Osoba, która straci pracę, będzie mogła otrzymać w tym roku ponad 1750 zł miesięcznie na spłatę kredytu hipotecznego i z tytułu zasiłku dla bezrobotnych. W przyszłym roku kwota ta, z uwagi na planowaną podwyżkę zasiłku do 717 zł, wyniesie przez trzy miesiące nawet 1917 zł. Tak wynika z projektu ustawy zakładającego pomoc w spłacie kredytów osobom tracącym pracę, do którego dotarła GP. Pomoc ma być udzielana bez względu na dochody członków rodziny. Otrzymają ją więc także te osoby, których współmałżonek zarabia nawet kilkanaście tysięcy złotych.

- Projekt został już skierowany do konsultacji. Mam nadzieję, że uda się go uchwalić w szybkim tempie, aby ustawa zaczęła obowiązywać jeszcze w maju - mówi GP Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej.

Deklaruje równocześnie, że resort pracy rozważy wprowadzenie kryterium dochodowego dla osób, które mają korzystać z pomocy.

Nie dla emeryta

Ustawa o pomocy państwa w spłacie niektórych kredytów mieszkaniowych udzielonych osobom, które utraciły pracę, przewiduje, że będą się o nią mogły ubiegać osoby, które straciły zatrudnienie po 1 lipca 2008 r. Warunkiem otrzymania pomocy będzie rejestracja w urzędzie pracy i uzyskanie prawa do zasiłku dla bezrobotnych. Ponieważ wparcie będzie wypłacane wyłącznie osobie, która ma status bezrobotnego, zostanie wstrzymane, w razie gdy np. podejmie on pracę, nabędzie prawo do emerytury, renty czy ukończy 60 lat (kobieta) lub 65 lat (mężczyzna). Decyzję w sprawie przyznania pomocy wyda, na wniosek bezrobotnego, starosta. Warunkiem jej przyznania ma być złożenie wniosku do 31 grudnia 2010 r.

O pomoc nie będą mogły się ubiegać osoby, które same rozwiązały umowę o pracę za wypowiedzeniem i takie, które zostały zwolnione na podstawie art. 52 kodeksu pracy (tzw. zwolnienie dyscyplinarne). Będzie więc można wystąpić o nią, jeśli osoba odejdzie z firmy na podstawie porozumienia stron.

Projekt przewiduje też, że pomoc nie będzie przyznana osobie, która jest - oprócz kredytowanej nieruchomości - m.in. właścicielem innego lokalu mieszkalnego lub domu, takiej której przysługuje inne spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu, spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu mieszkalnego oraz taka, która jest najemcą lokalu lub domu.

Nawet dla zamożnych

O pomoc będzie się mogła ubiegać osoba, która spełni powyższe warunki, bez względu na stan majątkowy rodziny i to, ile zarabia jej małżonek.

- To może, biorąc pod uwagę wysokość pomocy, prowadzić do nadużyć. Trzeba więc wprowadzić rozwiązanie, które będzie uzależniać pomoc od zamożności i dochodów całej rodziny - mówi prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego.

Podkreśla równocześnie, że nie da się ustalić reguł, które będą w 100 proc. eliminować nadużycia. Podobne zagrożenie zauważa Jolanta Fedak.

- Rozważymy w trakcie prac nad projektem uzależnienie wysokości pomocy od dochodu, jaki osiąga dane gospodarstwo domowe - mówi Jolanta Fedak.

Zauważa, że jego obecne brzmienie może prowadzić do sytuacji, że niewiele zarabiający małżonek, który straci pracę, otrzyma pomoc, nawet gdy jego współmałżonek będzie bardzo dobrze zarabiał. W efekcie pomoc może trafiać do bardzo zamożnych osób.

Zwrot 150 zł miesięcznie

Osoba, która zyska prawo do pomocy, będzie mogła przez rok otrzymywać do 1200 zł miesięcznie. Uzyskanie prawa do tej pomocy nie będzie pozbawiać prawa do zasiłku. Pomocy nie otrzyma bezpośrednio bezrobotny, ale będzie ona przekazywana na konto banku, w którym ma kredyt. Będzie się tym zajmował Bank Gospodarstwa Krajowego. Z tego tytułu ma otrzymywać prowizję wynoszącą do 1,5 proc. wypłaconych środków.

Osoba, która uzyska wsparcie, będzie musiała ją zwrócić. Zwrot ma się rozpocząć najpóźniej po dwóch latach od zakończenia wypłaty pomocy. Ma być dokonywany na rachunek powiatowego urzędu pracy, w równych, nieoprocentowanych miesięcznych ratach. Spłata ma trwać osiem lat. Jeśli więc bezrobotny otrzyma na przykład w 2010 roku (w ciągu 12 miesięcy) 14,4 tys. zł (1200 zł * 12), będzie zwracał w latach 2013-2020 miesięcznie 150 zł (14,4 tys. zł / 96 = 150 zł).

Urzędy pracy mają obawy

Z sondy przeprowadzonej przez nas w urzędach pracy wynika, że obawiają się one o sprawną realizację rządowego pomysłu.

Maria Fąfara, dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy (PUP) w Bochni, obawia się, że jego realizacja odciągnie pracowników od aktywizacji bezrobotnych. Dostrzega też możliwości nadużyć.

- Część osób już teraz rejestruje się wyłącznie, aby mieć opłaconą składkę zdrowotną. Tak samo może być w przypadku osób, za których kredyt będzie spłacać państwo. Nie będzie ich to motywować do szukania pracy - mówi Maria Fąfara.

Zauważa też, że w Funduszu Pracy może zabraknąć pieniędzy na działania aktywizacyjne. Edmund Stefaniak, dyrektor Urzędu Pracy w Raciborzu, też sceptycznie podchodzi do tego pomysłu.

- Nie wiadomo, co w praktyce urząd będzie robić. Nie jesteśmy przecież instytucją przygotowaną do badania wypłacalności klientów. Ponadto środki z FP powinny być przeznaczone na polepszanie kwalifikacji i szkolenia, a nie na rozdawane pieniędzy komuś, kto nie może spłacić kredytu - mówi Edmund Stefaniak.

Bogusław Oswald, dyrektor PUP w Pabianicach, wskazuje, że nowe zadania nałożone na urzędy pracy ograniczą i tak już skromne możliwości kadrowe.

- Nie wiem, czy akurat PUP jest instytucją właściwą do udzielania takiej pomocy. Powinny się tym raczej zajmować ośrodki pomocy społecznej - mówi Bogusław Oswald.

Z kolei Jadwiga Żuber, dyrektor PUP w Przasnyszu, wskazuje, że ministerstwo powinno pomyśleć o przeszkoleniu pracowników w zakresie udzielania nowej formy wsparcia.

192 mld zł

zadłużenie klientów indywidualnych z tytułu kredytów mieszkaniowych

dane na koniec 2008 roku