W Polsce – przez długi czas „zielonej wyspie” wolnej od wirusa – przebiła się teoria, zgodnie z którą rząd ukrywał pierwsze przypadki choroby. Sugestie takie pojawiły się w mediach i w sieci po tym, jak wirus zaczął rozprzestrzeniać się we Włoszech.

Po czym dotarły na salony polityczne. Jacek Rostowski, były minister finansów, na Twitterze upierał się, że władze nie tylko nie mówią całej prawdy, jeśli chodzi o SARS-CoV-2 nad Wisłą, ale też ich celem jest ogłoszenie pierwszego przypadku koronawirusa na 30 minut przed rozpoczęciem konwencji Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. A sama kandydatka na prezydenta z ramienia PO, także za pośrednictwem Twittera, nawoływała rząd do ujawnienia prawdy, sugerując, że mają coś na sumieniu.

Wtedy głos zabrali diagności laboratoryjni. „W przestrzeni medialnej pojawiają się oskarżenia pod adresem reprezentowanej przeze mnie grupy zawodowej dotyczące ukrywania dodatnich wyników badań. Z mojego punktu widzenia jest to godne potępienia społecznego” – napisała prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych Alina Niewiadomska. I dodawała, że „nieodpowiedzialne wypowiedzi w sposób absolutnie niedopuszczalny, nieuzasadniony i kłamliwy deprecjonują zawód diagnosty laboratoryjnego, bo to właśnie diagności laboratoryjni wykonują oznaczenia potwierdzające lub wykluczające zakażenia koronawirusem u pacjentów”.

W każdym kraju dotkniętym wirusem w mediach społecznościowych pojawiają się informacje na temat skuteczności domowych metod leczenia. W Chinach są to oczywiście składniki w tamtejszej medycynie ludowej, np. złota para (urzet barwierski, roślina z rodziny kapustowatych, historycznie wykorzystywana do pozyskiwania barwnika koloru indygo) do spółki z octem. Guru polskich antyszczepionkowców Jerzy Zięba instruował z kolei, że w przypadku zakażenia koronawirusem należy spożywać witaminę C oraz dożylnie podawać perhydrol, czyli ok. 30-proc. roztwór nadtlenku wodoru w wodzie. Główny inspektor sanitarny i prezes Naczelnej Rady Lekarskiej wydali w związku z publikacją na fanpage’u „Ukryte terapie – Jerzy Zięba” oświadczenie o treści dotyczącej zdrowia i życia ludzi. – Powyższe materiały (...) mają bardzo dużą oglądalność (dziesiątki tysięcy wyświetleń każdy), a także są wielokrotnie wtórnie udostępniane – przestrzegał GIS.

W opowieściach snutych na temat koronawirusa nie zabrakło również wątków wróżbiarskich. Internauci natychmiast wychwycili, że popularny amerykański pisarz Dean Koontz przewidział epidemię w swojej powieści „Oczy ciemności”. W jednym z fragmentów pojawia się wątek o chińskim uczonym, który uciekł do USA, zabierając ze sobą dyskietkę z danymi o broni biologicznej zwanej Wuhan-400, nazwanej tak „ponieważ została wynaleziona w laboratorium RDNA mieszczącym się w pobliżu miasta Wuhan i była to czterechsetna odmiana zdolnego do życia wirusa stworzona w ich centrum badawczym”. Mały problem z tą teorią polega na tym, że w pierwszym wydaniu książki (z 1981 r.) wirusa opracowali Sowieci, a nazywał się Gorki-400. Do zmiany doszło po upadku Związku Radzieckiego.

Zresztą pochodzenie wirusa stało się czołowym tematem miłośników teorii spiskowych. W chińskich mediach społecznościowych można było spotkać się z teorią, jakoby SARS-CoV-2 był bronią biologiczną opracowaną przez Amerykanów i wymierzoną w Państwo Środka. Za dowód miało służyć m.in. to, że chociaż wirus dotarł na Zachód, to znacznie niższa była tu śmiertelność (teoria powstała na bardzo wczesnym etapie epidemii). Chińczycy skłonni byli także wierzyć, że zarazek to efekt prac chciwych naukowców z Wuhanu, którzy teraz zarobią krocie na szczepionce.

Co ciekawe, z teorią o amerykańskim pochodzeniu wirusa można było się spotkać także w arabskich mediach. Na początku lutego dziennikarz z saudyjskiego dziennika „Al-Watan” pisał, że: „w Chinach odkryto nowy wirus, który niedługo pojawi się także w Egipcie… ale ani dziś, ani jutro, ani nawet pojutrze nie pojawi się on w Stanach Zjednoczonych i Izraelu”. W tym wypadku jednak górę wziął wątek zwykłej chęci zysku: autor spekuluje, że krótko po pojawieniu się zarazka do drzwi dotkniętych nim krajów zapukają przedstawiciele koncernów farmaceutycznych z USA i Izraela.

Poza Chinami oczywiście teoria jest dokładnie odwrotna: to w Państwie Środka prowadzono prace nad bronią biologiczną, która wyrwała się spod kontroli. Paliwem dla niej stało się m.in. to, że w Wuhanie mieści się najlepszy chiński ośrodek badań nad wirusami, doposażony niedawno w laboratorium umożliwiające pracę z najbardziej niebezpiecznymi zarazkami (powtarzały to także polskie media). W Wielkiej Brytanii z kolei popularność zdobył pogląd, jakoby chorobę COVID-19 wywoływały maszty telefonii komórkowej piątej generacji.

Do mitów o źródłach epidemii należy również teoria o tym, że wirus przeskoczył na człowieka podczas konsumpcji zupy z nietoperza. Nałożyły się tutaj w niefortunny sposób na siebie dwie informacje: że w Chinach zdarza się jeść egzotyczne zwierzęta jako przysmak oraz że nietoperze są nosicielami koronawirusów (chociaż mogą minąć lata, zanim znajdziemy gacka lub jego bliskiego kuzyna zainfekowanego SARS-CoV-2).

Tempo rozprzestrzeniania się informacji – zarówno tych prawdziwych, jak i nieprawdziwych – na temat koronawirusa sprawiło, że już na początku lutego eksperci Światowej Organizacji Zdrowia ogłosili, że mamy do czynienia z „infodemią”. ©℗

>>> Polecamy: Kolejne przypadki zarażenia koronawirusem w Polsce. Pacjent z Wrocławia w ciężkim stanie