner w kancelarii Raczkowski Paruch.

Zwraca uwagę, że jeśli dane osobowe interpretować szeroko, to przecież w większości dokumentów (nawet tych o ogólnym charakterze, np. zarządzeń pracodawcy) widnieje informacja, kto go sporządził. – Oznacza to, że nawet wówczas trzeba byłoby występować o zgodę na dostęp – dodaje.

Pełen absurd

Projekt nie precyzuje, czy inspektor mógłby pozyskiwać zgodę blankietową (jednorazowe oświadczenie pracownika, który zgadza się na dostęp sipowca do każdego dokumentu z jego danymi), czy też musi ją otrzymywać za każdym razem, gdy chce mieć wgląd do danego dokumentu.

– Zgoda blankietowa jest w tym przypadku niedopuszczalna – uważa prof. Monika Gładoch, radca prawny z kancelarii M. Gładoch Specjaliści Prawa Pracy.

Wynika to z przepisów o ochronie danych osobowych – zgoda na przetwarzanie musi być wyraźna i konkretna. Istotne znaczenie ma też to, że same projektowane regulacje nie przewidują wprost takiej możliwości.

– Gdy przepis nie jest precyzyjny, należy go interpretować zawężająco, po to aby chronić dobro osób, których dotyczy. Trudno wyobrazić sobie, aby pracownicy mieli wyrażać zgodę „na wieczność”. Przecież w trakcie kariery zawodowej zmieniają się ich warunki zatrudnienia, w tym płacy, i mogą nie chcieć już, aby sipowiec miał pełen dostęp do ich akt – wyjaśnia dr Chakowski.

Wszystko zatem wskazuje, że inspektorzy będą musieli każdorazowo ubiegać się o zgodę na dostęp.

– A to absurdalne rozwiązanie, które na dodatek może wywoływać wiele wątpliwości. Nie wiadomo np., jak pracodawca miałby sprawdzać, czy zgody są prawdziwe – zauważa dr Dörre-Kolasa.

Podkreśla, że sama intencja projektowanych przepisów jest słuszna. – Chodzi o to, aby sipowcy nie mogli w nieograniczony sposób „buszować” po aktach osobowych. Ale przepis jest źle skonstruowany – dodaje.

Niełatwo znaleźć rozwiązanie omawianego problemu. Na pewno nie jest nim anonimizacja danych. Doprowadziłoby to do kompletnego absurdu. Pracodawca musiałby prowadzić podwójną dokumentację – jedną na użytek firmy, a drugą dla sipowców.

Woda na młyn

Eksperci nie mają wątpliwości, że nowelizacja w obecnym kształcie utrudni działalność sipowców. Tym bardziej że jako przedstawiciele związków zawodowych, którzy mają kontrolować przestrzeganie prawa pracy w firmie, najczęściej nie mają oni serdecznych relacji z pracodawcami.

– Często z własnej winy. Wiele osób decyduje się na pełnienie tej funkcji nie po to, aby rzetelnie dbać o poprawę warunków pracy, lecz w celu uzyskania ochrony przed zwolnieniem – podkreśla prof. Gładoch.

Nowe przepisy najprawdopodobniej spowodują dodatkowe napięcia. – W praktyce firma może wykorzystać każdą wątpliwość wynikającą z niejasnych przepisów jako pretekst do odmowy sipowcowi wglądu do dokumentów – uważa dr Dörre-Kolasa.

Pracodawcy mogą też starać się wpłynąć na zatrudnionych, aby nie wyrażali zgody na taki dostęp. – Mogą np. pytać pracowników, czy chcą, aby społeczny inspektor wiedział, ile zarabiają, czy otrzymują premie i w jakiej wysokości, jaką dostali podwyżkę w razie awansu itp. – tłumaczy dr Chakowski.

Wszystkie te wątpliwości wskazują, że parlamentarzyści powinni jeszcze raz przeanalizować omawiany projekt nowelizacji. W przeciwnym razie w życie wejdą przepisy, które znacząco skomplikują działanie społecznej inspekcji. ©℗

Etap legislacyjny: projekt senacki przesłany do Sejmu

>>> Czytaj także: Psychologowie nie mają prawa wykonywania zawodu? Wszystko przez ustawę