24-letni Steve Canico utonął w Loarze w nocy z 21 na 22 czerwca, gdy doszło do policyjnej interwencji podczas „święta muzyki” w Nantes. Jego ciało odnaleziono w rzece dopiero pod koniec lipca. Mężczyzna był jedyną ofiarą śmiertelną, ale w Loarze znalazło się kilkanaście osób, wycofujących się przed funkcjonariuszami używającymi granatów z gazem łzawiącym.

W sobotę w różnych miastach Francji zorganizowano manifestacje upamiętniające Canico; w większości przebiegały spokojnie - z wyjątkiem Nantes, gdzie popołudniowa, zakazana przez prefekta demonstracja „przeciw przemocy policji” niemal natychmiast i na wiele godzin zmieniła się w starcia z siłami bezpieczeństwa i towarzyszące im akty wandalizmu. Do akcji przyłączył się także antyrządowy ruch „żółtych kamizelek”.

We wtorek ogłoszono raport Generalnej Inspekcji Policji Państwowej (IGPP), która uznała, że nie było związku między interwencją policji a śmiercią młodego mężczyzny. Zachowania policji bronił też premier Edouard Philippe, który oskarżył władze Nantes o nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa przy organizacji czerwcowego koncertu. Zapowiedział przeprowadzenie kontroli.

Nawet niektóre policyjne związki zawodowe uważają, że błędem było użycie gazu łzawiącego wobec uczestników koncertu, którzy niczego nie niszczyli i nie stanowili zagrożenia. Nie należało – jak twierdzą – posyłać kilkunastu funkcjonariuszy przeciw tłumowi, gdyż było to bardzo niebezpieczne zarówno dla policjantów, jak i obywateli.

Obserwatorzy potępiają „wykorzystanie na użytek polityczny” raportu IGPN w celu wykluczenia jakiejkolwiek winy policjantów i ich zwierzchników. Jak pisał komentator dziennika „Le Monde”, taka odpowiedź jest wręcz nieprzyzwoita „w zaledwie kilka godzin po oficjalnym potwierdzeniu śmierci młodego mężczyzny”. Inne media także obruszały się na - jak podkreślano - brak szacunku wobec uczuć rodziny zmarłego.

Reklama

Krytycy oskarżają władze o tuszowanie błędów popełnionych przez policję podczas nocnej interwencji, przede wszystkim twierdzą jednak, że minister spraw wewnętrznych zachęca podległe mu siły do brutalności. Jednocześnie, w nawiązaniu do wydarzeń z wielomiesięcznych manifestacji ruchu „żółtych kamizelek”, zarzucają mu nieudolność w ochronie własności prywatnej, wskazując, że manifestanci i dołączający do nich chuligani niszczyli infrastrukturę, rozbijali sklepowe wystawy i rabowali sklepy.

Redakcja dziennika „L’Opinion” ocenia w tytule, że „sprawa Steve’a ożywiła stare zarzuty wobec ministra spraw wewnętrznych, które słychać nawet w jego resorcie”. Autorka artykułu przypomina, że dymisji Castanera zażądała zarówno lewicowa opozycja, jak i skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (dawniej Front Narodowy).

Jej zdaniem Castaner, zmagający się od blisko roku z różnorodnymi przejawami niezadowolenia obywateli, przedstawia policję jako jedyny filar ładu społecznego. „Jeśli oni (policjanci) odpuszczą, upadnie Republika” – cytuje ministra. Dodaje, że bez wątpienia opowiada się on za stosowaniem przez policjantów broni powodującej poważne rany i kontuzje - miotaczy kul gumowych i granatów hukowych, z których zrezygnowała policja w większości krajów europejskich. Przejawem stawiania przez ministra na policję jest, zdaniem publicystki, „odznaczenie 9 tysięcy funkcjonariuszy” z okazji niedawnego święta narodowego.

W piątek „Le Monde” opublikował artykuł zatytułowany „W Nantes policja zbiera niewyobrażalny zapas nienawiści”. Sądząc po wypowiedziach niektórych uczestników sobotniej manifestacji w Paryżu, ta niechęć nie ogranicza się do Nantes.

„Mam wrażenie, że policjanci pod byle pretekstem strzelają z Flash Balli (rodzaj broni obezwładniającej - PAP)” – powiedziała PAP studentka geografii Nadine.

„Gdy policjantom przeciwstawiały się black blocki (grupy radykalnych, skorych do przemocy demonstrantów ubranych na czarno w celu utrudnienia identyfikacji pojedynczych osób - PAP), byłem po stronie porządku, tak samo, gdy uniemożliwiali rozbój zadymiarzom, ale śmierć Steve’a zmieniła moje nastawienie” – zwierzył się 30-letni informatyk Yves Berard. (PAP)