Wróbel: Pakt fiskalny, wawelski smoczek

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
22 lutego 2013, 03:14
Jan Wróbel
Jan Wróbel/DGP
Podobnie jak pakt stabilności i rozwoju, pakt fiskalny wcale nie oznacza utraty suwerenności.

Dyskusje nad tym, jaki wpływ będzie miał pakt fiskalny na interesy Polski i czy na pewno po jego podpisaniu runą resztki naszej suwerenności, najlepiej zacząć od początku i zapytać, jak pakt ma służyć Europie. Jeśli miałby być korzystny dla strefy euro i uchronić ja przed następnym kryzysem zadłużenia, byłoby to również dla nas w dechę (czyli OK). Żyjemy z Europy.

Otóż pakt fiskalny ma z założenia służyć jako bat na rozrzutników. Ma on zmuszać ich do dyscypliny budżetowej, nakładając kary na grzesznych. Ma uzupełnić skompromitowany pod tym względem pakt stabilności i wzrostu z 1997 r. Pakt stabilności i wzrostu poniósł klęskę, bo taka była… wola polityczna mocarstw. W 1997 r. pakt przewidywał tylko dwie wymówki złamania kryteriów budżetowych – nadzwyczajne wydarzenie mające „poważny wpływ na sytuacje budżetowa” oraz znacznie pogorszenie koniunktury. Patrząc na skuteczność polityków w radzeniu sobie nawet z małymi sprawami, widać, ze każde wydarzenie mogło urosnąć do rangi „nadzwyczajnego”. Państwa członkowskie, z Niemcami na czele, szybko zaczęły kryteria paktu łamać. Całkowicie bezkarnie.

W 2005 r. przeprowadzono reformę paktu – lista wymówek jeszcze się wydłużyła: reformy strukturalne (np. emerytalne), „wydatki inwestycyjne” mające się zwrócić w przyszłości, solidarność międzynarodowa i „wszystkie istotne czynniki”. Ze świecą szukać polityka, który nie znajdzie tu czegoś dla siebie. Trudno się dziwić, ze Europejczycy wciąż żyli jak królowie sascy. Czy pakt fiskalny złamie te klątwę? W tej formie, w jakiej przedstawiają go politycy europejscy? Pakt stabilności i wzrostu wykończyły niekonsekwencja i enigmatyczne wymówki, którymi państwa mogły usprawiedliwiać łamanie kryteriów.

Pakt fiskalny dowiedzie, ze historia lubi się powtarzać. Zakłada on, ze państwa mogą w „wyjątkowych okolicznościach” złamać jego postanowienia. Jakich? Ano, wyjątkowe okoliczności to np. „nadzwyczajne zdarzenie, na które umawiająca się strona nie ma wpływu i które wywiera znaczący wpływ na sytuacje finansowa”. Czyli będziemy oszczędni, dopóki nam się nie znudzi. Ci, którzy obawiają się utraty suwerenności na rzecz paktu fiskalnego, przedstawiając go jako smoka wawelskiego, straszą nas smoczkiem. Politycy szybko rozszerza pojecie „nadzwyczajności”, a on sam straci jakakolwiek moc, dokładnie tak jak stało się to z paktem stabilności i wzrostu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj