Jak twierdzi sam Björn Ulvaeus, ekscentryczne stroje estradowe były pokłosiem walki z fiskusem o zwrot podatku VAT za zakup „firmowych ubrań”, które musiały spełniać określone standardy. Czy istnieje jeszcze ratunek dla przyszłych pokoleń artystów?

Kwestia rozliczeń podatkowych kultowego zespołu ze Szwecji z pewnością nie jest przypadkiem odosobnionym. Podobnych ekscesów z urzędami skarbowymi w tle można doszukać się wszędzie tam, gdzie skomplikowane i niejednoznaczne prawo podatkowe prowadzi do nadużyć ze strony administracji państwowej. Podatek VAT i interpretacja słuszności jego zwrotu, jak nic innego tworzy dogodne warunki dla rozwoju urzędniczych dążeń separatystycznych, objawiających się nieustającymi napięciami na linii podatnik – „skarbówka”.

Zadziwiającym pozostaje fakt, że konieczność istnienia tej formy państwowej daniny w zasadzie nigdy nie jest kwestionowana w debacie publicznej, a okazuje się, że jej likwidacja mogłaby stanowić istotny impuls rozwoju krajowego popytu oraz eksportu produktów zagranicę, poprzez redukcję ceny finalnej danego produktu. Również początkująca grupa muzyczna, jaką niegdyś była ABBA, mogłaby pozwolić sobie na droższą, nieco bardziej stonowaną stylistykę oderwaną od gustu fiskusa.

Trudno nie docenić troski szwedzkiego urzędu skarbowego o wysoki poziom występów artystycznych, tak samo jak nie należy spodziewać się całkowitej rezygnacji administracji publicznej z gigantycznych środków wpływających do państwowego budżetu z tytułu VAT. Jednak kompromis, który niedawno dokonał się zarówno w Chinach, jak i Austrii, przyniósł „niespodziewane” rezultaty. Wyraźna redukcja rzeczonego podatku przyniosła m.in: mniejsze bezrobocie, nowe inwestycje, a także…wzrost wynagrodzeń napędzający konsumpcję.

„Money, money, money.” – brzmi tytuł popularnego utworu ABBY. Czy wyraża on zadowolenie z odpisu podatkowego za „firmowe ubrania”, fani najprawdopodobniej już nigdy się tego nie dowiedzą.