Spośród nauk społecznych to właśnie ekonomia wydaje się mieć jak najmniej wspólnego z altruizmem. Maksymalizujący użyteczność homo oeconomicus utożsamiany jest raczej z egoistą gromadzącym bogactwo niż społecznikiem oddającym bliźnim część własnych zysków. Jednak, jak pokazują liczne badania, rezygnacja z czegoś na rzecz innej osoby lub społeczności wydaje się dla nas równie naturalna jak zachowania egoistyczne.

Gary Becker, prekursor badań nad altruizmem w ekonomii, przekonuje, że oba typy decyzji mogą być podejmowane przez tę samą osobę. Kluczowe znaczenie mają okoliczności – badacz wskazuje np. na wsparcie, jakie okazujemy rodzinie, choć na co dzień zajmujemy się twardymi negocjacjami w świecie finansjery. Co ciekawe, Becker nawet we wsparciu dla najbliższych doszukiwał się podwójnej motywacji. Douglas Bernheim (Uniwersytet Stanforda), Andrei Shleifer i Lawrence Summers (Uniwersytet Harvarda) potwierdzili jego domniemania, analizując dane dotyczące częstości odwiedzin dzieci u rodziców przebywających w domach opieki. Okazało się, że im większy majątek – a więc i oczekiwany spadek – tym częściej seniorzy mieli towarzystwo. W rodzinach z większą liczbą spadkobierców zaobserwowano nawet swego rodzaju wyścig między rodzeństwem.

Analizując nasze zachowania, szczególnie trudno ocenić, czy obserwujemy chęć pomocy drugiej osobie (definicyjny altruizm), czy też są one przejawem innej motywacji (w tym potencjalnie egoistycznych). Często zadawane jest pytanie, czy nie chcemy w ten sposób poprawić własnej reputacji lub też, czy działanie prospołeczne nie jest najlepszym rozwiązaniem ze strategicznego punktu widzenia.

W tropieniu prawdziwego altruizmu pomagają eksperymenty – zaś najbardziej kanonicznym przykładem takiego badania jest „dyktator”. Naprzeciw siebie lub przed ekranami komputerów siadają dwie nieznające się osoby. Badacz daje jednej z nich pewną kwotę (np. 100 zł) i mówi, że może zatrzymać pieniądze lub się nimi podzielić. I tyle. Cóż prostszego niż wziąć całą pulę i zostawić drugą osobę z niczym? Jednak gdy Daniel Kahneman (Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley), Jack Knetsch (Uniwersytet Simona Frasera) i Richard Thaler (University of Chicago Booth School of Business) przeprowadzili tę symulację, to trzech na czterech jej uczestników podzieliło otrzymaną kwotę równo między siebie a drugiego uczestnika eksperymentu.

Po tym badaniu z lat 80. XX w. rozpoczęła się fala eksperymentów, w których manipulowano m.in. informacją na temat drugiej osoby, warunkami podziału, kontekstem decyzji itp. John List (Uniwersytet Chicagowski) zweryfikował rolę szlachetnych pobudek. W jego wersji eksperymentu poza normalną kwotą do podziału była także pula bonusowa. Gdyby kierowała nami chęć dzielenia się, nie miałoby znaczenia, czy środki pochodziły z puli podstawowej czy bonusowej ani jak duża jest pula bonusowa do podziału. Tymczasem w eksperymencie Lista te wszystkie „dodatkowe” możliwości zmieniały część, którą gracze się dzielili.

Reklama

Idąc dalej, Joyce Berg, John Dickhaut i Kevin McCabe (Uniwersytet Minnesoty) powiązali altruizm z zaufaniem społecznym i wzajemnością. Jeśli ja pomogę komuś dziś, większa jest szansa, że jutro ktoś pomoże mnie. W ich eksperymencie jeden gracz otrzymywał pieniądze, z których część mógł przekazać drugiemu graczowi, lecz tym razem naukowiec zwielokrotniał przekazywaną kwotę. W kolejnym kroku druga osoba mogła odwdzięczyć się pierwszej, oddając jej część kwoty, jaką otrzymała – ale zwielokrotnionej przez Berga, Dickhauta i McCabe’a. I znów, choć teoria zakładałaby, że pierwszy gracz nie powinien nic oddać, to ponad 90 proc. uczestników eksperymentu postąpiło inaczej.

Po latach badań i setkach testów można uznać, że brak skrajnego egoizmu w grze w „dyktatora” jest stosunkowo uniwersalny: gracze oddają średnio drugiemu uczestnikowi ok. 25 proc. puli. Czy konkluzją z tej lekcji było uznanie ludzi za nieracjonalnych? Nie. Ekonomia altruizm zaakceptowała i wcieliła do kanonu podstawowych pojęć, choć cały czas próbuje zrozumieć, jakie naprawdę motywacje kryją się za skłonnością do dzielenia się z innymi.

>>> Czytaj też: Polska silna dobroczynnością. Pomaga 88 proc. z nas