Usługi metra i kolejowe w okolicy Paryża poprawiły się nieco we wtorek, 27 dnia strajków, choć poza godzinami szczytu ruch pociągów nadal pozostawał zakłócony. To sugeruje, że koniec protestów, choć stopniowy i powolny, może właśnie następować, jak powiedział jeden z urzędników. Macron, który do tej pory niewiele mówił o odwadze w dążeniu do usprawnienia publicznego systemu emerytalnego, ma wystąpić w krajowej telewizji dziś o godzinie 20:00.

Napięcie jest wysokie, bo protesty przywołują wspomnienia strajków, które wykoleiły wcześniejsze wysiłki reformatorskie. Tym razem akcja protestacyjna trwa już dłużej niż demonstracje z 1955 roku, kiedy to plany zmiany państwowego systemu emerytalnego i opieki zdrowotnej zostały pokrzyżowane przez francuskie społeczeństwo.

Macron ma wezwać do spokoju i ponownie potwierdzić swoje zaangażowanie w modernizację systemu emerytalnego, który został zaprojektowany po II wojnie światowej i wymaga odświeżenia – jak wiadomo z informacji Agence France-Presse. Prezydent zasygnalizuje, że jest gotowy na dialog, ale to premier Edouard Phillipe będzie oddelegowany do dyskusji ze strajkującymi.

Bitwa z potężnymi we Francji związkami zawodowymi ukształtuje dalsze możliwości 42-letniego prezydenta do dalszego modernizowania kraju i jego gospodarki. Dla Macrona ryzykowny jest fakt, że ruch robotniczy pozwala ożywiać protesty żółtych kamizelek, przez które nastąpiła eskalacja przemocy w całej Francji w ubiegłym roku. Ich połączone wysiłki mogą jeszcze mocniej wpłynąć na zakłócenia w gospodarce i zmusić Macrona do wycofania się ze swoich planów.

Wpływ ekonomii

Reklama

Związki zawodowe sprzeciwiają się przeglądowi systemu emerytalnego i połączeniu 42 oddzielnych systemów w jeden, uniwersalny dla wszystkich, system punktowy. Miałby on podnosić wiek pełnych świadczeń emerytalnych do 64. roku życia (obecnie jest to 62. rok życia). Przedstawiciele pracowników dążą do wznowienia demonstracji zaraz po świętach, wzywając do wznowienia ogólnonarodowych protestów od 9 stycznia.

Przedstawiciele skrajnie lewicowych związków z kolei naciskają na radykalniejsze rozwiązania – taką opcją miałaby być całkowita blokada krajowych rafinerii od 7 do 10 stycznia.

– Najwyższy czas wcisnąć przycisk STOP – powiedział w poniedziałek Yves Veyrier, przedstawiciel Force Ouvriere w wywiadzie dla France Info.

Chociaż strajki są mniej rozpowszechnione niż te z 1955 roku, to drobni sprzedawcy, małe firmy, hotele i restauracje mocno ucierpiały podczas świątecznego sezonu, szczególnie w regionie paryskim, który generuje ok. 1/3 PKB całego kraju. Niektóre rafinerie ropy naftowej i magazyny paliw również zostały zablokowane, co budzi obawy o niedobór benzyny, zaś państwowa spółka kolejowa SNCF szacuje, że do tej pory straciła już 400 mln euro.

Philippe przygotowuje się do kolejnej rundy negocjacji od 7 stycznia, kiedy to niektóre elementy planu mogą zostać cofnięte lub nawet w ogóle odrzucone, ponieważ sądy państwowe flirtują z policjantami, strażakami, kontrolerami ruchu lotniczego czy pracownikami oper.

>>> Czytaj też: Wojna o reformę emerytur we Francji trwa. Zamieszki w Paryżu