Woś: Koniec mitu o niewinności Deutsche Banku

Rafał Woś
Rafał Woś/Dziennik Gazeta Prawna
Jeszcze do niedawna Deutsche Bank był dla Niemców czytelnym symbolem, że ich gospodarka gra w ekstraklasie globalnego biznesu. Dziś niemal każdy tydzień przynosi nową falę medialnej krytyki wymierzoną we frankfurckiego giganta. Co się stało?

Na początek małe kalendarium. Rok 1870. Rzutkiemu przedsiębiorcy Adelbertowi Delbrueckowi udaje się zgromadzić inwestorów potrzebnych do realizacji nowatorskiego biznesplanu. Chodzi o stworzenie banku, który pozwoli niemieckim przemysłowcom robić interesy na innych kontynentach. I wyeliminować w ten sposób z gry kosztownych pośredników z londyńskiego City. Pomysł zaskakuje. Deutsche Bank rośnie i rośnie. Ale prawdziwa ekspansja rusza dopiero ponad sto lat później. Na przełomie lat 80. i 90. XX wieku frankfurtczycy serią agresywnych przejęć (Morgan Grenfell, Sharps Pixley) wchodzą do absolutnej czołówki światowego systemu finansowego. Od tamtej pory rządzą m.in. na globalnym rynku handlu złotem oraz dewizami. Mocno rozpychają się na amerykańskim rynku bankowości inwestycyjnej. W Niemczech już i tak rządzą niepodzielnie (15 proc. rynku).

Niemcy od lat doskonale wiedzą, że Deutsche jest perełką w koronie ich gospodarki. Kolejni szefowie frankfurckiego to ważni gracze tamtejszego życia publicznego. Mają dostęp do ucha kolejnych kanclerzy i ministrów.

Odwdzięczają się, podkreślając na każdym kroku, że choć akcjonariat zagraniczny sięga 50 proc., to DB zawsze pozostanie bankiem „niemieckim”. Pod wodzą charyzmatycznego Josefa Ackermanna (2002–2012) Deutsche notuje wyniki wręcz fenomenalne. I wydaje się (podobnie jak cała niemiecka gospodarka) jakby odporny na szalejący wszędzie wokół kryzys finansowy. Po odejściu Ackermanna za sterami zasiada korporacyjne cudowne dziecko Anshu Jain. Sympatyczny szpakowaty Hindus pojawiający się nawet na najważniejszych biznesowych spotkaniach ze zwyczajnym turystycznym plecaczkiem odpowiedzialny był przez lata za bankowość inwestycyjną, a więc momentami 90 proc. zysków całej instytucji.

I wtedy coś pęka. Ostatnio nie ma właściwie miesiąca, by niemieckie media nie pisały o kolejnym skandalu związanym z funkcjonowaniem największego niemieckiego banku. Oskarżenia o manipulowanie przy cenie złota oraz kursach walut. Pomaganie co bardziej majętnym klientom w uciekaniu przed fiskusem. Wreszcie okładkowy tekst „Spiegla” o tym, że to Deutsche Bank był najbardziej aktywny przy nadmuchiwaniu bańki na amerykańskim rynku nieruchomości. Tej samej, która pękła w latach 2007–2008. Wszystkie te doniesienia pokazały Niemcom jedno. Że ich Deutsche gra tak samo (a może nawet ostrzej) niż wilki z City oraz Wall Street. I w tym sensie jest tak samo odpowiedzialny za wybuch obecnego kryzysu ekonomicznego.

Zdaniem niemieckich mediów ten kryzys zaufania nie ujdzie na sucho ani DB, ani innym. Bo zaowocuje pewnie zmianą polityki wobec całego sektora bankowego. W ostatnich kilkunastu latach lobby bankowe nie miało większych trudności w utrącaniu co bardziej ostrych rozwiązań i regulacji wymierzonych w sektor finansowy. Teraz – gdy mit o niewinności DB legł ostatecznie w gruzach – będzie o to już dużo, dużo trudniej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraWoś: Koniec mitu o niewinności Deutsche Banku »
Tematy: finanse
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj