W największych niemieckich bibliotekach skanuje się kilka tysięcy książkowych stron dziennie, kilkadziesiąt miesięcznie, około miliona rocznie. W samej tylko Bawarskiej Bibliotece Państwowej (Bayerische Staatsbibliothek) przygotowano dotąd wersję elektroniczną 45 tysięcy dzieł: od rękopisu „Pierścienia Nibelungów” do partytur pisanych ręką Gustawa Mahlera.

Bogactwo niemieckich zbiorów literackich, muzycznych i audiowizualnych umieszczane jest następnie w Niemieckiej Bibliotece Cyfrowej (Deutsche Digitale Bibliothek). W przyszłości to właśnie tu ma znaleźć się wirtualna baza milionów zeskanowanych dokumentów: nie tylko książek, ale także czasopism, zdjęć, obrazów, nagrań, filmów i różnego rodzaju archiwów. Użytkownicy będą mogli zapłacić za stałą licencję na korzystanie ze zbiorów lub wypożyczyć je na jakiś czas.

Miliony książek w pięć lat

– Realizacja planu obliczana jest w Niemczech na całe lata. Próbna wersja bazy danych, zawierająca pierwotnie wyznaczony wybór z niemieckich zbiorów, ma znaleźć się w sieci w roku 2011 – mówi Ute Schwens, dyrektor Niemieckiej Biblioteki Narodowej we Frankfurcie nad Menem, która koordynuje tworzenie Niemieckiej Biblioteki Cyfrowej. Baza ma działać w następujący sposób: po wpisaniu do wyszukiwarki hasła, na przykład „Mozart”, użytkownik powinien otrzymać katalog składający się z różnego rodzaju obiektów: skanów rękopisów utworów, opracowań na temat wielkiego kompozytora, nagrań, rycin, portretów itd. Kolejnym celem jest wbudowanie DDB w istniejący już europejski portal Europeana, który istnieje od ponad roku i w założeniu ma stanowić archiwum cyfrowe całego bogactwa kulturowego Starego Kontynentu.

Niemiecki program digitalizacji boryka się co prawda z poważnymi problemami finansowymi. Zeskanowanie książki z XVI czy XVII stulecia może kosztować między 70 a 140 euro. Praca z książkami nowymi jest odpowiednio tańsza, tych jest jednak o wiele więcej, trzeba też płacić za prawa autorskie. Niemieckie plany zakładają zdigitalizowanie w ciągu najbliższych pięciu lat wyboru pięciu i pół miliona książek. Samo skanowanie będzie kosztowało co najmniej 165 mln euro, a do tego dojdą jeszcze większe koszty opisu książek, konserwacji serwerów komputerowych, opłat za prąd, owe serwery zasilający czy za domeny internetowe udostępniające zbiory. Na pytanie, skąd wziąć aż tyle pieniędzy, nadal nie udzielono w Niemczech ostatecznej odpowiedzi.

Polska: moment przełomu

A jak kwestia digitalizacji zbiorów wygląda w Polsce? Do niedawna przeprowadzano ją w różnych instytucjach kultury na zasadzie inicjatyw poszczególnych placówek lub konsorcjów. Programom przyświecały zatem różne cele, różne środki, różnie korzystano z przepisów prawnych, nie było oparcia na żadnym koordynowanym centralnie programie. Rodziło to niebezpieczeństwo dublowania prac czy złego wydatkowania środków finansowych. – Dlatego od października 2009 roku działa program rządowy, wyznaczający cztery centra koordynacyjne i jednocześnie cztery obszary rozwoju digitalizacji w Polsce – mówi Jarosław Czuba, wicedyrektor Narodowego Instytutu Audiowizualnego. Narodowy Instytut Audiowizualny zajmuje się digitalizacją materiałów audiowizualnych, Narodowe Archiwum Cyfrowe – materiałami archiwalnymi, Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków – muzealiami i zabytkami, zaś Biblioteka Narodowa – materiałami bibliotecznymi. Prace czterech center koordynowane mają być przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Polska ma zdigitalizowaną wciąż niewielką część swoich zbiorów. Samych książek udostępniono w internecie dotychczas tylko 300 tysięcy. – Wydaje się, że znajdujemy się jednak w momencie wielkiej zmiany – przekonuje Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej. – Dotąd mieliśmy do czynienia z działaniami pionierskimi, teraz rozpoczynamy realizację profesjonalnych, wieloletnich planów z poważnymi budżetami. Planuje się na przykład zeskanowanie miliona sześciuset książek w ciągu najbliższych 10 lat. Pełen budżet wyniósłby 2 miliardy 800 mln zł. Skąd jednak brać na te cele pieniądze?

Tak jak i w Niemczech, to właśnie tu bez wątpienia tkwi największy problem polskiej digitalizacji. W tym roku budżet tak zwanego programu ministra „zasoby cyfrowe” deklarowany jest jako 20 mln zł na wszystkie cztery centra digitalizacji. W tym na przykład na digitalizację materiałów audiowizualnych i archiwalnych przeznaczono 12 mln zł. W stosunkowo dobrej sytuacji znajduje się Biblioteka Narodowa, która w unijnym konkursie „Innowacyjna gospodarka” uzyskała dodatkowe 34 mln zł do spożytkowania w następnych trzech latach. To – jak podkreśla Tomasz Makowski – środki jak na Polskę bardzo satysfakcjonujące. A jednak porównane z innymi krajami mogą przygnębiać. Francuska Gallica, największa biblioteka cyfrowa na świecie, przygotowywana przez Bibliotheque nationale de France, dysponuje rocznie 40 milionami euro.

Wystarczającymi środkami na digitalizację nie dysponuje z pewnością Narodowe Archiwum Cyfrowe. Dyrektor Nikodem Bończa-Tomaszewski podkreśla, że bardzo wiele od 2007 r. w cyfryzacji polskich archiwów się zmieniło. Przygotowano infrastrukturę techniczną oraz najnowocześniejsze w kraju pracownie digitalizacji fotografii i mikrofilmów, na ukończeniu jest Zintegrowany System Informacji Archiwalnej, w skrócie pieszczotliwie zwany ZoSIA. Budżet tej instytucji wynosi jednak nieco ponad 3,3 mln zł, przy czym archiwum realizuje wiele zadań z zakresu tradycyjnej archiwistyki i tylko część tej kwoty przeznaczona jest na zadania związane z archiwistyką cyfrową. Bywa, że brakuje pieniędzy na energię elektryczną, nie ma mowy o własnej siedzibie archiwum.

W Polsce brakuje również projektu umieszczenia wszystkich zdigitalizowanych zbiorów w ramach jednego portalu internetowego, analogicznego do Niemieckiej Biblioteki Cyfrowej. Polskie zbiory będzie można co prawda przeglądać w Europeanie, z którą nasze centra digitalizacyjne pozostają w bliskiej współpracy. Rozmowy o polskiej Centralnej Bibliotece Internetowej jednak ciągle jeszcze trwają.

Walcząc z monopolem Google

Wysiłki bibliotekarzy nie tylko polskich, ale też pracujących w całej Europie, są przede wszystkim odpowiedzią na mrówczą pracę firmy Google, która w ostatnich latach zdigitalizowała ponad 10 milionów książek. W krótkiej perspektywie działalność Google’a może być postrzegana jako bardzo korzystna – mówi Tomasz Makowski. – Dostajemy bowiem dużą część dziedzictwa kultury zeskanowaną bardzo szybko. Ale, jak tłumaczy dyrektor Biblioteki Narodowej, Google jest firmą komercyjną, co oznacza, że za jakiś czas może zacząć pobierać bardzo wysokie opłaty za użytkowanie jego zbiorów. Kulturowy monopol niesie ze sobą również inne zagrożenia. Kontrowersyjna decyzja Google o cenzurowaniu wyszukiwarki w Chinach jest sygnałem, że korporacja może także i w dziedzinie zdigitalizowanych książek, zdjęć czy utworów wprowadzać ograniczenia. Wreszcie Google skanuje materiały tylko w niskiej rozdzielczości. Umożliwia to korzystanie z materiałów w internecie, ale raczej wyklucza traktowanie elektronicznych kopii jako substytutu dzieł w wypadku ich zniszczenia.

Pojawiają się głosy, że być może Google nie będzie miał tak łatwego zadania. We wrześniu ubiegłego roku Komisja Europejska przychyliła się do stanowiska wydawców i bibliotekarzy, którzy oskarżyli Google o udostępnianie zasobów bez zgody właścicieli praw autorskich. Tego rodzaju decyzje prawne jednak dotyczą tylko części książek, do których prawa jeszcze nie wygasły (na przykład w przypadku polskich przepisów prawa wygasają po 70 latach od śmierci autora). We wszystkich innych sytuacjach będzie niestety decydować potężna przewaga finansowa Google nad wszelkimi projektami państwowymi.

Niezależnie od tego, czy walkę z Google uda się wygrać, czy nie, pewne jest jedno: stoimy u progu rewolucji. Za 10 lat nie tylko sposób udostępniania książek, ale najprawdopodobniej całe myślenie o czytaniu, bibliotekach i publikowaniu będzie całkowicie inne niż dziś. Szkoda byłoby w tym biegu zostać w tyle.

20 mln złotych – tyle rocznie na digitalizację przeznacza Ministerstwo Kultury. Podobny projekt we Francji dostaje 40 mln euro rocznie

140 euro – tyle kosztuje w Niemczech zeskanowanie starodruku z XVII wieku. Skanowanie nowych książek jest znacznie tańsze

34 mln złotych – tyle w unijnym konkursie „Innowacyjna gospodarka” uzyskała Biblioteka Narodowa na digitalizację zbiorów