„Jak do tej pory, żaden kraj strefy euro nie zdołał odzyskać zaufania rynków, gry rentowność jego obligacji przekroczyła 7 proc. Grecja, Irlandia i Portugalia musiały wówczas ubiegać się o pomoc finansową” – napisali w raporcie analitycy Roubini Global Economics (RGE), z Katharina Jungen na czele.

Na początku listopada oprocentowanie 10-letnich obligacji Włoch przekroczyło psychologiczną barierę 7 proc. i wzrosło do najwyższego poziomu od czasu przyjęcia przez Italię euro. Kryzys stał się jedną z przyczyn dymisji premiera Silvio Berlusconiego. Tekę szefa rządu przejął ekonomista Mario Monti.

>>> Czytaj też: Berlusconi zafundował Włochom dwie stracone dekady

Zdaniem analityków RGE, Włochy nie skorzystają jednak na zmianie rządu. Gabinet Montiego nie zdoła sprostać wyznaczonym celom fiskalnym w ciągu najbliższych 3 lat. Pogarszające się perspektywy wzrostu gospodarczego nie pozwolą nowemu premierowi na wprowadzenie wszystkich zapowiedzianych środków oszczędnościowych.

Rządowy plan ratowania Włoch zakłada, że poziom długu publicznego w stosunku do PKB ustabilizuje się na poziomie 120 proc. PKB w tym roku i o 2012 r. zacznie spadać. Budżet ma się zbilansować w 2013 r.

Reklama

>>> Czytaj też: Roubini: Europa to zwalniający i zdezelowany wrak pociągu, który się wykolei

“Nie spodziewamy się, że Włochom uda się zareagować na czas i opanować problem zadłużenia poprzez konsolidację fiskalną i plan reform strukturalnych. Dług Włoch pozostanie w trendzie wzrostowym” – czytamy w raporcie RGE.

Zdaniem analityków, bez zdecydowanej i natychmiastowej akcji ze strony rządu, Włochy będą musiały stawić czoła „buntowi inwestorów”.

“Rozmiary finansowej pomocy potrzebnej do wsparcia Włoch w połączeniu z niesprawdzającą się strategią ratowania strefy euro mogą zmusić kraj do przeprowadzenia restrukturyzacji długu już w 2012 roku” – twierdzą analitycy.

>>> Czytaj też: Tego nikt się nie spodziewał - Niemcy rozpoczynają nowy etap kryzysu

Protestujący przechodzi obok graffiti w języku angielskim "Od Włoch do Grecji, jedno rozwiązanie - rewolucja" na ulicach Aten, stolicy Hellady / Bloomberg