Światowy rynek ubezpieczeń dotkliwie odczuł konsekwencje rozprzestrzeniania się koronawirusa. Włodzimierz Pyszczek, dyrektor ds. kluczowych klientów w Marsh Polska wskazuje, że wybuch pandemii spowodował dużą falę szkód ubezpieczeniowych. Przede wszystkim wśród dużych przedsiębiorstw. Na świecie klienci Marsh zgłosili ponad 10 000 szkód. Dotyczyły ubezpieczeń majątkowych i przerw w działalności gospodarczej, ubezpieczeń z tytułu odwołania imprez, ubezpieczeń związanych z podróżowaniem oraz transportem.

W dalszej kolejności następuje fala roszczeń związanych z odpowiedzialnością cywilną i nienależytym wykonaniem kontraktu oraz odpowiedzialnością cywilną pracodawcy. W dłuższej perspektywie do tej grupy dołączają szkody związane z ubezpieczeniem odpowiedzialności menedżerów za prawidłowe zarządzanie firmą, a także ubezpieczenia ryzyka cybernetycznego. Lloyd’s of London spodziewa się wypłat odszkodowań na poziomie 4,3 mld dolarów, jeśli chodzi o szkody związane z pandemią koronawirusa. Jednocześnie szacuje, że ostateczny poziom odszkodowań wypłaconych przez całą branżę sięgnie historycznej kwoty ponad 200 mld dolarów.

Tego rozmiaru szkodowość nie może pozostać bez wpływu na rynek ubezpieczeniowy. Na świecie można spodziewać się zmian w oferowanych warunkach ochrony (w szczególności różnego rodzaju wyłączeń szkód związanych z COVID-19, chorobami zakaźnymi, klęskami naturalnymi), wnikliwszej analizy ryzyka na etapie zawierania umów (np. weryfikacji posiadania przez firmy planów ciągłości działalności), a także wzrostu cen ubezpieczeń.

Branża wytrzyma, ale sprzedaż się zmieni

W Polsce branża ubezpieczeniowa jest bardzo dobrze dokapitalizowana i powinna przetrwać pandemię bez większego szwanku, choć niewykluczona jest konsolidacja rynku. W niektórych firmach koronawirus miał bezpośrednie przełożenie na sprzedaż polis oraz szkodowość. Tak jest w polisach turystycznych, gdzie spadek sprzedaży na pewno będzie widoczny. Generalnie ubezpieczenia nieobowiązkowe nie są traktowane jako produkty pierwszej potrzeby i w czasie kryzysu można spodziewać się przejściowego zmniejszenia sprzedaży.

Reklama

Zaskoczeniem jest sytuacja w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Wydawało się, że ograniczenie ruchu drogowego w czasie przymusowej izolacji wpłynie znacząco na liczbę szkód, tymczasem okazało się, że o ile na początku pandemii rzeczywiście szkód było mniej, o tyle jednocześnie wzrosła ich średnia wartość. Prawdopodobnie dlatego, że mniejsze natężenie ruchu spowodowało bardziej brawurową jazdę. Po kilku tygodniach lockdownu liczba wypadków i kolizji właściwie wróciła do normy.

„Jeśli chodzi o zachowania klientów, to zaobserwowaliśmy, że szukają tańszych produktów, natomiast nie rezygnują z ochrony. To kluczowa kwestia, bo szkody będą się zdarzały niezależnie od tego, czy gospodarka wejdzie w głęboki kryzys, czy też nie. Dlatego istotne jest zachowanie ochrony ubezpieczeniowej” – zauważa Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

W sferze cenowej i produktowej na pewno zajdą zmiany, ale nie wszystkie są jeszcze widoczne. Wzrasta zainteresowanie ubezpieczeniami zdrowotnymi i na życie, zarówno ze strony klientów indywidualnych, jak i korporacyjnych. Szczególnie w ubezpieczeniach życiowych pojawiła się nadzieja na odwrócenie trendu spadkowego, który był widoczny w ostatnim dziesięcioleciu. Wartość przypisanej składki brutto zmalała z 30,3 mld zł w 2009 r. do 21,3 mld zł w 2019 r.

Po dwóch miesiącach trwania pandemii AXA zleciła przeprowadzenie ankiety, która przyniosła nadzieję ubezpieczycielom życiowym. Jej wyniki pokazały, że osoby deklarujące posiadanie jakiegoś ubezpieczenia, chcą tak rozszerzyć ochronę, żeby zapewniała świadczenie na wypadek zachorowania, pobytu w szpitalu albo utraty pracy. Jednak aż dla 76 proc. respondentów obecna sytuacja nie była impulsem do pomyślenia o zakupie ubezpieczenia na życie. Od lat największą barierą są kwestie finansowe. Badani uważają, że ubezpieczenia są za drogie, że nie mają oni wolnych środków na ich zakup albo nie chcą podejmować takiego zobowiązania finansowego.

"Aż dla 76 proc. respondentów obecna sytuacja nie była impulsem do pomyślenia o zakupie ubezpieczenia na życie. Od lat największą barierą są kwestie finansowe."

Jak mówi Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, powstają nowe produkty lub dodatkowe warianty dotychczasowych, uwzględniające przede wszystkim ryzyka związane z COVID -19 czy nawet ogólnie z chorobami zakaźnymi. Wzrosło też zainteresowanie ubezpieczeniami od zagrożeń cybernetycznych, które pierwszą falę popularności przeżyły po wejściu w życie RODO. Teraz masowa praca zdalna uświadomiła wielu przedsiębiorcom znaczenie zabezpieczenia systemów informatycznych nie tylko przed bezpośrednimi atakami hackerskimi, ale też wyciekami danych spowodowanymi błędami ludzkimi. „Spodziewam się też, że już niedługo powstaną odpowiednie produkty przeznaczone dla klientów indywidualnych, chroniące przed negatywnymi skutkami obecności w sieci” – przewiduje Łukasz Zoń.

Pandemia miała też duży wpływ na ubezpieczenia, jeśli chodzi o codzienną obsługę klienta. W ciągu pierwszego tygodnia lockdownu branża przeszła na obsługę zdalną i sprawnie sobie z tym poradziła.

Klienci są rozczarowani

Brokerzy ubezpieczeniowi dostrzegają aspekt, o którym sami ubezpieczyciele milczą: klienci często czują się rozczarowani i zaskoczeni brakiem ochrony w przypadku szkód spowodowanych pandemią. Literalne brzmienie ogólnych warunków ubezpieczenia oraz klauzul najczęściej pozbawiają wątpliwości, czy straty z tego tytułu są objęte ochroną, ale celem ubezpieczeń jest zabezpieczenie na wypadek różnego rodzaju katastrof. Pandemię można zaliczyć do sytuacji katastroficznych, a mimo to polisy ubezpieczeniowe w przeważającej większości nie okazały się pomocne. Problemem są zwłaszcza odszkodowania dla przedsiębiorców za przestój spowodowany przyczynami innymi niż awaria czy wypadek.

Niewykluczone, że to się zmieni. Jak mówi Anna Zalewska, dyrektor Działu Ubezpieczeń Majątkowych w Willis Towers Watson, dyskusję branżową wywołał fakt, że od lat zgodnie ze standardem rynkowym do uruchomienia polisy od utraty zysku (Business Interruption – BI) musi zaistnieć szkoda stricte majątkowa, np. pożar czy zalanie. Klienci nauczeni doświadczeniem pandemii deklarują zainteresowanie ofertą, gdzie wyzwalaczem dla polisy BI nie musiałaby być szkoda majątkowa. To z kolei stanowi duże wyzwanie dla rynku ubezpieczeniowego, gdyż trudno opierać się tu na jakichkolwiek statystykach, a co za tym idzie, wyliczyć taryfę i kalkulować składkę za udzielenie ochrony. Niezależnie od powyższego, rynek i pośrednicy ubezpieczeniowi zapewne będą szukali nowych rozwiązań dopasowanych do potrzeb klientów. Spowoduje to wzrost łącznej wartości odszkodowań, co zawsze odbija się na cenach. Z drugiej strony, ryzyko to może wejść do kanonu ochrony w ramach ubezpieczeń od utraty zysku, co też będzie musiało mieć odzwierciedlenie w składce.

Ubezpieczycieli mogą też czekać żądania wypłat odszkodowań w zakresach, w których do tej pory nie było roszczeń, a które są związane z odpowiedzialnością cywilną. „Najmniej docenianym zagrożeniem na polskim rynku są roszczenia pracownicze wynikające z niedostatecznych praktyk pracodawcy mających na celu zapewnienie pracownikom bezpiecznego środowiska pracy. Są w Polsce takie przedsiębiorstwa, których spora część pracowników została zarażona koronawirusem. Czy rozważą roszczenia wobec pracodawcy, czy wykażą jego odpowiedzialność? Są ku temu przesłanki. Dodatkowo to dobry przykład, gdzie mogłyby mieć zastosowanie procedury pozwu zbiorowego. W takiej sytuacji jest się czego obawiać” – mówi Sylwia Kozłowska, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń OC Willis Towers Watson.

Regina Skibińska

Źródło nieznane