Ofiarą opisywanej pomyłki padają choćby pasażerowie, którzy oczekują od „Portów Lotniczych” informacji na temat swojej rezerwacji, limitu bagażu, czy godziny lądowania na lotnisku docelowym, poza granicami Polski – czyli informacji, jakie posiada tylko przewoźnik. Albo też szukają na stronie internetowej „Portów” możliwości zakupu biletu na samolot LOT i są niezadowoleni, że „nie mogą znaleźć odpowiedniej zakładki, więc strona jest nieczytelna”.

Skąd biorą się te i im podobne pomyłki? Dla części pasażerów „Porty Lotnicze” i LOT to jedno i to samo przedsiębiorstwo, które działa na lotnisku, do tego jeszcze jest to podmiot pozostający pod kontrolą państwa. Mariusz Szpikowski, prezes Przedsiębiorstwa Państwowego „Porty Lotnicze” wskazuje na bardzo istotny powód pomyłek: podobieństwo skrótów obu zakładów. – Nasza firma ma skrót PPL, natomiast narodowy przewoźnik lotniczy często jest przedstawiany jako Polskie Linie Lotnicze LOT, czyli PLL LOT. Różnica jest tylko w jednej literze i stąd bierze się najwięcej pomyłek -wyjaśnia Mariusz Szpikowski.

Prezes PPL mógłby podawać wiele przykładów efektów takich błędów, ale przyznaje, że nie jest zdziwiony tym, iż niektórym osobom LOT myli się z „Portami Lotniczymi”. Zwykły pasażer nie musi być przecież znawcą branży lotniczej, on oczekuje tylko, że będzie dobrze obsłużony na lotnisku i w samolocie oraz punktualnie odleci samolotem i o czasie znajdzie się na lotnisku docelowym, a różnymi niuansami, takimi jak rozróżnienie odpowiedzialności przewoźnika od zarządcy lotniska, nie zaprząta sobie głowy i cała wina może spaść na ostatnie ogniwo jego podróży. – Dlatego zdarza się, że pasażerowie lądujący na Okęciu mają pretensje do PPL o zagubiony bagaż, choć okazuje się, że walizki zaginęły po drodze w jednym z portów tranzytowych. Ale oni są przekonani, że za wszystko odpowiadają „Porty Lotnicze” – mówi prezes Szpikowski.

Dyplomatyczna pomyłka

Zdarza się jednak, że PPL z PLL mylą także osoby, które powinny być lepiej zorientowane w organizacji branży lotniczej w Polsce. Mariusz Szpikowski wspomina zabawną historię z jedną z pań ambasador akredytowanych w Polsce. Dyplomata kończył swoją misję w naszym kraju i poprosił o spotkanie z prezesem „Portów Lotniczych” – jest to zwyczaj praktykowany w wielu placówkach dyplomatycznych, że ambasador odbywa pożegnalne spotkania z przedstawicielami rządu, administracji państwowej i niektórych dużych przedsiębiorstw.
Prezes Szpikowski nie był więc zdziwiony propozycją rozmowy, ale już w dniu zapowiadanej wizyty wyszło na jaw, że doszło do pomyłki. Pani ambasador chodziło bowiem o rozmowę nie z prezesem PPL, ale PLL LOT. – To zabawna historia, chociaż od służb w ambasadzie odpowiedzialnych za obsługę dyplomatów można byłoby oczekiwać większej znajomości polskiego rynku – mówi Mariusz Szpikowski.

Ekspert też się myli?

Mimo wszystko pomyłka ambasady też jest do wytłumaczenia, usprawiedliwienia, natomiast zastanawiać musi to, że PPL i PLL mylą także niektórzy eksperci zajmujący się rynkiem lotniczym. Oni powinni być wszak wyczuleni na takie niuanse i nie powinni mylić „Portów Lotniczych” z LOT-em. – To się jednak zdarza i zastanawiam się, jak takie pomyłki interpretować – przyznaje Mariusz Szpikowski.

Jako przykład prezes PPL podaje sprawę budowy lotniska w Radomiu. Port Warszawa-Radom im. Bohaterów Radomskiego Czerwca 1976 roku to duża inwestycja PPL, o której jest głośno w mediach – będzie to wszak lotnisko komplementarne dla Okęcia, które przejmie część ruchu z Lotniska Chopina. „Porty Lotnicze” wydadzą w Radomiu ponad 400 mln zł i szeroko informują o postępie prac, ogłaszanych przetargach i ich rozstrzygnięciu, nic nie jest ukrywane przed opinią publiczną, cały proces inwestycyjny jest transparentny. Mimo to niektórzy eksperci lotniczy snują analizy, z których ma wynikać, że lotnisko w Radomiu jest budowane nie dlatego, że leży to interesie polskiego sektora lotniczego i PPL, ale dlatego, że z tym miastem jest związany prezes LOT-u Rafał Milczarski.

- Kompletna bzdura, przecież LOT nie ma nic wspólnego z lotniskiem w Radomiu, jest to inwestycja prowadzona i finansowana wyłącznie przez PPL. PLL LOT nie jest nawet w części inwestorem w Radomiu, więc nie może podejmować decyzji w tej sprawie, natomiast oczywiście nasz narodowy przewoźnik będzie mógł operować z tego lotniska na takich samych zasadach jak inne linie lotnicze – argumentuje prezes Mariusz Szpikowski. Szef „Portów Lotniczych” podejrzewa, że łączenie LOT z Radomiem może być celowym zabiegiem ze strony niektórych ekspertów, analityków branży lotniczej, aby zdyskredytować działania PPL. To może być jedna z metod, które służą próbom udowodnienia jakoby inwestycja „Portów Lotniczych” na południu Mazowsza była prowadzona z powodów politycznych, a nie merytorycznych. – Trudno bowiem mi sobie wyobrazić, aby te pomyłki ekspertów wynikały z niewiedzy ekspertów, bo gdyby tak było, wystawaliby sobie dodatkowe świadectwo niekompetencji – dodaje Mariusz Szpikowski.