Wybory w Niemczech 2013: z kim Merkel utworzy koalicję?

Kłopoty liberałów z FDP, koalicjanta Merkel, mogą ją zmusić do zawarcia wielkiej koalicji z lewicą.

Niemiecka chadecja świętuje sukces. Tak wysokiego poparcia CDU kanclerz Angeli Merkel i jej bawarska siostra CSU nie odnotowały od końca lat 80. Ponad 42 proc. poparcia, o jakim mówiły pierwsze, opublikowane przez telewizję ARD tuż po zamknięciu urn sondaże, mogło jej wystarczyć do samodzielnych rządów. W przeciwnym razie nieuchronna wydaje się wielka koalicja z lewicową SPD. (Ze wstępnych, oficjalnych wyników wyborów wynika, że partie zdobyły wspólnie 41,5 proc. - przyp.red.)

>>> Czytaj też: Wyniki wyborów w Niemczech 2013: Partia Angeli Merkel CDU wygrała

Merkel nie ukrywała, że najchętniej kontynuowałaby rządy z liberalną Wolną Partią Demokratyczną (FDP). Tyle tylko, że FDP nie wejdzie do Bundestagu. Historia tej mieszczańskiej partii to najlepszy dowód, jak zmienna potrafi być łaska wyborców. Jeszcze w 2009 r. partia pod wodzą wciąż kierującego dyplomacją Guida Westerwellego świętowała najlepszy w historii wynik wyborczy – 14,6 proc. Wewnętrzne konflikty i poczucie zdominowania przez większego koalicjanta skutecznie jednak pozbawiły partię elektoratu. Wczorajsze exit polls dawały jej 4,6 proc., czyli poniżej progu wyborczego. Gdyby FDP pozostała pod nim, byłby to pierwszy przypadek od 64 lat, gdy liberałowie znaleźli się poza parlamentem.

Wokół progu oscylowała też nowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), budowana na sprzeciwie wobec wspólnej waluty oraz współfinansowania przez Niemcy kolejnych transz pomocy dla państw południa Europy. Do chwili zamknięcia tego numeru DGP trudno było przewidzieć, po której stronie progu wyborczego znajdzie się AfD. Exit polls mówiły o 4,9-proc. poparciu dla kierowanego przez ekonomistę Bernda Luckego ugrupowania.

W tej sytuacji nie jest wykluczone, że kanclerz Merkel będzie musiała wrócić do znanej z lat 2005–2009 wielkiej koalicji z socjaldemokratami, obecnie kierowanymi przez Peera Steinbruecka. Wówczas ten mało charyzmatyczny, popełniający kolejne gafy eksminister finansów także będzie mógł ogłosić sukces. Choć SPD we wczorajszych wyborach zdobyła ok. 26 proc. głosów, co oznacza, że ani na jotę nie poprawiła notowań z początku roku, Steinbrueck może wprowadzić ją do rządu. A ponieważ między obu głównymi ugrupowaniami istnieją poważne różnice zdań, można się spodziewać, że w takim wypadku niemieckie przywództwo w Europie byłoby znacznie mniej zdecydowane.

SPD jako mniejszy koalicjant łagodziłaby presję rządu Merkel na cięcia wydatków w Europie, niewykluczone też, że wróciłby temat euroobligacji, czyli pomysłu uwspólnotowienia części długu państw członkowskich Unii Europejskiej. Co więcej, w samej CDU nie brakuje podziałów na tle polityki antykryzysowej. Minister finansów Wolfgang Schaeuble ogłosił np. w kampanii zamiar przyznania Grecji trzeciego pakietu pomocowego, o czym Merkel wolała nie wspominać. Dodanie do rządu w Berlinie polityków SPD utworzyłoby prawdziwą mieszankę wybuchową. Teoretycznie w odwodzie może być jeszcze koalicja CDU z Zielonymi (8,1 proc.), choć takiego sojuszu Niemcy jeszcze nie przerabiały.

>>> Polecamy: Stratfor: wynik wyborów w Niemczech nie ma znaczenia. Cele Berlina zostaną niezmienione

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWybory w Niemczech 2013: z kim Merkel utworzy koalicję? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj