Wiceszef resortu klimatu i środowiska podczas konferencji w Cigacicach (lubuskie) zapewnił, że nie są prawdziwe informacje, jakoby nie przeprowadzono badań wody po stwierdzeniu zjawiska śniecia ryb w Odrze. Podkreślił, że Inspekcja Ochrony Środowiska zareagowała od razu po otrzymaniu informacji o tym fakcie.

"Mamy najprawdopodobniej do czynienia z popełnieniem przestępstwa polegającym na tym, że wprowadzono do wody substancję, która wywołuje śmierć ryb i innych organizmów. To w tej chwili jest weryfikowane" - powiedział Ozdoba.

Reklama

Wiceminister wyjaśnił, że aby wyjaśnić przyczynę śnięcia ryb zostały pobrane próbki wody. Poinformował ponadto, że w czwartek do specjalistycznego laboratorium w Puławach trafiły też próbki ryb jakie zostały wyłowione z rzeki. "Będzie w stanie zero jedynkowo co było przyczyną śnięcia ryb" - dodał.

Wcześniej na Twitterze Ozdoba informował, że kto zanieczyszcza wodę substancją, powodując zagrożenie dla środowiska lub życia i zdrowia ludzi, popełnia przestępstwo z art. 182 Kodeksu Karnego. "Obecnie, za czyn ten, grozi kara p.w. od 3 miesięcy do lat 5. Dzięki przyjętej nowelizacji będzie zagrożony karą więzienia od 6 miesięcy do lat 8" - zwrócił uwagę.

MI: Badania wody z Odry zostaną udostępnione w ciągu tygodnia

Wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski uczestniczył w konferencji prasowej w Cigacicach, dotyczącej zanieczyszczenia Odry.

"Na szczęście dzięki rybakom, dzięki wędkarzom i Wodom Polski, dzięki samorządowcom udało się Wojewódzkiemu Inspektorowi Ochrony Środowiska i Wodom Polskim we Wrocławiu, Opolu i Zielonej Górze uruchomić odpowiednie służby, tak byśmy mogli wziąć próbki tej skażonej wody do badania. Zaręczam, że te wszystkie badania będę udostępnione maksymalnie w ciągu tygodnia. (...) Mówi się o Oławie, mówi się o Wrocławiu, o Kędzierzynie-Koźlu, mówi się o Azotach. Nie chcę teraz mówić o winnych tego wszystkiego, ponieważ jeszcze nie wiemy kto jest winny, natomiast ilość śniętych(...) ryb w Odrze to nie jest normalna sytuacja, która zdarza się co roku" - podkreślił Grzegorz Witkowski.

Zaznaczył, że "nie po to wydajemy kilka milionów złotych na zarybianie, na zabezpieczenie ekologiczne polskich rzek, aby ktoś; czy samorząd, czy przedsiębiorstwo, czy państwowe, czy prywatne bezkarnie mogło zatruwać polskie rzeki. Wydajemy 10 mln zł rocznie na zagospodarowanie Wisły, Odry, Pilicy, Narwi, Sanu i to wszystko poszło właśnie dzisiaj do Bałtyku z rybami śniętymi. Odpowiedzialność ponoszą ci wszyscy, którzy to zrobili - stwierdził Witkowski

Prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Przemysław Daca poinformował w środę, że pracownicy Wód Polskich RZGW we Wrocławiu dostali sygnały o tym, że w okolicach Oławy jest bardzo dużo śniętych ryb już 26 i 27 lipca br. Informację tę podał Polski Związek Wędkarski.

"Pojechali tam na miejsce (...) i bezzwłocznie zawiadomili Policję i przede wszystkim GIOŚ we Wrocławiu. Następnie porozumieli się z Polskim Związkiem Wędkarskim, z który mamy podpisaną umowę o dzierżawę obwodu rybackiego. To Polski Związek Wędkarski na podstawie tej umowy był zobowiązany do tego, żeby usunąć te ryby. Nasi pracownicy pomagali, pomagali również wolontariusze. Zebrane zostało około 200 worków po 30 kg, (...) około 5 ton śniętych ryb - opisywał zdarzenie podczas konferencji Przemysław Daca.

Wody Polskie: Z Odry wybrano 10 ton martwych ryb

Prezes Państwowego Gospodarstwa Wodnego Wody Polskie Przemysław Daca wziął udział w czwartkowej konferencji ws. zanieczyszczenia Odry.

"Sytuacja jest naprawdę bardzo poważna i wszyscy się powinniśmy skupić na tym, żeby to rozwiązać. Z punktu widzenia Wód Polskich doszło do naprawdę bardzo poważnej katastrofy ekologicznej. Zaczęła się pomiędzy 26 a 27 lipca w okolicach Oławy i ta fala trucizny, bo prawdopodobnie mamy do czynienia z trucizną, doszła do ujścia rzeki Warty" - stwierdził Przemysław Daca.

Zaznaczył, że pracownicy, ale przede wszystkim Polski Związek Wędkarski, jak również ochotnicy, wybrali z rzeki 10 ton martwych ryb. "To pokazuje, ze mamy do czynienia z gigantyczną i bulwersującą katastrofą ekologiczną" - dodał.

"Z pierwszych wyliczeń dotyczących szkód środowiskowych, przede wszystkim na rybach, to możemy mówić o kosztach rzędu kilkunastu milionów złotych" - podkreślił. Przypomniał, że państwo w ciągu 2 lat zarybiło węgorzem Odrę za 2 mln zł, a Polski Związek Wędkarski w ciągu roku za ponad milion złotych. "Prawdopodobnie ten narybek nie przeżył" - dodał.

"A tutaj ktoś, kto myśli, że jest bezkarny, kto truje naszą polską rzekę, doprowadza do katastrofy. Jestem tym zbulwersowany i oczekuję, że zostanie znaleziony truciciel i zostanie przykładnie ukarany. Bo do momentu, kiedy nie będziemy karać przykładnie takich trucicieli, takie rzeczy będą się powtarzać" - ocenił.

Zaznaczył, że sytuacja ta jest od samego początku wykorzystywana do hejtu i ataku politycznego. "Nie jest prawdą, że Wody Polskie od samego początku nic nie robiły. Wystarczy rzucić okiem na strony internetowe RZGW we Wrocławiu, Gliwicach czy w Szczecinie. Tam są cały czas podawane komunikaty" - wyjaśnił.

Podkreślił, że pierwszy raz z ministrem i głównym inspektorem ochrony środowiska spotkali się już 3 sierpnia podczas sztabu kryzysowego. "Moi pracownicy zgłosili bezzwłocznie do wojewódzkich inspektorów ochrony środowiska, którzy od tamtej pory prowadzą na bieżąco badania oraz monitoring, zgłosiliśmy to także na policję" - zaznaczył.

"Wody Polskie nie są od tego, żeby badać próbki i szukać winnych, od tego są inne służby. Liczę, że te służby się wykażą i odpowiednio ukażą" - podkreślił.

Wiceszefowa GIOŚ: Zanieczyszczenia w Odrze mogą być pochodzenia przemysłowego

Magda Gosk zapewniła, że Inspektorzy Inspekcji Ochrony Środowiska po otrzymaniu pierwszych sygnałów w terenu woj. dolnośląskiego przystąpili do poboru prób wody w Odrze. Próby pobierane są w sposób ciągły, codziennie. "Badamy jakość wód rzeki Odry na terenie pięciu województw, przez które ta rzeka przepływa" - podkreśliła.

Jak wyjaśniła, oprócz tego, że prowadzone są pobory wody, analizowane wyniki, również podjęte zostały działania monitorujące. "Codziennie wody rzeki Odry są monitorowane z wody i z powietrza. Robimy obloty dronem, po to, żeby wykryć potencjalne źródła zanieczyszczeń, jak również po to, żeby ustalić, jaki jest stan i z jaką dynamiką przemieszczają się śnięte ryby" – powiedziała.

Oznajmiła, że "dodatkowo inspektorzy ochrony środowiska w każdym z województw analizują potencjalne źródła zanieczyszczenia, które – wszystko wskazuje na to – mogą być pochodzenia przemysłowego".

"Analizujemy, które z substancji chemicznych mogły wywołać taki skutek, a przypomnę (…) odnotowujemy w wodach rzeki Odry nietypowe na tę porę roku wysokie natlenienie wody, co wskazuje na substancję utleniającą i w tym kierunku prowadzimy postępowanie, które ma na celu ustalenie, jaka to substancja i przede wszystkim, kto i gdzie wpuścił do Odry tę substancję" – powiedziała wiceszefowa GIOŚ.