Pekin boi się, że wolność z Hongkongu rozleje się na całe Chiny

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
1 października 2014, 15:21
Hongkong, Chiny.
Hongkong, Chiny. /ShutterStock
Władza w Pekinie obchodzi święto narodowe, a demonstranci w Hongkongu żądają zmian. Chcą mieć wpływ na wybór szefa lokalnej administracji.

Zostało im to obiecane pod koniec lat 90. XX wieku, kiedy Hongkong przestał był kolonią brytyjską. Zbliża się 2017 rok i ludzie domagają się, żeby te wolne wybory się odbyły - mówi ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Artur Gradziuk.

Prawo wyborcze, które ogłoszono pod koniec sierpnia zakłada, że każdy mieszkaniec Hongkongu będzie miał możliwość wyboru, ale tylko z kandydatów zaakceptowanych przez specjalną komisję wyborczą - wyjaśnia ekspert. Stąd pojawiają się zarzuty niedotrzymywania wcześniejszych obietnic.

Protesty w Hongkongu budzą skojarzenia z Placem Tiananmen. Artur Gradziuk wyjaśnia, że 25 lat temu na protesty w Pekinie dotyczyły różnych aspektów społecznych m.in. drożyzny czy dostępu do opieki zdrowotnej. W Hongkongu postulaty dotyczą tylko jednej sprawy, wyborów,planowanych na 2017 rok - mówi ekspert.

Jak wyjaśnia analityk, Hongkong ma pewną autonomię. Pekin z niepokojem obserwuje sytuację. Zbyt dużo wolności w Hongkongu może przyczynić się do apeli o zwiększenie poziomu demokracji we właściwych Chinach.

Ekspert uważa, że rząd nie będzie próbował tłumić protestów siłą.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj