Petru: Skutki protekcjonizmu i konkurencji na przykładzie Francji i Niemiec

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
13 marca 2012, 03:12
Ryszard Petru | przewodniczący rady nadzorczej Investors TFI, członek Rady Monitorującej „DGP”
Ryszard Petru | przewodniczący rady nadzorczej Investors TFI, członek Rady Monitorującej „DGP”/DGP
W prezydenckiej kampanii wyborczej prezydent Sarkozy, wchodząc na decydującą prostą, namawia Francuzów, aby kupowali francuskie produkty.

W podobnym duchu wypowiadał się ostatnio kontrkandydat Sarkozy’ego Francois Hollande, tyle że z nieco słabszą nutą narodową. Przekaz obu panów jest dość podobny: Europa musi chronić swój rynek, zarówno poprzez proponowanie konsumpcji, jak i ograniczenie dostępu innych. Z ust głównych konkurentów do fotela prezydenckiego słychać też mocny głos przeciw tzw. delokalizacji, czyli przenoszeniu produkcji do tańszych miejsc, szczególnie w naszej części Europy. Do tego Sarkozy opowiada się za ściślejszą kontrolą granic, podsycając tym samym antyemigracyjne lęki. W ramach promocji gospodarki europejskiej kandydat prawicy proponuje nawet wspieranie europejskich firm w kontraktach publicznych. Bardzo to francuski pomysł, firmy znad Sekwany znane są bowiem z tego, że zawsze ze sobą ściśle współpracują. Francuska firma za granicą ma zwykle rachunek we francuskim banku, jeździ francuskimi samochodami, korzysta z usług telekomunikacyjnych firm francuskich. Taki model – pytanie czy w dłuższym okresie efektywny i skuteczny. Czas zadać sobie pytanie, co się dzieje z Europą i czy tak nakreślony kierunek jest najwłaściwszym kierunkiem zmian.

Kryzys gospodarczy wywołał spore spustoszenie w głowach. W 2009 roku, w samym jego epicentrum, ogłoszono koniec kapitalizmu i na ustach wszystkich znalazł się Keynes. Długo jednak ten triumfalny marsz nie trwał, bowiem już niespełna rok później kryzys finansowy przeszedł w fazę kryzysu fiskalnego. Okazało się, że stymulowanie gospodarki poprzez zadłużenie rządowe na wiele się nie zdało, co więcej w skrajnych przypadkach doprowadziło do ryzyka utraty płynności. Równolegle stało się jasne, że kraje prowadzące politykę protekcjonizmu, niezwracające uwagi na swą konkurencyjność, zwalniają. A gdy jeszcze dochodzi do tego nadmierne zadłużenie, czy to prywatne, czy publiczne, rośnie ryzyko utraty zaufania i w skrajnym wypadku wypłacalności kraju. To przykład Włoch, w których przez całą ostatnią dekadę tempo wzrostu gospodarczego na głowę wyniosło -0,25 proc. Czyli przez dziesięć lat kraj ten się nie rozwijał, a mając od lat wysoki poziom zadłużenia publicznego (120 proc. PKB), tracił wiarygodność rynków finansowych co do perspektyw obsługi długu. Ten brak włoskiego wzrostu nie wziął się znikąd. Warto przypomnieć przykład z rodzimego podwórka, kiedy to Włosi zdecydowali, że lepiej będzie produkować fiata 500 we Włoszech. Chodziło oczywiście o to, aby wspierać włoski przemysł i miejsca pracy, ale efekt takiej decyzji jest taki, że produkcja tego samochodu stała się droższa i mniej konkurencyjna w stosunku do podobnych produktów konkurencji. A nie był do przecież odosobniony przypadek. Suma tego typu przypadków doprowadza do tego, że kraj traci konkurencyjność. To typowe działanie protekcjonistyczne pod płaszczykiem wspierania miejsc pracy w kraju.

Na drugim biegunie są Niemcy. Garściami czerpią z tańszej siły roboczej w Europie Środkowo-Wschodniej, która stała się wielkim zapleczem produkcyjnym dla niemieckich fabryk samochodów i innych produktów przemysłowych. W Niemczech nie słychać głosów namawiających do tego, aby kupować tylko niemieckie produkty, klienci i tak to robią. Nie słychać głosów przeciw delokalizacji, a Niemcom wciąż udaje się utrzymać konkurencyjność. Ich głównym problemem jest… zbyt niski popyt wewnętrzny i zbytnie uzależnienie od eksportu. Bez wątpienia korzystają na słabej walucie, jaką jest dla nich euro, ale nic samo się nie stało. Przez całą zeszłą dekadę Niemcy trzymali płace w ryzach, podczas gdy w większości krajów Południa, włącznie z Francją, wynagrodzenia rosły, rosły także w relacji do płac niemieckich.

Niestety tego typu zależności są dość skomplikowane. Ludzie mają skłonność nabierać się na hasła protekcjonistyczne, szczególnie w kraju o tradycjach socjalistycznych jak Francja. Trudno powiedzieć, na ile obaj kandydaci na prezydenta zgłaszają swe propozycje na poważnie, a na ile to tylko kampania. Ale słowa w kampanii wyborczej zostawiają swój ślad w umysłach ludzi. Jakkolwiek na to patrzeć, Europa w strachu przed kryzysem dokonuje – powolnych co prawda – działań reformatorskich, jednocześnie w głębi serca marząc o protekcjonizmie. Jednak europejski model, przyjemny, cywilizowany, sympatyczny, przegrywa w globalnej konkurencji. Na szczęście przykład niemiecki pokazuje, że można zachować część z tego, co Europa lubi, i konkurencyjności nie utracić. Ale trzeba nad tym ciężko pracować, poszukując cały czas nowych przewag konkurencyjnych. Skończyły się czasy dolce vita, bo były na kredyt.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Ryszard Petru
Przewodniczy Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Główny Doradca Ekonomiczny DemosEuropa. Przewodniczący Rady Nadzorczej DI Investors. Pracował jako dyrektor kierujący pionem analiz, strategii i relacji inwestorskich w PKO BP. Wcześniej był Dyrektorem BRE Banku ds. Strategii i Nadzoru Właścicielskiego, jednocześnie był Głównym Ekonomistą Banku odpowiedzialnym za badania makroekonomiczne. Był też Głównym Ekonomistą Banku BPH, gdzie prowadził badania i analizy makroekonomiczne polskiej gospodarki. W Banku Światowym zajmował się reformą finansów publicznych, polityką regionalną i klimatem inwestycyjnym. Doradzał w zagadnieniach związanych z reformami emerytalnymi i finansami publicznymi w krajach Europy Środkowo Wschodniej i Azji Centralnej. Był doradcą Leszka Balcerowicza, Wiceprezesa Rady Ministrów i Ministra Finansów.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPetru: Ukraina jest de facto bankrutem. Konieczna jest szybka dawka głębokich reform »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj