Farmy wiatrowe na Bałtyku to najgorętszy obecnie temat w polskiej energetyce. Rząd liczy gigawaty mocy, jakie zostaną zainstalowane w polskiej strefie brzegowej, a największe koncerny intensywnie pracują nad przygotowaniem swoich projektów do realizacji. „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.” zakłada, że za 20 lat na Bałtyku ma być zainstalowanych od 8 do 11 GW mocy. Za 10 lat ma być to 5,9 GW. Pierwsze farmy wiatrowe na polskim morzu zgodnie z zapowiedziami pojawią się już w 2023 r. i będą powstawać sukcesywnie aż do 2033 r.

To się opłaca

Nie wiemy dziś, w jakim kierunku będzie się rozwijała elektroenergetyka w najbliższych dekadach, bo nie można wykluczyć jakichś wynalazków, które zrewolucjonizują tę dziedzinę, by wspomnieć tylko rozwój technologii wodorowych. Wiele wskazuje jednak na to, że morska energetyka wiatrowa na długo stanie się ważnym elementem miksu energetycznego. Dotyczy to również Polski.

Offshore jest uznawany obecnie za najefektywniejsze bezemisyjne źródło odnawialnej energii. Powody są oczywiste – po pierwsze na morzu ograniczenia środowiskowe są zdecydowanie mniejsze niż te, z którymi mamy do czynienia na lądzie. Tam nawet największe wiatraki nikomu nie przeszkadzają, nikomu nie zasłaniają widoku. Zatem niemal 200-metrowa wieża turbiny – a o takich wysokościach mówimy w przypadku największych farm wiatrowych – nie budzi emocji. To oznacza możliwość zainstalowania znacznie większych mocy.

Drugi powód jest – można powiedzieć – klimatyczny. Otóż na morzu częściej wieje. Dlatego farmy offshore są znacznie efektywniejszym źródłem energii niż ich lądowe odpowiedniki i – mimo większych kosztów inwestycji – są coraz atrakcyjniejsze także pod względem biznesowym.

Alternatywa dla węgla

Europa musi szybko redukować emisje dwutlenku węgla, by do 2050 r. osiągnąć neutralność klimatyczną. W przypadku naszego kraju, ze względu na historycznie ukształtowaną strukturę energetyki, wyzwanie jest większe, dlatego naturalne jest, że zwracamy uwagę w kierunku Bałtyku. Jest on jednym z najlepszych na świecie akwenów, jeśli chodzi o warunki dla offshore’u. Jest stosunkowo płytki i są na nim niskie fale, co ułatwia budowę i eksploatację wiatraków, a jednocześnie wieją na nim wiatry gwarantujące efektywność przedsięwzięcia. Nawet jego niskie zasolenie działa na rzecz instalacji morskich. Trudno nie wykorzystać takiego potencjału.

Obecnie do budowy farm wiatrowych na Bałtyku przymierzają się największe polskie koncerny. Polska Grupa Energetyczna. PGE i duński Orsted podpisały umowę o utworzeniu spółki joint venture dla budowy dwóch morskich farm. Orsted obejmie połowę udziałów w projektach PGE Baltica 3 oraz Baltica 2 za 657 mln zł. Zamknięcie transakcji jest przewidywane w I kw. 2021 r., pod warunkiem uzyskania zgody regulatora. Najbardziej zaawansowany z projektów – Baltica 3, może zacząć produkować energię elektryczną w 2026 r. Ma planowaną moc rzędu 1 GW. Baltica 2 ma mieć moc rzędu 1,5 GW.

Morska elektrownia Orlenu

Jednym z najdynamiczniej rozwijanych jest projekt PKN Orlen. Ma mieć moc do 1,2 GW, to więcej niż oddane w ostatnich latach najnowsze konwencjonalne bloki energetyczne w Jaworznie i Kozienicach (odpowiednio 910 i 1075 MW). Pod koniec stycznia 2021 r. zdecydowano, że partnerem branżowym przy tym przedsięwzięciu będzie kanadyjska firma Northland Power. Obejmie ona docelowo 49 proc. udziałów w spółce odpowiedzialnej za projekt. Współpraca zakłada przygotowanie, budowę i eksploatację farmy.

Partner polskiego koncernu należy do grupy kapitałowej Northland, która rozwija, buduje i eksploatuje źródła energii elektrycznej z wykorzystaniem czystych i zielonych technologii. Wspólne przedsiębiorstwo zostanie utworzony na bazie spółki Baltic Power, która obecnie jest samodzielnie kontrolowana przez PKN Orlen.

W połowie marca zgodę na transakcje Orlenu z Kanadyjczykami i PGE z Duńczykami wydał Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Razem z sąsiadami

Energetyczny potencjał Bałtyku widzą również sąsiedzi. Jesienią ubiegłego roku została podpisana przez Komisję Europejską i ministrów Polski, Danii, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Niemiec i Szwecji „Deklaracja Bałtycka na rzecz Morskiej Energetyki Wiatrowej”, która inauguruje ścisłą współpracę krajów regionu Morza Bałtyckiego. Celem jest przyspieszenie rozwoju mocy wiatrowych na Bałtyku, skoordynowanie i zoptymalizowanie działań prowadzących do wykorzystania w pełni energetycznego i gospodarczego potencjału morza.

W ubiegłym roku kierunkową decyzję w sprawie rozwoju offshore podjął również litewski rząd. W planach jest budowa farmy wiatrowej o mocy do 700 MW. Ma wytwarzać 2,5–3 TWh energii elektrycznej rocznie, co stanowi 25 proc. aktualnego zapotrzebowania kraju. Wilno planuje ogłosić pierwsze przetargi na morską energię wiatrowej w 2023 r. Elektrownia powinna zacząć działać do 2030 r.

Nie wyklucza się współpracy w tej dziedzinie z Polską. W połowie marca odbyły się w tej sprawie polsko-litewskie rozmowy na szczeblu ministerialnym. – Litwa proponuje Polsce wspólną budowę morskich farm wiatrowych, które będzie można przyłączyć do podmorskiego kabla Harmony Link po zakończeniu procesu synchronizacji w 2025 r. – mówił po spotkaniu minister energetyki Litwy Dainius Kreivys, który spotkał się z ministrem klimatu i środowiska Michałem Kurtyką oraz pełnomocnikiem rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotrem Naimskim.

Praca dla wielu branż

Z szacunków Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej wynika, że już budowa 6 GW na Bałtyku (a docelowe plany są większe) stworzy 77 tys. miejsc pracy, wygeneruje ok. 60 mld zł wartości dodanej do PKB i 15 mld zł wpływów z tytułu podatków CIT i VAT.

PSEW zidentyfikowało ponad 100 polskich podmiotów, które z powodzeniem mogą zostać włączone w procesy przygotowania, budowy i eksploatacji farm wiatrowych w polskiej części Bałtyku. Według analizy z maja 2019 r., przedsiębiorstwa działające w tej branży w Polsce mogą dostarczyć do 50 proc. potrzebnych komponentów. Obecnie większość tych podmiotów jest nastawiona na eksport, natomiast skala ich działalności mogłaby być zdecydowanie większa, gdyby otworzył się dla nich rynek krajowy.

Do zrealizowania tak ogromnej inwestycji jak budowa morskich elektrowni potrzebny będzie odpowiednio przystosowany port do obsługi jednostek instalacyjnych oraz porty z przygotowanym zapleczem operacyjno-serwisowym. Projekty tej skali mają szansę zaktywizować wiele branż, w tym przede wszystkim portową i stoczniową. Potrzebna będzie np. znaczna liczba specjalistycznych jednostek pływających. Polskie biura projektowe mają już doświadczenie w ich projektowaniu, a stocznie w ich budowie.

Program rozwoju offshore jak każda nowa branża stworzy też nowe otoczenie biznesowe. Morskie farmy wiatrowe potrzebują, zarówno w okresie budowy, jak i późniejszej eksploatacji, wielu usług dodatkowych, takich jak baza hotelowa i gastronomiczna, transport morski i śródlądowy, dostawy paliw dla transportu morskiego i lądowego, dostawy energii, ubezpieczenia majątku i kontraktów czy szkolenia i certyfikacja.

Morskie farmy wiatrowe dadzą zatem polskiej gospodarce energię nie tylko dosłownie, ale i w przenośni.

Materiały prasowe