Rosyjska gospodarka, o wartości szacowanej na 2 bln dolarów, rozwija się w najwolniejszym tempie od spadku w 2009 roku. Kryzys zadłużeniowy w Europie ograniczył eksport i skłonił firmy do w zmniejszania inwestycji. Tymczasem w Rosji jest już po wyborach i rząd ogranicza wydatki.

Według rosyjskiego ministerstwa gospodarki PKB wzrośnie w tym roku o 2,4 proc., czyli znacznie mniej niż 3,6 proc. jak przewidywała wcześniejsza prognoza. Spowolnienie podcina dochody – argumentował Putin podczas spotkania z premierem Dmitrijem Miedwiediewem, nagłośnionego przez rosyjską telewizję.

>>> Polecamy: Jamał II to przegrana Rosji

„Rosyjscy przywódcy zawsze się niepokoją, kiedy tempo rozwoju gospodarczego spada poniżej 3 proc., ponieważ poniżej tego poziomu dochody ludzi, ich zdaniem, będą niewystarczające” – twierdzi Barbara Nestor, strateg rynków wschodzących Commerzbanku w Londynie – „Kiedy do tego dochodzi, sięgają po każdą możliwość, a przecież wzrost w pierwszym kwartale może znaleźć się w pobliżu zera."

Zdaniem Nestor, działania stymulacyjne mogą dotyczyć wydatków na projekty budowlane ze środków jednego z dwóch państwowych funduszy inwestycyjnych Rosji. Z kolei bank centralny mógłby wesprzeć akcję kredytowania korporacji

Ale tempo rozwoju gospodarki nie jest aż tak „fatalne”, jak to przedstawia minister gospodarki Andriej Biełousow – mówi Iwan Czarkow, główny ekonomista rosyjskiego banku inwestycyjnego Renaissance Capital w Moskwie. „Ta nadmiernie pesymistyczna opinia ma posłużyć jako narzędzie do wywarcia presji na bank centralny i ministerstwo finansów na szybsze złagodzenie polityki” – podkreśla Czarkow. Zaledwie w zeszły piątek szef resortu gospodarki oświadczył, że prognozy wzrostu gospodarczego pogarszają się z powodu wysokich stóp procentowych i „silnego spadku” eksportu gazu naturalnego.

>>> Czytaj również: Elwira Nabiullina, szefowa Banku Rosji, nie pójdzie w ślady Carneya i Kurody

Rosyjskich polityków zaskoczyły rozmiary ekonomicznego spowolnienia. Ale opcje zwiększenia wsparcia dla pobudzenia wzrostu są ograniczone z powodu znacznego przekroczenia celu inflacyjnego oraz obecnej polityki fiskalnej rządu, która nie zezwala na istotne podnoszenie wydatków – komentuje Liza Ermolenka, ekonomista ds. rynków wschodzących Capital Economics w Londynie.