Gdyby pensje w UE utrzymały obecną dynamikę, Polska pod względem zarobków zrównałaby się ze średnią unijną dopiero za 50 lat, szacuje firma.

"Z raportu wynika, że gdyby Polska utrzymała aktualną dynamikę wynagrodzeń (4,66 proc. z lat 2016-2018), to średnią pensję unijną byłaby w stanie dogonić za około 50 lat - w 2069 roku. Oznacza to, że w ciągu ostatnich dwóch lat Polska zdołała odrobić aż 8 lat dystansu - w naszym poprzednim badaniu (opartym na danych za lata 2014-2016) przewidywaną datą dogonienia średniej unijnej był rok 2077. Jeszcze bardziej, bo aż o 20 lat, skrócił się dystans dzielący Polskę od Niemiec - według tegorocznego badania ich średnią pensję dogonimy w 2057 roku" - czytamy w komunikacie.

Jeśli wszystkie kraje UE utrzymałyby swoje aktualne dynamiki wzrostu płac, to Polska najszybciej dogoniłaby Portugalię - stałoby się to już w kwietniu 2027 roku. Dwa lata później polskie zarobki zrównałyby się z greckimi, a w 2032 roku - z hiszpańskimi. Inne, bogate państwa europejskie Polska będzie gonić w kolejnych latach - Włochy w 2037 roku, Belgię oraz Finlandię w 2043 roku, następnie Francję w 2045 roku. To znacznie szybsze terminy niż te, które wskazywano w poprzednim raporcie. 

"Fakt, że proces nadrabiania zaległości płacowych do bogatszych krajów przyspieszył, oczywiście bardzo cieszy. Należy jednak mieć świadomość, że nawet przy korzystnych założeniach, według których Polska utrzymuje kilkakrotnie wyższe tempo płac niż średnio cała UE, perspektywa osiągania przez nasz kraj europejskich zarobków jest bardzo odległa. Byłby to mimo wszystko proces rozłożony na kilka dziesięcioleci" - powiedział partner zarządzający w Grant Thornton Tomasz Wróblewski, cytowany w komunikacie.

W raporcie zaktualizowano również drugą symulację z poprzedniej edycji, mówiącą o tym, kiedy pensje w Polsce osiągną aktualny stan średniej unijnej i innych krajów UE. W tym przypadku podczas obliczeń założono, że polskie wynagrodzenia rosną w stałym tempie 4,66 proc. (dynamika z trzech ostatnich lat), a pensje pozostałych państw UE nie rosną wcale (dynamika wynosi 0). Okazuje się, że poziom aktualnych średnich zarobków w UE (35,7 tys. euro) osiągnęlibyśmy za 21 lat. Od poziomu wynagrodzeń dwóch najbogatszych państw, Danii i Luksemburga, Polskę dzieli ponad 30 lat - osiągnęlibyśmy ich poziom (ok. 60 tys. euro) dopiero około 2050 roku. Jeśli chodzi o Niemcy - ich obecny poziom (50,5 tys. euro) moglibyśmy osiągnąć za 29 lat.

"Aby ten okres skrócić, polskie państwo musi tworzyć korzystne warunki do rozwoju przedsiębiorstw, a przedsiębiorcy muszą dbać o rozwój swoich firm. Jedynym źródłem zamożności jest bowiem praca. Jeśli chcemy zarabiać więcej, są do tego jedynie trzy drogi. Po pierwsze, moglibyśmy po prostu pracować więcej (np. aktywizując jak największą liczbę osób biernych zawodowo albo później przechodząc na emeryturę), bardziej efektywnie (wytwarzać więcej w tym samym czasie, np. dzięki lepszej organizacji pracy, w tym automatyzacji) lub bardziej innowacyjnie (osiągając większą wartość dodaną z wykonywanych prac). Nadal na tych polach istnieją spore rezerwy i zadaniem zarówno polskiego państwa, jak i polskich przedsiębiorców jest ich maksymalne wykorzystywanie" - podsumował Wróblewski.

>>> Czytaj też: Prawie połowa firm w ciągu najbliższych 6 miesięcy chce zwiększyć wynagrodzenia pracowników