Gazeta podkreśla, że w "prowadzonej w ostrym tonie" kampanii wyborczej PiS "postawił na kartę narodową" i obiecywał zwłaszcza biedniejszym grupom społecznym większy dobrobyt dzięki mocno rosnącym wydatkom na świadczenia socjalne. "Swoje poparcie wśród wielu polskich wyborów PiS zawdzięcza przede wszystkim tym obietnicom oraz reformom systemu opieki społecznej" - zauważa.

W osobnym tekście komentator "Die Presse" Michael Laczynski ocenia, że do polskich wyborców "nie dotarła krytyka stanu praworządności w ich kraju ze strony UE".

"A więc stało się, co stać się musiało. (...) +Dobra zmiana+ (...) może być kontynuowana: socjalne dobrodziejstwa dla wyborców PiS na prowincji, przysługi oddawane księżom, którzy ze swoich parafii agitowali za Kaczyńskim i jego spółką; pogarda dla myślących inaczej i arogancja wobec UE" - wskazuje. Dodaje, że od dojścia do władzy w 2015 roku "partia, która w nazwie ma +prawo+ i +sprawiedliwość+, wytrwale pracuje nad zniesieniem demokratycznego podziału władz i upolitycznieniem wymiaru sprawiedliwości".

Komentator zastanawia się, dlaczego do wyborców w Polsce nie dociera przesłanie z Brukseli o sytuacji w krajowym sądownictwie i przyczyn upatruje w przekazie prorządowych mediów oraz w uwarunkowaniach historycznych.

"Po pierwsze, przesłanie UE jest filtrowane, tonowane i zniekształcane przez lojalne wobec władzy media. Bez podjęcia wysiłku nie ma się dostępu do dodatkowych informacji. Po drugie, stosunek wielu Polaków do Zachód w ogóle i do UE zwłaszcza jest kształtowana przez traumatyczną historię ich ojczyzny z czasu wojny (tj. II wojny światowej - PAP) i po wojnie" - ocenia.

"Podczas gdy dla +starych+ państw członkowskich na Zachodzie UE to historia sukcesu i pojednania, dla wielu Polaków przystąpienie do Unii to kwestia zadośćuczynienia - za cierpienia, jakich ich krajowi przysporzyli naziści i Sowieci. Kto wychodzi z założenia, że ma moralne prawo do członkostwa w UE i związanych z tym korzyści materialnych, ten pozostaje głuchy na płynącą z Brukseli krytykę" - przekonuje Laczynski.

Podobnie jak "Die Presse", tak i dziennik "Der Standard" zauważa, że PiS w kampanii przedstawiał niedzielne wybory jako głosowanie o znaczeniu historycznym, w którym "obywatele musieli wybierać między społeczeństwem opierającym się na wartościach katolickich oraz podejściem liberalnym, które wspiera tylko wybranych i osłabia życie rodzinne".

"Der Standard" wskazuje, że jeśli potwierdzą się dotychczasowe wskazania, do Sejmu wejdzie Konfederacja, a także Lewica, która w poprzednich wyborach nie zdołała przekroczyć progu wyborczego.

Gazeta przypomina również o liście otwartym trzech byłych prezydentów Polski, którzy przestrzegali przed wyborami, że PiS kieruje Polskę w stronę "autorytarnej dyktatury".

>>> Czytaj też: Polityczni kastraci po obu stronach parlamentu? [OPINIA]