Trudno jednoznacznie wytłumaczyć ten ruch – raczej wpisuje się to w kanwę pewnej przypadkowości ruchów w końcu roku. Bo w kwestii fundamentalnych oczekiwań względem dolara nic się nie zmieniło. Dane z USA, które poznaliśmy po południu, były w zasadzie zgodne z oczekiwaniami. Indeks cen nieruchomości S&P Case-Shiller wzróśł w październiku o 4,5 proc. r/r (dane dla 20-metropolii), a publikowany o 16:00 wskaźnik Conference Board, który obrazuje indeks zaufania konsumentów wyniósł w końcu grudnia 92,6 pkt. Tutaj oczekiwano 93 pkt.
Ciekawie zachowywał się EUR/USD, który próbował podnosić się w górę niezależnie od negatywnych danych nt. wstępnej inflacji konsumenckiej w Hiszpanii za grudzień. Analogiczne dane dla Niemiec i dla całej strefy euro, poznamy dopiero w tygodniu po 4 stycznia. Niemniej już w piątek warto będzie zerknąć na ostateczne odczyty przemysłowych indeksów PMI dla strefy euro za grudzień. Równie ważne będą odczyty z Polski i Wielkiej Brytanii. Dzień zakończy publikacja kluczowego indeksu ISM dla amerykańskiego przemysłu.
Na wykresie EUR/USD widać kolejną próbę powrotu ponad naruszony poziom wsparcia 1,2163. W szerszym ujęciu to jednak niewiele zmienia. Trend spadkowy nadal pozostaje dość silny. Jedyny pozytyw to fakt, że na razie obroniona została linia trendu oparta o minimum z 2005 r., która przebiega w okolicach 1,2120. Silny opór to okolice 1,2220 (górne ograniczenie wcześniejszej kilkudniowej konsolidacji). O powrót poniżej 1,2163 w ciągu kilkunastu godzin może być jednak łatwo. Średnioterminowy ważny poziom można wskazać w rejonie 1,2040 (minimum z 2012 r.)
