Woś: Kto w koalicji?

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
24 września 2013, 03:18
Rafał Woś dziennikarz działu życie gospodarcze kraj i świat
Rafał Woś/Dziennik Gazeta Prawna
Merkel, Merkel ponad wszystko” – tak można podsumować komentarze niemieckich mediów po niedzielnych wyborach parlamentarnych.

Wiara w cudowną moc pani kanclerz przesłania w tym momencie wszystko inne. Nawet kluczowe pytanie: z kim chadecja (której do parlamentarnej większości brakuje ledwie 5 głosów) będzie rządziła przez kolejne 4 lata. Na początek krótki przegląd peanów. „Merkel wygrała właściwie bez pomocy swojej partii. Odwrotnie. To ona jest dziś jedynym koniem pociągowym chadecji” („Die Welt”). „To już oficjalne. Możemy mówić o erze w niemieckiej historii. O merkelizmie. Tak jak o epoce Adenauera, Kohla czy Schmidta” („Sueddeutsche Zeitung”). „Ten wynik to potwierdzenie, że zarówno styl, jak i polityka Angeli Merkel podoba się wyborcom. To fenomen w demokracji bardzo rzadki” („Frankfurter Allgemeine Zeitung”). Prawda, że można dostać zawrotu głowy? To paradoks. Bo Merkel (w niczym nie umniejszając jej fenomenalnego 41,5-proc. wyniku) wcale nie ma jeszcze kanclerskiej nominacji w kieszeni. Bo do większości jej partii brakuje... 5 głosów.

A w Bundestagu nie ma (po raz pierwszy od 1949 r.) naturalnego dla chadeków koalicjanta, czyli FDP. Skąd więc zwycięska kanclerz weźmie brakujących posłów? Wielka koalicja? Ale do tego nie palą się socjaldemokraci, bo już raz (2005–2009) stracili na takim ruchu połowę elektoratu. Rząd CDU/CSU – Zieloni? To scenariusz jeszcze nigdy w historii niepróbowany. Koalicja CDU/CSU – Lewica? Absolutnie wykluczona. Może więc coś zupełne nowego? Na przykład rząd mniejszościowy? Spoisty (bo niekoalicyjny) i potrzebujący do przeforsowania ustawy zaledwie 5 z 319 posłów opozycji. Bo przecież w tak sprawnej i okrzepłej demokracji jak niemiecka rzadko się zdarza, by ustawy były przepychane przy totalnym sprzeciwie całej opozycji.

Takie rozwiązanie lansuje wicenaczelny „Sueddeutsche Zeitung” Heribert Prantl. Opcją są również ponowne wybory. O tym w Niemczech na razie nikt nie mówi. Bo takie rozwiązanie byłoby pewnie uznane za klęskę niemieckiego parlamentaryzmu. Ale na końcu ich perspektywa (nawet niewypowiedziana) może podziałać orzeźwiająco. I przełamać uprzedzenia podczas koalicyjnych negocjacji, które będą się pewnie ciągnęły przez kilka następnych dni.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj