Kiedy patrzy pani na obecny kryzys lekowy, nie zastanawia się pani, czy można było jakoś temu zapobiec, np. wprowadzając wcześniej rozwojowy tryb refundacyjny (RTR), wspierający firmy farmaceutyczne inwestujące w Polsce?

RTR i obecny kryzys to są dwa osobne tematy. Źródła obecnych problemów mają związek z rynkiem w Azji, z produkcją substancji podstawowych, z których wytwarza się leki, i od którego to rynku jesteśmy w dużym stopniu uzależnieni – nasi lokalni producenci zamawiają tam te substancje, sprowadzamy stamtąd też niektóre leki generyczne. Rozwojowy tryb refundacyjny to jest nieco inny temat, nie wiązałabym go z kryzysem lekowym.

Polscy producenci mówią jednak, że wsparcie produkcji w kraju pozwoli w większym stopniu uniezależnić od tych dalekowschodnich rynków.

Ale oni też korzystają ze sprowadzanych stamtąd substancji. To pokazuje, że mamy długą drogę do odbudowy sektora farmaceutycznego w Polsce. Nawet jakbyśmy wprowadzili RTR dwa lata temu, to na pewno nie bylibyśmy teraz w większym stopniu niezależni od rynku w Azji.

Kiedy uda się wprowadzić RTR?

Wiemy, jak wrażliwy to jest temat, wiemy też, w którym momencie kadencji jesteśmy. Panu premierowi jednak bardzo zależy na powiązaniu budżetu refundacyjnego z zapisami proinnowacyjnymi i proprzemysłowymi, dlatego rozmawialiśmy o pewnych obszarach, które być może moglibyśmy wprowadzić jeszcze w tej kadencji. Także minister zdrowia Łukasz Szumowski zgadza się z tym, że wprowadzenie takiego mechanizmu jest jak najbardziej zasadne.

Ale idzie to powoli. O przekazaniu projektu do resortu zdrowia mówiła pani na początku maja. Upubliczniony został dopiero pod koniec lipca. Zainteresowane firmy zapoznały się z nim w drodze dostępu do informacji publicznej. Wciąż nie trafił do konsultacji. Skąd te przestoje?

Bo to bardzo trudna materia. To, co wciąż jest podawane w wątpliwość, to czy jakiekolwiek środki ekstra powinny zostać wyodrębnione na ten cel w ramach budżetu refundacyjnego. Ta kwestia budzi największe emocje, ale być może nie musimy w ogóle dyskutować o budżecie, bo kiedy rozmawiamy z branżą, to okazuje się, że nie oczekuje ona dodatkowych środków, ale innego rodzaju benefitów.

Przypomnę, że projekt przewiduje przyznanie preferencji firmom, które otrzymają statut partnera polskiej gospodarki (PPG). Kandydaci będą oceniani pod kątem oddziaływania i na ekosystem przemysłowy, i na ekosystem innowacyjny. Tu oceniać będziemy inwestycje w kompetencje, w badania i rozwój oraz w bazy danych. Firmy będą otrzymywać punkty w ramach systemu scoringowego, który pozwoli stworzyć ranking i przyporządkować je do jednej z trzech kategorii: A, B, C. Ocena ma charakter ilościowy i jakościowy. Na podstawie przyznanej kategorii przedsiębiorca z tytułem przyjaciela polskiej gospodarki (PPG) otrzyma konkretną pulę środków do wykorzystania w ramach zaproponowanego systemu benefitów – refundacyjnych i grantowych – w ciągu maksymalnie trzech kolejnych lat.

Benefity refundacyjne są ważne, bo – wiemy to z rozmów z branżą – pozwalają budować przewidywalność inwestycji. Producenci mówią, że ważna jest dla nich właśnie ta długoterminowość kontraktu z NFZ. Dlatego jednym z najbardziej oczekiwanych rozwiązań jest przedłużenie decyzji refundacyjnych, dziś wydawanych zwykle na trzy lata. Dzięki temu nie będzie konieczności renegocjowania ich po dwóch czy po trzech latach, jak to ma miejsce dziś. Komisji ekonomicznej, która decyduje o poziomach refundacji, zależy na zbiciu ceny, a producentom trudno jest ją jeszcze obniżyć, bo często jest już poniżej poziomu produkcji. Możliwość przedłużenia kontraktu buduje nam z jednej strony bezpieczeństwo lekowe w państwie, z drugiej pewność inwestycyjną producentów. Więc beneficjenci RTR mogliby skorzystać z takiej preferencji. I to jest ten element, który być może moglibyśmy wprowadzić jeszcze w tej kadencji.

Innym elementem refundacyjnym mogłaby być likwidacja paybacku (który przewiduje, że firmy farmaceutyczne muszą zwracać nadwyżkę pomiędzy planem budżetowym NFZ na refundację leków a wydatkami rzeczywiście poniesionymi – ma być uruchamiany, jeśli wydatki na refundację przekroczą 17 proc. budżetu NFZ, bo tyle maksymalnie powinno trafiać na ten cel – red). To by nas nie kosztowało wiele, a byłby to bardzo pozytywny sygnał dla branży. Szczególnie że produkcja leków jest długoterminową inwestycją, a my w perspektywie najbliższych lat zwiększamy środki na ochronę zdrowia – mamy założone 6 proc. PKB – a jednocześnie planujemy ustabilizować środki na refundację na poziomie 16,5 proc. (tak założyliśmy w strategicznym dokumencie Polityka Lekowa Państwa).

Nie planujecie zatem jednej kompleksowej nowelizacji związanej z RTR, ale poszczególne elementy zamierzacie wprowadzać stopniowo?

Powiedzmy sobie otwarcie, na jedną wielką nowelizację już nie ma czasu. Wiemy, że RTR jest bardzo oczekiwany przez rynek, dlatego lepiej wprowadzić pewne drobne zmiany jeszcze w tej kadencji. Bo na przykład wydłużanie trybu udzielania decyzji refundacyjnej nie wymaga zmiany legislacyjnej, tylko regulaminu wewnętrznego komisji ekonomicznej.

Ale wcześniej musi być przecież przeprowadzona ocena tych firm, którym można przyznać tytuł PPG. To nie wymaga zmian ustawowych?

Kryteria do oceny firm i zasady przyznawania statusu PPG będą regulowane w rozporządzeniu. W ustawie należy jedynie wprowadzić upoważnienie do wydania rozporządzenia.

Pojawiają się głosy, że RTR nie powinien być powiązany z refundacją, ale rozumiem, że byłoby to zaprzeczenie idei tego mechanizmu.

Zupełnym zaprzeczeniem – trudno byłoby go wtedy nazwać rozwojowym trybem refundacyjnym, byłby to system dotacji na badania i rozwój dla branży farmaceutycznej, który de facto istnieje w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, ma istnieć także w Agencji Badań Medycznych. A my chcemy, żeby potencjalny inwestor – nie zawsze zainteresowany programem grantowym – miał perspektywy długoterminowego zwrotu, jeśli inwestuje w Polsce. Musimy jednak sobie jasno powiedzieć, że raczej nie uda nam się za pomocą rozwojowego trybu refundacyjnego przenieść do Polski produkcji z Chin czy z Indii, bo nie bez powodu cała Europa szyje dzisiaj ubrania w Azji – przewagi konkurencyjne są jednoznaczne. RTR ma sprawić, że w Polsce będzie się opłacało opracowywać nowe leki długoterminowo.

Czyli stawiamy raczej nie na fabryki tylko laboratoria?

Raczej tak, choć trzeba pamiętać, że w przypadku leków produkcja również jest innowacyjna. Jedno z drugim jest powiązane. Zwykle jest tak, że najpierw są laboratoria, a potem również produkcja i dzięki temu pojawiają się tańsze leki na rynku. Myślę, że taki właśnie długofalowy cel nam przyświeca.

Ale trzeba wyraźnie powiedzieć, że interesuje nas zarówno rozwój sektora generycznego, jak i innowacyjnego. Chcemy stworzyć możliwości rozwojowe i jednym, i drugim, bo przecież wiemy, że ci, którzy dziś produkują generyki, chcą stopniowo wkraczać na drogę innowacyjną, ale ta droga jest długa i wyboista. Dlatego zaproponowaliśmy szeroki wachlarz benefitów – dla małych i dużych firm, dla bardzo innowacyjnych i generycznych.

Może właśnie dlatego producenci pytają, komu właściwie RTR ma służyć. Czy bardziej zależy wam na rozwoju potencjału naukowego czy gospodarczego?

Takie pytania rzeczywiście często padały, jeszcze na etapie prac. Stąd próba stworzenia możliwie szerokiej oferty. Nie chcielibyśmy, aby Polska była tylko „tabletkownią Europy”. Ale powiem wprost – jeśli polska firma inwestuje ogromne środki na terenie parku naukowo-technologicznego, zatrudnia kilkudziesięciu doktorów, to RTR to dostrzega, wyobrażamy sobie, że taka firma może być jednym z beneficjentów.

Duże znaczenie mają wagi przypisane do poszczególnych kryteriów. To one przede wszystkim interesowały producentów.

Wag nie przypisywało konsorcjum, które opracowywało raport, zrobiliśmy to sami – wspólnie z Ministerstwem Zdrowia, bo ich kształt jest wyrazem polityki lekowej państwa. Dzięki temu każdy będzie mógł sprawdzić, jak wypada w tym systemie scoringowym.

Dlaczego opracowanie tego mechanizmu zleciliście zewnętrznemu podmiotowi?

Zanim odpowiem na to pytanie, przypomnę historię tego przedsięwzięcia. Dyskusję na temat RTR rozpoczął jeszcze wiceminister zdrowia Krzysztof Łanda. Zaczęliśmy nad tym wspólnie pracować – resort zdrowia oraz resort rozwoju. Ale diabeł jak zawsze tkwił w szczegółach. Takiego gotowego systemu, który można by prosto przenieść na nasz polski grunt, tak naprawdę nie ma nigdzie na świecie. Przywoływany jest mechanizm hiszpański, ale ma on nieco inny charakter od tego, co my planowaliśmy. Poza tym musimy pamiętać, że jesteśmy związani dyrektywą europejską o przejrzystości środków regulujących ustalanie cen na produkty lecznicze, która mówi o dwóch celach polityki refundacyjnej: z jednej strony to przede wszystkim wspieranie zdrowia publicznego, a z drugiej – rozwój sektora farmaceutycznego na terenie Europy.

Stworzenie własnego, autonomicznego, krajowego modelu nie było proste. Te regulacje nie powstały w zaciszu ministerstwa jednego czy drugiego. Przez te trzy ostatnie lata trwały dyskusje z zainteresowanymi podmiotami.

Uznaliśmy, że w sytuacji, w której rozumiemy już dokładnie, o jaki mechanizm nam chodzi, warto wesprzeć się sprawnym zespołem specjalistów, by możliwie szybko zakończyć przygotowanie szczegółowego rozwiązania. Ja uważam, że korzystanie ze wsparcia konsultantów jest dobrą praktyką administracyjną. W tym przypadku zwróciliśmy się do rynku nie po to, aby mówił nam, jak ma być, ale żeby technicznie opracował dla nas coś, co dobrze sobie zdefiniowaliśmy. Wszystko odbyło się w transparentnym trybie.

Jak jeszcze, poza RTR, możemy przyciągać do nas firmy farmaceutyczne?

Staramy się robić akwizycję tych rozwiązań prawnych, które już przygotowaliśmy, a więc pierwsza i druga ustawa o innowacyjności, czyli ulga na badania i rozwój, możliwość odliczenia 100 proc. kosztów poniesionych na badania i rozwój przez przedsiębiorcę, wprowadzony od początku tego roku tak zwany innovation box, czyli 5-proc. CIT na komercjalizację wyników prac badawczo-rozwojowych, wreszcie Polska Strefa Inwestycji, czyli długoterminowe ulgi w podatku czy możliwość korzystania z grantów bezpośrednich dla inwestycji o ważnym znaczeniu dla polskiej gospodarki. To są elementy, które sprawiają, że dzisiaj przyciągamy dużo podmiotów w sektorze innowacyjnym wysokiej inżynierii materiałowej. Nie mamy jeszcze jakichś wybitnych osiągnięć nowych inwestycji sektora farmaceutycznego, ale to jest na pewno zadanie, które przed nami stoi. Wiemy, że duża globalna pharma jest zainteresowana polskimi naukowcami, bo oni często już w ich laboratoriach pracują. To dobrze, że Polacy biorą udział w opracowywaniu technologii przyszłości, ale byłoby jeszcze lepiej, gdyby nasz lokalny przemysł farmaceutyczny, z dużym dorobkiem w opracowywaniu witamin, suplementów, szybciej i lepiej się rozwijał. Polska ma ogromny potencjał jako rynek zbytu leków, jest 38-milionowa, atrakcyjna demograficznie populacja. Ale chcielibyśmy, żeby nasz kraj stał się także atrakcyjnym rynkiem do produkcji leków.

Czyli chcemy odejść od modelu, w którym zagraniczne koncerny biorą od naszych naukowców cząsteczki, które później wracają do nas w formie tabletek, a starać się, żeby cały proces od cząsteczki do tabletki był związany z naszym krajem?

Tak, chociaż to, że dziś jesteśmy w stanie wypracować cząsteczki, które są od nas kupowane przez największych, stawia też małą kropkę na globalnej mapie biotechnologicznej.

Przyzna pani jednak, że słysząc takie słowa, producenci generyków mogą czuć się trochę niepewnie.

Ale oni są nam potrzebni z innych powodów – nam potrzeba tych generyków, które powstają w drugim, trzecim kroku, i jak tylko ochrona patentowa się kończy, to my już mamy swoje lokalne kontynuacje. Poza tym generyki to też nasz potencjał eksportowy. A ich opracowywanie też jest polem dla innowacyjności.

>>> Czytaj też: Zabraknie leków dla zakażonych wirusem HIV? Lekarze alarmują: Możliwe, że będziemy musieli przerwać terapie