Zauważalnie nieobecny w pierwszych tygodniach wybuchu pandemii koronawirusa w Rosji, Władimir Putin powrócił. Jednak jego transmitowane w TV orędzia zza biurka na przedmieściach posiadłości prezydenckiej były pełne retoryki, a zabrakło w nich konkretów. Odpowiedzialność za codzienne działania pozostawiono innym. Tymczasem gospodarka kruszy się pod ciężarem niskich cen ropy i pogłębiającej się pandemii. Nawet premier Rosji Michaił Miszustin został zakażony.

Jako prezydent, który nie ma przeciwników, Władimir Putin nigdy nie wydawał się tak bezbronny.

To prawda, że rządy na całym świecie zmagają się z pandemią. Ale Moskwa toczy jednocześnie trzy bitwy. Po pierwsze, jak inne państwa, zmaga się z bezpośrednim wpływem zdrowotnym i finansowym szybko rozprzestrzeniającego się wirusa. Po drugie, ma do czynienia z rekordowo niskimi cenami ropy naftowej, po destrukcyjnej sprzeczce z innym producentem – Arabią Saudyjską, która zakończył się bolesnym zobowiązaniem się do zmniejszenia produkcji ropy. Po trzecie, Kreml musi przeprowadzić powszechne głosowanie w sprawie zmian w konstytucji, mających na celu utrzymanie władzy Putina po 2024 roku, kiedy jego kadencja dobiegnie końca. Poradzenie sobie z tymi trzema zadaniami wydaje się zbyt skomplikowane nawet dla przywódcy, który mówi o sobie jako człowieku czynu.

>>> Czytaj też: Pandemia nie zawiesza geopolityki. Chiny i Rosja chętnie wykorzystają słabość USA

Gospodarka rosyjska pogrąża się w najgłębszej recesji od końca istnienia Związku Radzieckiego. Według szacunków m.in. ekonomisty Siergieja Guriewa, może ona w tym roku skurczyć się nawet o 9 proc. lub 10 proc. – znacznie bardziej niż podczas kryzysu finansowego z 2009 roku. Badanie przeprowadzone przez Wyższą Szkołę Ekonomiczną w Rosji wykazało, że w marcu niemal 60 proc. Rosjan stwierdziło, że ich dochody pozostały na niezmienionym poziomie. W kwietniu twierdziło tak zaledwie jedna piąta obywateli. Bezrobocie ma wzrosnąć.

Zarządzanie pandemią na pewno nie idzie zgodnie z planem. W Rosji odnotowano więcej przypadków niż w Chinach. Koronawirus – od wadliwych testów po brak łóżek – pokazuje, że system opieki zdrowotnej w kraju jest w złym stanie. Zmiany mające na celu uczynienie przerośniętego systemu postsowieckiego bardziej wydajnym przyczyniły się do zamknięcia tysięcy placówek, ale nie udało się ich ponownie otworzyć. Personel medyczny jest poważnie nadwyrężony. Skutki będą jeszcze bardziej odczuwalne – wirus rozprzestrzenia się poza bogatą Moskwę.

To największy od dwóch dekad kryzys polityczny, gdy u steru stoi Putin – miał on nadzieję na umocnienie swojej mega-prezydentury dzięki głosowaniu za przedłużeniem jego kadencji. Zderzenie Covid-19 i turbo-niskich cen ropy mogło być okazją do pokazania zalet silnych, patriarchalnych rządów. Zamiast tego odsłoniło ono wydrążoną strukturę administracyjną.

>>> Czytaj też: Mocarstwa kontynuują demonstracje siły. "To Zachód został uderzony. Może być spóźniony o jedną wojnę”

Pomimo 165 mld dolarów funduszu ratunkowego, państwo nie wkroczyło do akcji, wykazując miażdżący brak empatii dla gospodarstw domowych i sześciu milionów małych przedsiębiorstw w Rosji. Pewien konserwatyzm fiskalny jest zrozumiały, zważywszy na nieprzewidywalny charakter kryzysu, a bank centralny zastosował broń monetarną. Jednak rząd liczy na to, że duże korporacje nie zwolnią swoich pracowników, i uruchomił tylko nędzne środki, takie jak skromne dotacje, odroczenia podatkowe i śmieszny wzrost zasiłków dla bezrobotnych.

Jak dotąd, według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego, państwowy pakiet ratowania finansowego wynosi około 2,8 proc. PKB, obejmuje wiele kredytów i odroczonych płatności. To skromna próba, która nie pomoże krajowi w powrocie do normalnej sytuacji. Grupa wybitnych ekonomistów w zeszłym miesiącu uznała, że środki wsparcia powinny być bliższe 4,5 bln rubli (60 mld dolarów), a więc co najmniej 4 proc. PKB.

Co znamienne, notowania Putina są rozczarowujące. Jego rzecznik musiał zdementować pogłoski o kryjówce w bunkrze. Putin nie chce utknąć w obowiązkach rządzenia, tym razem zdystansował się bardziej niż zwykle od kryzysu, z którym najwidoczniej nie może sobie poradzić.

Przekazał odpowiedzialność burmistrzowi Moskwy, Siergiejowi Sobianinowi, gabinetowi kierowanemu przez zakażonego premiera Michaiła Miszustina oraz słabo wyposażonym przywódcom regionalnym. To dziwne posunięcie po latach centralizacji władzy i zasobów. Podczas gdy w ostatnich dniach prezydent powrócił na scenę publiczną, pozostaje zdystansowany –  zauważa Tatiana Stanowaja z rosyjskiej firmy analitycznej R.Politik. Twierdzi ona, że wygląda na człowieka, który nie jest przyzwyczajony do martwienia się o poparcie społeczne.

>>> Czytaj też: Redakcji BBC grozi pozew za publikację o współpracy Rosnieftu i córki Putina

Według niezależnego ankietera Levady, przed wybuchem epidemii notowania Putina były już na najniższym poziomie od czasu aneksji Krymu w 2014 roku – i wydają się pogarszać. Finansowana przez państwo VTsIOM, inna agencja wyborcza, poinformowała w zeszłym tygodniu, że tylko 28 proc. Rosjan wskazało Putina jako polityka, któremu ufa.

Putin bez wątpienia ma nadzieję, że będzie postrzegany jako ratownik Rosji. W końcu będzie mógł sięgnąć po gotówkę, zbywając wczesne błędy jako partactwo ministrów i lokalnych urzędników. Po dwóch dekadach koncentrowania władzy nie będzie jednak łatwo się wybielić – zwłaszcza, że rekonwalescencja Rosji jest długa i bolesna, a jego obietnice wydatków są skromne. Jego samoizolacja w daczy przypomina krymski pobyt Michaiła Gorbaczowa w 1991 roku.

Z nielicznymi alternatywami dla Putina, tym razem bezpośrednie ryzyko dla jego władzy ma inne źródło. Może mieć to wpływ na jego długofalowe ambicje. Jak zauważa Samuel Greene, dyrektor Rosyjskiego Instytutu w londyńskim King's College, Rosjanie są przyzwyczajeni do rozwiązywania własnych problemów i mają w dużej mierze symboliczne relacje z państwem, ale nie jest to normalny kryzys. Rodziny miały już do czynienia ze zmniejszającymi się dochodami rozporządzalnymi, a teraz znajdują się na granicy samowystraczalności. Milczenie Moskwy jest odczuwane bardziej dotkliwie niż kiedykolwiek wcześniej.

Rezultatem jest system polityczny, który staje się coraz bardziej kruchy. Instytucje ulegają erozji, rośnie apatia, a zaufanie do prezydencji i rządu jest niskie. Zapaść gospodarcza zaszkodzi nawet elitom. Putin, jak zwykle, apeluje do nacjonalizmu, by zacieśnić władzę – od bałaganu z powodu usunięcia pomnika Armii Czerwonej w Pradze po opóźnione obchody 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Jednak to, czy utrzyma władzę po 2024 r. będzie podyktowane jego obecnymi działaniami.

>>> Czytaj też: "Wiedomosti": Podczas pandemii Putin traci poparcie, inni przywódcy zyskują