Jean-Francois Cirelli, wiceprezes GDF Suez, poinformował wczoraj w Paryżu, że firma nie jest zainteresowana złożeniem oferty na Eneę. Dodał jednak, że Polska to dla GDF perspektywiczny rynek, ale w przyszłości. Według analityków przyczyna braku zainteresowania Eneą jest prosta. – Enea nie jest złą spółką, ale jest po prostu za droga dla potencjalnych inwestorów. Kurs jej akcji rósł między innymi pod wpływem oczekiwań na wezwanie przez inwestora branżowego – mówi Radosław Łukaszczuk, analityk Millennium DM.

W ubiegłym tygodniu Ministerstwo Skarbu Państwa zakończyło proces prywatyzacji Enei, ponieważ niemiecki RWE, jedyny kandydat do kupna, nie złożył oferty. Cena, którą chciał zapłacić za akcje, byłaby niższa, niż oczekiwał Skarb Państwa. Nie był nimi zainteresowany także Vattenfall, do którego należy 18,7 proc. Enei. Fiasko sprzedaży Enei zbiegło się z ofertą publiczną Polskiej Grupy Energetycznej kontrolowanej przez Skarb Państwa. To jedna z najbardziej oczekiwanych prywatyzacji przez Giełdę Papierów Wartościowych. Czy problemy ze sprzedażą 67 proc. Enei rzucą złe światło na polską energetykę i nie pozwolą PGE na uzyskanie maksymalnych wpływów ze sprzedaży akcji?

– Nie sądzę, aby wycofywanie się chętnych na kupno Enei wpłynęło negatywnie na cenę emisyjną PGE. Pod względem wyceny jest od Enei tańsza i atrakcyjniejsza. Na jej korzyść przemawia też konstrukcja biznesu, który obejmuje cały cykl produkcji i sprzedaży energii. Od wydobycia węgla, po sprzedaż energii końcowym klientom – mówi Radosław Łukaszczuk PGE ustaliła cenę maksymalną akcji dla inwestorów indywidualnych na 23 zł. Z ankiety agencji Bloomberg wśród kilkunastu zarządzających funduszami wynika, że właśnie na takim poziomie może zostać ustalona cena emisyjna. Jeśli firma sprzeda oferowane papiery po 23 zł, może pozyskać z emisji niemal 6 mld zł.