Z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w drugiej połowie 2011 roku nasza gospodarka zaczęła tracić wigor. PKB w trzecim kwartale wzrósł o 4,2 proc., a więc o 0,1 punktu procentowego mniej niż w okresie od kwietnia do czerwca. Wyniki za cały rok powinny uplasować nas w ścisłej światowej czołówce. Utrzymać tę pozycję powinniśmy także w roku przyszłym. W listopadowym raporcie OECD obniżyła prognozy dla większości światowych gospodarek. W przyszłym roku tempo wzrostu ma zwiększyć się jedynie w Australii, Japonii, Korei, Norwegii, Nowej Zelandii, Rosji, RPA i Stanach Zjednoczonych. Znacznie gorzej wyglądać będzie sytuacja u naszych największych partnerów handlowych. W 2012 roku PKB Niemiec i Austrii ma zwiększyć się o 0,6 proc., Francji o 0,3 proc., Wielkiej Brytanii o 0,5 proc. Osłabienie będzie też widoczne we wszystkich krajach naszego regionu.

Eksperci OECD obniżyli z 3,8 do 2,5 proc. prognozę wzrostu polskiej gospodarki na rok 2012. Przewidują, że w roku 2013 tempo naszego rozwoju utrzyma się także na poziomie 2,5 proc. Podobne są szacunki Morgan Stanley na przyszły rok. W 2013 roku oczekują wzrostu o 3,3 proc. Wszystko wskazuje na to, że rząd w projekcie budżetu na przyszły rok przyjmie wariant zakładający 2,5 proc. wzrost PKB.

Analitycy zagranicznych instytucji finansowych jako główne przyczyn spowolnienia polskiej gospodarki w drugiej połowie 2011 roku wskazują osłabienie tempa spożycia w gospodarstwach domowych oraz popytu krajowego i popytu zagranicznego. Te same czynniki mają wpływać negatywnie na gospodarkę w 2012 roku. Choć utrzymywać się ma nadwyżka eksportu nad importem, spodziewany jest spadek obrotów handlowych. Obserwacja tendencji zmian tych wielkości wskazuje, że te przypuszczenia mogą być trafne.

Główne czynniki, w których pokłada się nadzieję na kolejne łagodne lądowanie naszej gospodarki w kolejnych odsłonach kłopotów globalnej gospodarki, czyli popyt wewnętrzny i spożycie indywidualne gospodarstw domowych, zaczynają szwankować. Najwyższą dynamikę wzrostu osiągnęły one w ostatnich trzech miesiącach 2010 roku. Od tego czasu obserwujemy jej osłabienie. Trudno liczyć na zmianę tej tendencji w kolejnych kwartałach, gdy zaczną być mocniej widoczne skutki pogorszenia się koniunktury za granicą, konsekwencje planowanych przez rząd reform i zaostrzania polityki kredytowej przez banki. O ile nie ma obaw o powtórzenie się scenariusza z pierwszej fazy kryzysu z lat 2008-2009, gdy mieliśmy do czynienia z załamaniem popytu krajowego i trzema kwartałami ujemnej dynamiki, to bardzo prawdopodobny jest wariant, jaki miał miejsce w okresie spowolnienia wzrostu gospodarczego z lat 2004-2005. Wówczas w czasie czterech kolejnych kwartałów dynamika wzrostu spożycia krajowego spadła z 7,5 proc. do zera, a spożycia indywidualnego z 5,3 do 1,3 proc.

Obecne spowolnienie tempa wzrostu obu czynników krajowych nie miało dotąd wpływu na tempo wzrostu gospodarczego z powodu poprawy wyników eksportu. W najbliższej przyszłości trudno będzie liczyć na podobny efekt. Prognozy gospodarcze dla naszych największych partnerów handlowych są złe. Już w czwartym kwartale tego roku tempo wzrostu PKB w Niemczech może być niewiele wyższe od zera. Jeśli w całym 2012 roku ma wynieść 0,6 proc., bardzo prawdopodobne jest, że gospodarka naszych zachodnich sąsiadów w ciągu kwartału lub dwóch będzie się kurczyć. Jeśli jednak recesja w Niemczech będzie łagodna i krótkotrwała, nie będzie obaw o załamanie polskiego eksportu. W latach 2004-2005, w najgorszym kwartale jego dynamika zmniejszyła się do 3,8 proc. W przyszłym roku spadek tempa eksportu nie powinien więc być duży.

Reklama

W efekcie tych szacunków można spodziewać się, że w przyszłym roku nasza gospodarka powinna osiągnąć wzrost w skali 2-2,5 proc., przy założeniu, że nie wystąpi poważniejszy szok, związany z kryzysem zadłużenia państw strefy euro.

Roman Przasnyski, analityk Open Finance / Inne
Dziesięć najbardziej dynamicznych gospodarek świata wg prognoz OECD (w proc.) / Inne