David Marsh: Strefa euro może się rozpaść, podobnie jak Czechosłowacja

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
28 maja 2010, 05:03
Nie sądzę, by powrót do walut narodowych był możliwy, ale może nastąpić rozłam na kredytujące kraje Północy i zadłużone Południe. Tego typu rzeczy już się działy, np. podczas rozpadu Czechosłowacji, i nie była to jakaś wielka katastrofa - mówi David Marsh, prezes London and Oxford Group.

Obserwator Finansowy: Miliardy euro z UE i MFW pomogą Grekom ?

David Marsh: Boję się, że tylko pogarszamy i tak złą sytuację. Pożyczamy niewypłacalnej Grecji jeszcze więcej pieniędzy, wpędzając w pułapkę kraj, który ma nie tylko kryzys płynności, ale także kryzys pomysłowości. Zrzucamy na jej barki nowe długi, a koszty ich obsługi za trzy lata będą gorsze, podobnie jak proporcje zadłużenia w stosunku do PKB. Obawiam się więc, że kupując czas, nie kupujemy go wystarczająco dużo, by pozwolić Grekom uciec przed problemem.

To po co właściwie ten pakiet?

By wszyscy ojcowie-założyciele euro mogli powiedzieć, że to było osiągnięcie warte zachodu. Europa, która zawsze stawiała na ugodę i dzielenie się zarówno sukcesami, jak i porażkami, ma dziś poważny problem. Niemcy, którzy są kluczowym krajem dla strefy euro, przez wiele lat powtarzali, że stabilność na rodzimym rynku przekłada się na powodzenie całej Europy. To były dwie wielkie składowe narodowej psyche Niemiec od końca II wojny światowej. Dziś wielu Niemców, porządnych, rozsądnych obywateli, naprawdę czuje, że inne kraje zwyczajnie ich wykorzystują, podkopując jednocześnie pozycję euro, które właściwie jest niemiecką walutą.

Opór wobec ratowania Grecji jest w Niemczech rzeczywiście duży…

Niemieccy podatnicy pożyczają Grecji pieniądze, które z pewnością nie zostaną na czas zwrócone. Niemcy będą musieli ustawić się w kolejce jak wszyscy inni, którzy udzieli Grekom kredytów. Nie będą zbyt szczęśliwi, gdy za dwa lata usłyszą: dziękujemy za te pieniądze, ale to nie wystarczyło, musimy zmienić harmonogram spłaty zadłużenia. Im dłużej zaprzecza się takiemu obrotowi wydarzeń, tym trudniej będzie się zmierzyć ze skutkami.

Sądzi pan, że Grecji nie uda się przeprowadzić drastycznych cięć wydatków i dyscyplinowania budżetu?

Grecy teoretycznie dostali trochę czasu, by dokonać potężnych cięć i podnieść podatki. Problem polega na tym, że jednocześnie nie mogą pobudzać eksportu, bo nie mogą dewaluować waluty. Grecy handlują głównie wewnątrz strefy, więc spadki notowań euro, których doświadczamy z powodu kryzysu, nie mają praktycznie wpływu na ich konkurencyjność. Na spadkach zyskują za to Niemcy, których aktywność na rynkach poza strefą euro stale rośnie.

Pełny artykuł: Dezintegracja strefy euro jest całkiem normalna

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: obserwatorfinansowy.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj