Prawidłowo funkcjonujący system elektroenergetyczny gwarantuje bezpieczeństwo energetyczne – jest zdolny przetrzymać nagłe awarie, zapewniając odbiorcom wymaganą ilość mocy i energii. Blackout to taka awaria systemu, która powoduje utratę napięcia w sieci elektroenergetycznej na znacznym obszarze i odcięcie odbiorców od zasilania.

– Blackout to jedno z największych zagrożeń rozwojowych kraju. Wciąż wydaje się pozostawać w sferze dyskusji specjalistów i branży. Tymczasem konsekwencje zacofanej infrastruktury przesyłowej zderzone z rosnącym zapotrzebowaniem gospodarki na energię mogą spowodować prawdziwą katastrofę już w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy – przewiduje Dominika Uberman, partner w kancelarii CMS Cameron McKenna, która zajmuje się m.in. finansowaniem przedsięwzięć w sektorze energetycznym. Już dziś przerwy w dostawach na poziomie skumulowanym rocznym wynoszą w Polsce 300 minut. Dla porównania w Japonii ten czas wynosi 17 minut, a benczmarki światowe mówią o 180 – 120 minutach.

– Bez radykalnych decyzji o rozbudowie i modernizacji linii przesyłowych, a także bez inwestycji w czystą energię statystyki te będą się jedynie pogarszały – dodaje Dominika Uberman.

>>> Polecamy: Blackout: najważniejsza jest modernizacja sieci

Potrzeby i możliwości

Dzisiejsze szczytowe zapotrzebowanie na moc polskiego systemu energetycznego wynosi około 26,7 GW. Tymczasem osiągalna moc (czyli oficjalnie zgłoszone moce wytwórcze) to obecnie 34,4 GW. Jest więc teoretycznie niewielki zapas. Jednak krzywe podaży energii i popytu na nią szybko się do siebie zbliżają. Analitycy rynku prognozują, że do ich przecięcia dojdzie w latach 2015 – 2016. Wtedy problem niedoborów energii stanie się wyraźnie odczuwalny w całej gospodarce. Niemniej symptomy tej sytuacji mogą wystąpić wcześniej, nawet już w przyszłym roku, gdy w związku z Euro 2012 nagle wzrośnie zapotrzebowanie na moc – system może tego nie wytrzymać.

– Nieuchronnie zbliża się kryzys deficytu mocy. Konieczna jest intensywna rozbudowa lub odbudowa potencjału wytwórczego i przesyłowego. Inwestycje potrzebne systemowi elektroenergetycznemu powinny zostać zrealizowane w krótkim okresie ze względu na spodziewane zachwianie bilansu mocy, ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami cenowymi – ocenia Tomasz Kowalak, dyrektor departamentu taryf w URE.

>>> Czytaj też: Eksperci alarmują: Warszawa poważnie zagrożona brakiem prądu

Im szybciej będzie rosła cena za jednostkę energii i im większe będzie ryzyko odcięć, tym bardziej silna będzie tendencja do zaopatrywania się w energię we własnym zakresie, np. przez zakup i eksploatację urządzeń do produkcji energii. Zdaniem Tomasza Kowalaka centralna sieć powinna odgrywać rolę integratora łączącego dużych, małych i najmniejszych producentów energii. Bez podjęcia tej funkcji blackout jest groźny dla obu stron – dla odbiorców, dla których rośnie ryzyko nagłego odcięcia zasilania, ale i dla centralnego dostawcy, od którego będą odłączać się dotychczasowi odbiorcy, głównie ze względu na niebezpieczeństwo nagłego odcięcia dostaw.

Zagrożony bilans

Według Europejskiej Sieci Operatorów Systemów Przesyłowych Elektroenergetyki ENTSO-E (European Network of Transmission System Operators for Electricity) Polska jest jedynym krajem UE o zagrożonym bilansie mocy w 2015 r. Na jakich przesłankach opiera się to stwierdzenie? Polski system energetyczny w zdecydowanej większości bazuje na inwestycjach zrealizowanych w latach 60., 70. i 80. ubiegłego wieku. Efektem takiego stanu jest znaczne zużycie infrastruktury, linii przesyłowych i osłabienie mocy wytwórczych. Cechami charakterystycznymi systemu są: przestarzała technologia (wysoka emisja CO2), słaba efektywność (sprawność), duża monokultura węglowa z niskim potencjałem inwestycyjnym i rozwojowym, mała elastyczność i niedopasowanie geograficzne do potrzeb gospodarki.

40 proc. bloków energetycznych ma ponad 40 lat, w tym ok. 15 proc. ma ponad 50 lat, a więc powinny być natychmiast zatrzymane i odłączone od sieci. Bloków trzydziestoletnich i starszych jest ponad 70 proc. – wskazuje prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Narodowego Programu Redukcji Emisji.

Ryzyko wystąpienia nagłych przerw w zasilaniu wynika nie tylko z kondycji systemu. Każdy dodatkowy czynnik je potęguje, a takich czynników nie brak. Najbardziej znaczące z nich to: słabe połączenia transgraniczne uniemożliwiające import potrzebnych ilości energii, niedostosowanie sieci wewnętrznych w kraju do absorpcji importowanej energii, nadmierna ilość tzw. mocy biernej w systemie, nagły, lokalny wzrost zapotrzebowania na moc czy wystąpienie nagłych zjawisk atmosferycznych – burz, huraganów itp.

>>> Czytaj też: W Grudziądzu powstanie największa w Polsce elektrownia gazowa

Mądry po szkodzie

System elektroenergetyczny w Polsce nie należy do stabilnych. Najczęstszymi przyczynami awarii są problemy technologiczne.

– Dodatkowo dają o sobie znać problemy pogodowe oraz sezonowość natężenia poboru mocy i wynikające z tego faktu przeciążenia. Spośród zagrożeń niezależnych od stanu infrastruktury należy wymienić niedoskonałe prawo i niewielką wiedzę o możliwościach sfinansowania potrzebnych inwestycji. Brak działań w jakimś stopniu wynika z tego, że nie umiemy odpowiedzieć sobie na pytanie: jak i gdzie znaleźć pieniądze na uleczenie polskiej energetyki – uważa Dominika Uberman.

Energetyka wymaga ogromnych nakładów. Wynikają one nie tylko z konieczności sprostania rosnącemu zapotrzebowaniu na energię (ok. 3 proc. rocznie), ale i z restrykcyjnych zobowiązań unijnych redukcji emisji CO2, zmniejszenia energochłonności i zwiększenia udziału energii odnawialnej w bilansie. Potrzebuje też inwestycji i ułatwień regulacyjnych, które wspierałyby ich realizację.

– Rząd wydaje się nie dostrzegać konieczności inwestycji w energetyce, skoro funkcjonuje kanibalizm budżetowy. Cena za energię rośnie i jednocześnie zyski firm energetycznych, ale budżet je zjada w postaci podatków i dywidend, zamiast zostawić energetyce środki na inwestycje. Być może dopiero blackout i spektakularne wyłączenia zasilania uzmysłowią potrzebę podjęcia szybkich działań – ocenia prof. Krzysztof Żmijewski.

>>> Polecamy: Trwają analizy lokalizacji elektrowni, którą PGNiG może wybudować z Gazpromem