Forsal logo

Stępień: To Yoshiho Umeda wymyślił Wałęsie kierunek na Japonię

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
8 maja 2012, 03:10
Jerzy Stępień
Jerzy Stępień/DGP
Pożegnaliśmy człowieka, który nie znał granic państw, religii i kultur.

Yoshiho Umeda, dla przyjaciół Yoho, jest już tam – za kurtyną mocno strzeżoną przed żywymi. Jego japońsko- polska dusza z pewnością już znalazła swoje nowe miejsce i dobrze się tam czuje. Yoho przywykł do przekraczania wszelkich granic – nie tylko państwowych, lecz także kulturowych i religijnych. Z tą wyrosłą przed kilkoma dniami także dał sobie już radę.

Poznałem Go bardzo późno – dopiero gdzieś w połowie lat 90. Słyszałem, oczywiście, o niezwykłym Japończyku, związanym z opozycją jeszcze przed Sierpniem, który naturalną koleją losu przylgnął później do „Solidarności”. Wszyscy słyszeliśmy o „drugiej Japonii”, o bodaj pierwszej zagranicznej w ogóle wizycie Lecha Wałęsy właśnie tam. Jednak mało kto wtedy wiedział, że za tym pomysłem stał Yoho, który ten japoński kierunek w ogóle Lechowi wymyślił.

Do Polski przywędrował, jeśli dobrze pamiętam, jako nastolatek na początku lat 60. z woli swojego ojca, który przed wojną wykładał na Uniwersytecie Warszawskim, a przed swoją śmiercią zdecydował, by wychowaniem i edukacją syna pokierował poznany jeszcze przed wojną polski uniwersytecki przyjaciel. Yoho tu skończył szkołę średnią, studia, tu się ożenił, sam doczekał się syna, zaraz potem była „Solidarność”, a następnie stan wojenny. A ponieważ miał ciągle obywatelstwo japońskie i z tego powodu generałom niezręcznie było Go internować, na wszelki wypadek wsadzili go do pierwszego odlatującego za granicę po 13 grudnia samolotu i tak wylądował na paryskim bruku.

Tam zdecydował natychmiast o podróży do Rzymu, żeby osobiście opowiedzieć o tym, czego był świadkiem w kraju, papieżowi. Były jakieś perypetie z audiencją, ale dość szybko jednak doszło do rozmowy z Janem Pawłem II i jego najbliższym otoczeniem. To poniekąd wyjaśnia, dlaczego Watykan był zwykle dobrze i szybko poinformowany o ważnych zdarzeniach…

Dopiero teraz poleciał do Japonii, by tam, wraz ze swoją żyjącą wówczas jeszcze matką, organizować pomoc dla polskich przyjaciół. Opowiadał mi, jak Jego pozycja gwałtownie zwyżkowała w związku z wizytą Jana Pawła II w Japonii w połowie lat 90. Papież zażyczył sobie bowiem spotkać się z Yoho osobiście, co było zaskoczeniem dla rządu, że cesarz ma tak liczącego się w Watykanie poddanego. Na kilka dni przed wizytą papieża odwiedziły Go odpowiednie służby, o wszystko, co trzeba, wypytały i uspokojone nie stawiały już przeszkód, by mógł witać przybywającego Jana Pawła II.

Po 4 czerwca wrócił do Polski natychmiast, by zająć się, tym razem już w nowych warunkach, bardziej dojrzałymi formami współpracy polsko- -japońskiej.

Ale ważna była także „Solidarność” – już nie jako związek zawodowy, lecz po prostu jako związek ludzi, którym o coś wspólnego chodziło i którym nadal, Jego zdaniem, powinno o coś chodzić. Bardzo bolał, że wielu Jego kolegów z pierwszej „Solidarności” nie potrafiło odnaleźć się w nowych czasach, często absolutnie bez swojej winy. Stąd pomysł na zorganizowanie Konwentu Seniorów „Solidarności”, którego był duszą. Ułożył statut, zadbał o jego skład ponad podziałami, organizował w różnych miejscach Polski spotkania konwentu, inicjował ustanowienie specjalnej nagrody przyznawanej dorocznie. Rok temu starał się zainteresować mnie stanem praw pracowniczych w Chinach, ciekawie rozwijając wątek konsekwencji ekonomicznych tamtejszych niskich płac dla wolnego świata.

Kilka lat temu operowany w związku z bardzo poważną chorobą, ze słabnącym sercem, poruszał się już z laseczką – zawsze jednak nienagannie ubrany i nieodmiennie uśmiechnięty. Ostatni raz spotkałem Go kilka dni temu na konferencji zorganizowanej w Senacie w związku z 30. rocznicą powstania Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej „Solidarności”. Znowu był wśród swoich przyjaciół. Tym razem po raz ostatni…

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
były prezes TK i współautor reformy samorządowej
Jerzy Stępień
Prawnik, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. Uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu, w grupie roboczej do spraw samorządu terytorialnego. W rządzie Jerzego Buzka był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji. W 2008 r. zakończył kadencję sędziego i zarazem prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Został później dyrektorem Instytutu Przestrzeni Obywatelskiej i Polityki Społecznej przy Uczelni Łazarskiego. Odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Wielkiego Księcia Giedymina. Wyróżniony Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Gloria Artis, oraz medalem Zasłużony dla Wymiaru Sprawiedliwości przyznawanym przez KRS.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraStępień: Prawnicy bez filozofii »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj