Wilkowicz: Jak działa Abenomics? Dobrze albo źle, zależy, jak patrzeć

Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy
Łukasz Wilkowicz, zastępca kierownika działu branże i firmy/DGP
Japonia liczyła na to, że premier Shinzo Abe rozrusza gospodarkę. Najnowsze dane dostarczają argumentów jego przeciwnikom. Oraz zwolennikom

Niesamowite, jacy ci Japończycy są niecierpliwi. Nowy rząd mają od nieco ponad pół roku i już liczą na to, że gospodarka pokaże pozytywne efekty jego polityki. Chodzi, rzecz jasna, o efekty Abenomics – czyli kursu obranego przez premiera Shinzo Abe, który obiecał rozruszanie gospodarki, a przede wszystkim wyrwanie jej z deflacji. Abe rozpoczął swoje rządy od zapowiedzi wpuszczenia do gospodarki dużej ilości gotówki – zarówno z banku centralnego, jak i poprzez zwiększenie wydatków budżetowych. Efektem ma być 2-proc. inflacja i przyśpieszenie wzrostu gospodarczego na tyle, że będzie z czego spłacać rekordowy dług publiczny. Żaden inny rozwinięty kraj nie ma zadłużenia przekraczającego dwukrotnie wartość PKB, a mówimy w końcu o jednej z największych gospodarek na świecie. Inna sprawa, że mało kto ma równie patriotycznych wierzycieli, zdecydowana większość tego zadłużenia jest w rękach Japończyków i japońskich instytucji.

Rynkom finansowym wystarczyły już same zapowiedzi sprzed kilku miesięcy. Jen, którego ma się namnożyć, osłabł. Z kolei giełda poszła w górę, bo słaby jen wspomoże zyski japońskich przedsiębiorstw – w dużej mierze żyjących z eksportu. A co „w realu”? Wczoraj zostały opublikowane dane na temat wzrostu gospodarczego w II kw. (kwiecień był dla Abe czwartym miesiącem rządów). Jakie? Na pewno świetne do komentowania, bo coś dla siebie znajdzie każdy: i oponent, i zwolennik japońskiego premiera.

Dla tych pierwszych argumentem jest to, że wzrost okazał się wolniejszy, niż się spodziewano. Ekonomiści liczyli, że w porównaniu z I kw. gospodarka urośnie o 0,9 proc., w rzeczywistości wzrost wyniósł tylko 0,6 proc. W ujęciu bliższym wskaźnikowi, jakim posługujemy się najczęściej w Polsce, japoński PKB urósł o 2,6 proc., choć oczekiwano wzrostu o 3,6 proc. (w I kw. wzrost wyniósł 3,8 proc.). Wprawdzie dynamika konsumpcji była większa od prognoz, ale za to dużo słabszy od oczekiwań okazał się wynik w inwestycjach. Miał być wzrost o 0,7 proc. Był spadek o 0,1 proc.

Słabsze dane sprawiły, że odżyła dyskusja na temat planowanych podwyżek podatków. Premier Abe planował na przyszły rok zwiększenie podatku od sprzedaży z 5 do 8 proc., a na 2015 r. podwyżkę do 10 proc. I proszę sobie wyobrazić, że oni, zamiast trzymać się planu, zastanawiają się od wczoraj, czy gospodarka nie jest zbyt słaba, by poradzić sobie z zaspokajaniem potrzeb fiskusa…

Ale miało być też coś dla zwolenników premiera. I jest. Pojawiają się sygnały, że być może gospodarce uda się wyjść z deflacji (przed którą ekonomiści ostrzegają bardziej niż przed inflacją, deflacja powoduje bowiem, że – w uproszczeniu – zarabiamy coraz mniej, a nasze długi rosną). Dowód? Pierwszy raz od ponad roku nominalny wzrost PKB był wyższy niż realny. A więc komuś udawało się podnosić ceny. I to jest dla premiera Japonii powód do zadowolenia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWilkowicz: Jak działa Abenomics? Dobrze albo źle, zależy, jak patrzeć »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj