Forsal logo

Woś: Sen o przyszłości, czyli jak wykurzyć Niemcy ze strefy euro

Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Rafał Woś, dziennikarz działu życie gospodarcze świat/Dziennik Gazeta Prawna
Hans Olaf Henkel to guru niemieckiego biznesu. Przez lata pracował dla koncernu IBM, kierując jego ekspansją na rynku europejskim. Dziś ten 73-latek zasiada w tuzinie najbardziej prestiżowych rad nadzorczych i gremiów gospodarczych.

Ciągnie go też do publicystyki. W swoich książkach i artykułach lansuje tezę prostą, ale czytelną: jeśli Niemcy mają trochę oleju w głowach, to powinni jak najszybciej ze strefy euro... uciekać. Ostatnio Henkel zasnął w pociągu ICE jadącym z Berlina do Hamburga. Oto co mu się przyśniło.

Prezydent Francji Francois Hollande dzwoni do Angeli Merkel w bardzo delikatnej sprawie. Głowa francuskiego państwa została bowiem poproszona o odegranie roli mediatora. Chodzi o to, że przywódcy Grecji, Portugalii, Włoch i Hiszpanii uświadomili sobie, iż nie mają żadnych widoków na wyjście z kryzysu zadłużeniowego za pomocą dotychczasowej polityki drakońskich oszczędności. Ich jedyną szansą jest wystąpienie z euro przez Niemców. To jedyna szansa, by kurs euro obniżył się o jakieś 30–40 proc., co pozwoli ich gospodarkom odzyskać utraconą konkurencyjność. Pozostanie Francji w strefie wspólnego pieniądza ma sprawić, że waluta nie poleci tak zupełnie na łeb na szyję.

„Madame – zwraca się Hollande do Merkel. – Chyba jest pani świadoma, że w końcu i wasza wypłacalność ma swoje granice”. Niemiecka kanclerz ma twardy orzech do zgryzienia. Wie, że wystąpienie z euro to zła wiadomość dla nastawionej na eksport niemieckiej gospodarki. W końcu ich produkty sprzedawane na południe kontynentu staną się teraz znacznie droższe. Przeciw jest też duża część opinii publicznej. „Zgoda na propozycję Hollande’a to początek końca projektu europejskiego” – grzmią byli kanclerze Helmut Schmidt i Helmut Kohl. A większość Niemców nie chce przecież końca wspólnej Europy.

Decyzję ułatwiają Niemcom Holandia, Finlandia i Austria. Tamtejsze rządy bez konsultacji z Berlinem przystają na francuską ofertę i występują z euro. Nie wracają jednak do swoich starych pieniędzy. Deklarują, że od teraz ich walutą będzie tzw. eurogulden. Kraje o solidnych finansach publicznych znajdujące się poza strefą euro, takie jak Dania, Szwecja, Polska i Czechy, wyrażają wielkie zainteresowanie wejściem do nowego, zdrowszego euro. Merkel wygłasza przemówienie, w którym (w swoim stylu) mówi, „że teraz w Europie mamy nawet mniej walut niż kiedyś i że czas, by dopasować walutę do realiów ekonomicznych, a nie odwrotnie”. Niemcy wchodzą do euroguldena, który przyjmuje całą spuściznę traktatu z Maastricht. Wszystkie rządy zapowiadają, że będą robić wszystko, by w ciągu kilku następnych dekad zbliżyć do siebie stare i nowe euro. Ale pośpiechu nie ma.

W tym momencie pociąg ICE dojechał do Hamburga. I Henkel się obudził. Całość opisał wczoraj w swojej cotygodniowej kolumnie w dzienniku „Handelsblatt”. Muszę przyznać, że tak wizjonerskiego (choć prowokacyjnego) scenariusza wyjścia z walutowego pata w Europie u niemieckiego publicysty jeszcze nie czytałem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś

Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRaport Draghiego na nic. Prawdziwy powód braku konkurencyjności UE? Polityka klimatyczna »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj