Niewygodna wolność słowa. Śpieszmy się o nią dbać, bo jest jej coraz mniej

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
5 stycznia 2020, 11:30
Hongkong
Hongkong/ShutterStock
Chen, wykształcony i sympatyczny 30-latek, terrorystami nazywa mieszkańców Hongkongu protestujących przeciw zakusom Pekinu na względną autonomię ich miasta.

To terroryści – przekonuje Chen, przegryzając szaszłyk i popijając go piwem. Jest po północy, siedzimy w przydrożnej knajpie nadmorskiego Qingdao (Chiny) – na zewnątrz, bo w sierpniu noce są tu bardzo ciepłe. Atmosfera sprzyja rozmowom, których Chińczycy na trzeźwo unikają. Rozmowom o polityce.

Chen, wykształcony i sympatyczny 30-latek, terrorystami nazywa mieszkańców Hongkongu protestujących przeciw zakusom Pekinu na względną autonomię ich miasta. – Te protesty podsycane są przez wrogie mocarstwa. Ale nasi przywódcy się tym zajmą – uzupełnia. A gdyby przywódcy, a właściwie przywódca, Xi Jinping, postanowił zająć się hongkończykami tak, jak Deng Xiaoping w 1989 r. studentami na placu Tiananmen? Cóż, to terroryści…

Chen wierzy w to, co mówi. Narracja o młodocianych terrorystach z Hongkongu i obcych podżegaczach sączona jest do głów Chińczyków od początku protestów, a więc od marca 2019 r. Telewizja, gazety, strony internetowe, radio – wszędzie ten sam komunikat. A Chińczycy go kupują, bo to jedyna dostępna „prawda”: media kontrolowane są przez rząd, do innych nie ma dostępu. System cenzury internetu blokuje zachodnie portale społecznościowe, a serwisy informacyjne odsącza z niepożądanych treści. Wolność słowa jest w Państwie Środka mniejsza nawet niż w Polsce za czasów PRL, gdy przy ul. Mysiej 5 w Warszawie funkcjonował Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.

Biedni Chińczycy. Nie to co my. Jako dumni z demokracji i doświadczeni totalitaryzmami mieszkańcy Zachodu nigdy nie zrzeklibyśmy się prawa do swobody poglądów i dostępu do informacji. Mamy je zagwarantowane konstytucyjnie, prawda? Jaka to wspaniała… iluzja.

Tak, iluzja. Bo chociaż chętnie deklarujemy, że wolność słowa „kochamy i rozumiemy”, to pozwalamy na jej coraz dalej idące ograniczenia.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Sebastian Stodolak
Sebastian Stodolak

Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem  Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.  

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAtom mógłby zatrzymać zmiany klimatyczne. Dlaczego jest sabotowany od lat 70. XX wieku? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj