Jeżeli oczekujesz, że ceny żywności zaczną spadać, przestajesz jeść? Jeśli spodziewasz się, że ceny mieszkań pójdą w dół, będziesz mieszkał na ulicy i spał na kartonowych pudłach? O deflacji, inflacji i wzrośnie gospodarczym pisze Mark Gilbert, felietonista Bloomberga.

Steve Stanek jest jednym z wielu czytelników, którzy w ostatnich tygodniach wysyłają mi maile w sprawie deflacji. „Nie mogę zrozumieć, dlaczego deflacja jest postrzegana jako gorsza od inflacji” – pisze 59-letni były konsultant ds. komunikacji korporacyjnej z Illinois. „Inflacja nagradza kredytobiorców i karze oszczędzających oraz ludzi o stałych dochodach. Deflacja nagradza oszczędzających i ludzi ze stałymi dochodami, karze pożyczkobiorców. Jestem już zmęczony znajdowaniem się po przegranej stronie. Oszczędzałem zamiast pożyczać i wydawać”.

Cóż Steve, typowa książkowa definicja, której słuchania zapewne masz już dość (a ja zaczynam mieć dość jej przytaczania) mówi o tym, że gdy ceny produktów i usług spadają przez dłuższy czas, racjonalni konsumenci będą odkładać zakupy na później, ponieważ będą spodziewać się, że w przyszłości będą mogli kupić je jeszcze taniej. Tak nakręca się spirala cenowa.

Reklama

>>> Czytaj też: Deflacja w Polsce się pogłębia. GUS podał najnowsze dane

Steve i wielu innych ludzi nie kupuje jednak tej teorii. „Jeżeli oczekujesz, że ceny żywności zaczną spadać, przestajesz jeść? Jeśli spodziewasz się, że ceny mieszkań pójdą w dół, będziesz mieszkał na ulicy i spał na kartonowych pudłach? Jeśli czekasz na dalsze obniżki cen odzieży, zaczniesz chodzić nago?” – pyta Steve.

Z pewnością nie chcemy głodnych, bezdomnych, szwendających się po ulicach Steve’ów. Jednak teoretycznie właśnie taki scenariusz zdają się sugerować ostatnie dane o inflacji z całego świata.

Zgodnie z ekonomicznymi teoriami, wydatki konsumentów powinny zostać niebawem drastycznie ograniczone. Jak to się ma do tego, co tak naprawdę dzieje się w realnym świecie, gdy pojawia się deflacja? Przykładem jest Hiszpania, w której inflacja znajdowała się poniżej zera przez sześć miesięcy z rzędu. Teoretycznie więc pół roku deflacji powinno zabić wydatki konsumentów. Wszyscy przecież czekali na dalszy spadek cen, prawda?

Nieprawda. Na tabeli obok został porównany oficjalny wskaźnik inflacji w Hiszpanii i dane o konsumpcji (aktualne i prognozowane) z OECD. Zanotowany w trzecim kwartale 2014 roku 3,3-procentowy wzrost konsumpcji wewnętrznej w Hiszpanii był najwyższym zanalizowanym wzrostem od 2007 roku – wynika z szacunków Deutsche Banku. Bilal Hafeez, szef działu globalnych strategii walutowych w tym banku, jeszcze bardzie zagłębia się w historię gospodarki. Przeanalizował 200 lat średniego wzrostu gospodarczego i inflacji w 30 krajach świata, by sprawdzić, jak radzą sobie gospodarki, gdy zmiany cen są nienaturalnie niskie lub wysokie:

"Wzrost gospodarczy był równy zarówno w okresach inflacyjnych, jak i deflacyjnych – wynosił 1,6 proc. Globalne dane z ostatnich dwóch wieków pokazują więc, że w kontekście wzrostu gospodarczego nie istnieją przesłanki, które sugerowałyby, że inflacja jest lepsza od deflacji".

Nie jestem wystarczająco mądry ( albo być może wystarczająco głupi), by kłócić się z tą ekonomiczną ortodoksją, jednak obecne tło spadających cen wydaje się wspierać optymizm konsumentów, zamiast napełniać ich obawami o przyszłość. W Stanach Zjednoczonych wskaźnik ufności konsumenckiej wzrósł do najwyższego poziomu od 11 lat – wynika ze styczniowych danych University of Michigan. W Niemczech, wskaźnik nastrojów inwestorów ZEW znajduje się na 11-miesięcznych szczytach, mimo, że Bundesbank ogłosił we wtorek, że tegoroczne prognozy inflacji muszą zostać mocno obniżone.

Z cała pewnością nie pozwoliłem, by perspektywa deflacji hamowała mój konsumpcjonizm. Kupiłem nowego iPad’a na Święta, choć wiem, że niedługo na rynku pojawi się lepszy i tańszy model. Uznałem, że wolę dziś mieć tablet w ręce niż czekać wiele miesięcy, by oszczędzić kilka dolarów. I wydaje mi się, że robi tak większość ludzi. Jak podkreśla Deutsche Bank, w latach 1992-2010 konsumenci z uprzemysłowionych państw trzykrotnie zwiększyli zakupy komputerów, telewizorów i aparatów fotograficznych. Właśnie dlatego, że ich ceny spadały.

>>> Polecamy: Koszmar hiperinflacji wygrywa z deflacją. Polaków nie przekonuje spadek cen

Biorąc pod uwagę cenowe trendy na rynku, wygląda na to, że znajdziemy się w środku wielkiego eksperymentu gospodarczego, który pokaże, co dzieje się ze wzrostem gospodarczym i zachowaniem konsumentów, kiedy szaleje deflacja. Pozwolę jednak Steve’owi zabrać ostatni głos w tej dyskusji: „Jestem pewien, że deflacja wywoła wielkie zamieszanie, dlatego, że przez całe dekady polityka rządów zachęcała nas do pożyczania pieniędzy zamiast oszczędzania – także w przypadku samych państw. To właśnie dlatego 100-dolarowy banknot jest ma dziś mniejszą siłę nabywczą niż 20-dolarowy banknot wtedy, gdy kończyłem studia w latach 70. Bardzo bym chciał, żeby moje pieniądze były warte coraz więcej, a nie coraz mniej”.

Inflacja na świecie - dane za grudzień / Bloomberg