Polska, w okresie od stycznia do kwietnia tego roku, jako jeden z nielicznych europejskich krajów mogła pochwalić się wzrostem (o 1,6 proc.), a nie spadkiem sprzedaży aut (porównując tegoroczny wynik z tym uzyskanym w tych samych miesiącach rok wcześniej).

Skuteczne zachęty

Wzrost popytu na samochody odnotowano jeszcze tylko w Niemczech (imponujące 18,4 proc.), Czechach i na Słowacji. Rzecz jasna spektakularny sukces naszych zachodnich sąsiadów to skutek wprowadzenia znaczących dopłat, zachęcających do zakupu nowego auta. Prawdę mówiąc, również na wzrosty w Czechach i Polsce przemożny wpływ mają niemieccy klienci.

– W maju tego roku Volkswagen sprzedał o przeszło 30 proc. więcej aut niż w tym samym miesiącu rok temu. W pewnym stopniu rezultat ten zawdzięczamy sąsiadom zza zachodniej granicy, ale nie tylko temu. Z istotniejszych czynników wypada wspomnieć choćby o bardzo dobrej polityce cenowej oraz olbrzymim zainteresowaniu Golfem szóstej generacji, który zdobył tytuł World Car of The Year 2009 – informuje Tomasz Tonder, kierownik ds. PR w dziale samochodów osobowych VW.

Porównując tegoroczny maj z tym sprzed roku, również wiele innych firm szczyci się niezłymi wynikami. Należą do nich m.in. Chevrolet, Kia i Skoda, ale także producenci aut segmentu premium, jak choćby Alfa Romeo, Lancia, Audi, BMW, Lexus oraz Volvo.

Reklama

Zakup i rejestracja

Fakt, że wyniki sprzedaży aut w naszym krają poprawiają nasi zachodni sąsiedzi, w długim czasie nie przynosi dużych korzyści. Cóż z tego, że teraz dealer zarobi na sprzedaży aut, gdy jego nabywca w przyszłości już nigdy nie odwiedzi jego serwisu? I druga kwestia: osoby wywożące auta za granicę nie płacą polskiego VAT-u. Korzyści nie odnosi zatem nasz budżet.

A zjawisko to nie jest bynajmniej marginalne, bo z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego i CEPiK-u wynika, że różnica między deklarowaną przez importerów sprzedażą a liczbą rejestracji przekracza 16 proc. Oznacza to, że w okresie od stycznia do kwietnia (dane z CEPiK-u docierają ze sporym opóźnieniem) poza Polskę wyjechało na stałe prawie 20 tys. kupionych u nas aut. Jeśli tak, to o realnym wzroście sprzedaży w naszym kraju nie możemy mówić. Uwzględniając reeksport, nasz rodzimy rynek skurczył się aż o 14 proc., czyli niewiele mniej, niż wynosi europejska średnia.

Niepewna przyszłość

Warto do nas przyjechać po zakup niemal każdego modelu. W czasach kryzysu mniej osób decyduje się jednak na BMW lub Audi, wybierając raczej taniego Fiata Pandę bądź Forda Ka. Cieszą się z tego szefowie tyskiej fabryki Fiata, która obecnie pracuje siedem dni w tygodniu, wytwarzając możliwie jak najwięcej Pand i pięćsetek oraz Fordów Ka. Rynek wchłonie każdą liczbę tych małych aut. O wielkim powodzeniu samochodów miejskich z Polski świadczą zresztą liczby. Rzecznik Fiat Auto Poland, Bogusław Cieślar, mówi, że w I kwartale 2008 roku wyeksportowano tylko 6578 Fiatów wyprodukowanych w Tychach, zaś w tym samym okresie tego roku – już aż 25 856. To imponujący wzrost, który niestety zapewne skończy się, gdy w Niemczech zabraknie pieniędzy na dopłaty.

Na razie jednak nie ma powodu do narzekań. Statystyki mówią same za siebie i to zarówno te opisujące wielkość produkcji w polskich zakładach, jak i te obrazujące sprzedaż aut przez dealerów. Miejmy tylko nadzieję, że gdy zmniejszy się liczba indywidualnych klientów, ich miejsce zajmą firmy z większym optymizmem patrzące w przyszłość. A może rząd wreszcie wprowadzi sensowny podatek ekologiczny? Wówczas większym wzięciem cieszyłyby się niedrogie, oszczędne auta oraz te bardziej ekskluzywne, ale z ekologicznymi silnikami.