Ale to tylko jedna strona medalu. Drugą jest choćby fotowoltaiczny boom, który przełożył się na 5,5-krotną ekspansję wytwarzania ze źródeł słonecznych w zaledwie dwa lata. A to niejedyny widoczny w danych skok rozwojowy. Wbrew stereotypowi o „straconych latach” krwioobieg energetyczny kraju stale adaptował się do zmian w europejskich i światowych trendach, choć nie zawsze przyjęte kierunki przechodziły próbę czasu.
Reklama
W pierwszych latach po akcesji najszybciej rozwijającą się gałęzią polskiej energetyki była bioenergia, która - przede wszystkim w formule współspalania w jednostkach węglowych - umożliwiała energetyce korzystanie z unijnego wsparcia przy ograniczeniu do minimum nakładów inwestycyjnych. Pierwsza połowa drugiej dekady XXI w. to czas szybkiej ekspansji farm wiatrowych, zatrzymanej dopiero wprowadzeniem „mrożących” regulacji odległościowych, tzw. zasady 10H, uniemożliwiającej stawianie wiatraków w pobliżu domów. Ostatnie lata przyniosły lawinę dużych projektów gazowych, których sztandarowymi przykładami są opalane błękitnym paliwem bloki budowane w elektrowniach Dolna Odra czy Ostrołęka.
Głód transformacyjnego przyspieszenia widoczny jest po stronie przemysłu, który w imię zachowania konkurencyjności coraz częściej decyduje się na inwestycje we własne źródła bezemisyjne. Ale także w dokumentach strategicznych rządu, które ukazują się w coraz krótszych interwałach i coraz ambitniej kreślą miks przyszłości. O ile w przedstawionym w 2019 r. projekcie Polityki energetycznej Polski do 2040 r. (PEP2040) planowano na koniec dekady 56 proc. wytwarzania z węgla i udział OZE na poziomie niespełna jednej trzeciej, to dwa lata później dopuszczono już zastąpienie w perspektywie 2030 r. niemal połowy dzisiejszego wytwarzania bloków węglowych alternatywnymi źródłami. A już zapowiedziano aktualizację, która najprawdopodobniej jeszcze większą rolę do odegrania w transformacji przyzna źródłom odnawialnym kosztem niepewnego dziś gazu.
To wciąż mniej niż chcieliby najodważniejsi analitycy, którzy postulują odwrócenie dotychczasowych proporcji i sprowadzenie do końca dekady udziału opalanych surowcami kopalnymi jednostek w miksie do jednej trzeciej i zaspokajanie reszty zapotrzebowania z OZE oraz importu energii, ale kierunek zmian wydaje się coraz bardziej jednoznaczny. A obok tempa to właśnie brak spójności koncepcji planistycznych kolejnych ekip rządowych był jedną z największych transformacyjnych barier, utrudniających regulatorom doganianie rzeczywistości - w postaci nie tylko polityk unijnych, lecz także zmian zachodzących w gospodarce. Tak było choćby w przypadku przyrostu mocy w fotowoltaice, które już w zeszłym roku osiągnęły poziom prognozowany w PEP2040 na koniec dekady.
Nieliczne wyjątki w postaci konsekwentnie obiecywanych od lat atomu i morskiej energetyki wiatrowej, potwierdzały tylko tę regułę. Oba te projekty czekają jednak jeszcze na test rzeczywistości - pierwszy już od ponad pół wieku. ©℗

OPINIA:

Roszkowski: Refleksja nad polską energetyką

Marcin Roszkowski prezes Instytutu Jagiellońskiego / Materiały prasowe
Wojna w Ukrainie zmusza do refleksji. Refleksji nad życiem, nad gospodarką, nad przyszłością, ale i przeszłością. Nie omija to również sektora energetycznego, który ma swoje wzloty i upadki. Zastanówmy się, jaki jest bilans polskiej polityki energetycznej XXI w.
Zacznijmy od tych pozytywnych elementów polskiej transformacji. Bo należy pamiętać, że transformacja energetyczna polskiej energetyki nie zaczęła się w 2018 r., w momencie ogłoszenia dążenia do Europejskiego Zielonego Ładu, ale znacznie wcześniej, m.in. za sprawą protokołu z Kioto i zobowiązań naszego kraju do redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Redukcja sama w sobie nie była jednak jedynym celem działań podejmowanych w naszej energetyce. Ważnym aspektem była kwestia zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego i surowcowego polskiej gospodarce. W tym celu przez ostatnie ponad 20 lat inwestowano liczne środki w projekty infrastrukturalne, takie jak rozbudowa terminala naftowego w Gdańsku, tak aby mógł pokryć całkowite zapotrzebowanie na ropę polskich rafinerii, czy rozbudowy połączeń międzysystemowych, tzw. interkonektorów gazowych pomiędzy Polską a sąsiadami. Mamy i rozbudowujemy gazoport LNG w Świnoujściu, do tego planuje się budowę kolejnego, tym razem pływającego, w Zatoce Gdańskiej. Dzięki tym połączeniom dzisiaj, w momencie zakręcenia kurka gazowego przez Rosjan, możemy czuć się bezpieczni. Ten element jest dużym sukcesem w polityce surowcowej.
Kolejnym i chyba największym, w mojej ocenie, sukcesem energetyki ostatnich lat jest też niezwykły wzrost ilości prosumenckich instalacji fotowoltaicznych. Dzięki projektowi „Mój Prąd” dzisiaj mamy około miliona prosumentów. Jeszcze w 2016 r. było ich niespełna 4 tys. Dzięki temu energetyka trafiła pod strzechy Polaków. To ma szczególnie ważny wymiar, bo dzięki temu w sposób oddolny rośnie świadomość związana z konsumowaniem energii, jej produkcją, ale i problemami, które mogą się pojawić w trakcie eksploatacji instalacji fotowoltaicznych. Ta świadomość przekłada się na kolejny sukces, czyli wzrost autokonsumpcji. Coraz częściej ludzie, instalując panele, myślą od razu o inwestycjach w pompy ciepła, bateryjne magazyny energii czy przydomowe ładowarki samochodów elektrycznych. Ten największy sukces postępującej transformacji całkowicie zmieni architekturę polskiej energetyki z tej opartej na centralnych punktach wytwórczych na praktycznie niezależne, rozproszone obszary pogrupowane w klastrach energii. To w istocie da nam pełne poczucie bezpieczeństwa energetycznego.
Sukcesem polskiej energetyki, mimo iż jeszcze nie w praktyce, jest gwałtowne przyśpieszenie projektu morskich farm wiatrowych. To MFW będą podstawą polskiej energetyki w przyszłości. Już dziś, zgodnie z obecnym planem, do 2040 r. mamy mieć zbudowane ponad 10 GW mocy w wiatrakach na morzu. To potężna zielona moc, która może mieć kolosalny wpływ na polską energetykę.
Niestety, poza sukcesami mamy też porażki. Jedną z większych jest raczkujący polski program budowy elektrowni jądrowej. O tym pomyśle słyszymy już od ponad czterech dekad. Najpierw zatrzymała go awaria w Czarnobylu, potem brak spójnej wizji wśród polityków. W czasie, kiedy praktycznie każdy sąsiad Polski (poza Litwą) posiada czynną elektrownię jądrową, my wciąż ciągle planujemy ją mieć. Tymczasem spółki odpowiedzialne za budowę tej elektrowni działają w najlepsze już od ponad dekady, przepalając miliardy złotych, które moglibyśmy wydać na rzeczywiste programy poprawiające naszą sytuacje energetyczną. Brak spójnej wizji polityki energetycznej przez lata doprowadził do sytuacji, że w trzeciej dekadzie XXI w. my wciąż 70 proc. energii produkujemy z węgla. Niemalże identycznie jak w latach 70. XX w. Poza błędną polityką wobec węgla mamy również absurdalne przepisy ograniczające rozwój lądowej energetyki wiatrowej. Ustawa odległościowa praktycznie zablokowała rozwój nowych projektów wiatrowych oraz nadszarpnęła wizerunek państwa w oczach wielu inwestorów. W dobie zaostrzających się wymagań klimatycznych my sami obcięliśmy sobie jedną z gałęzi, która bez specjalnych systemów wsparcia dziś rozwijałaby się i tworzyła zieloną energię. O ile łatwiej byłoby nam negocjować z UE, gdybyśmy mieli te kilkanaście gigawatów mocy więcej zainstalowanej w wiatrakach? Niestety nie mamy, a dyskusja o ewentualnej liberalizacji tej złej ustawy trwa już od ponad dwóch lata i końca nadal nie widać.
Bilans polskiej energetyki nie jest jednoznaczny. Są elementy bardzo pozytywne, są i takie, które wołają o pomstę do nieba. Kluczowe jest, abyśmy patrząc w przeszłość, widzieli jej błędy i starali się ich nie popełniać w przyszłości. ©℗

OPINIA

Maćkowiak-Pandera: Transformacja energetyczna na zakręcie

dr Joanna Maćkowiak-Pandera prezeska Forum Energii / Materiały prasowe
Polska ma szansę, aby stać się jednym z najbardziej dynamicznych laboratoriów transformacji energetycznej, przechodząc od węgla do odnawialnych źródeł energii. Wojna rosyjska w Ukrainie przyśpieszy odchodzenie od paliw kopalnych, mimo politycznych deklaracji o powrocie do węgla.
Polska jest krajem paradoksów. To piąta największa gospodarka w UE z perspektywami na dalszy szybki rozwój i modernizację. Jednocześnie jest trzecim na świecie krajem najbardziej uzależnionym od węgla w energetyce. Jeszcze niedawno udział węgla w produkcji energii elektrycznej przekraczał 80 proc., w ciepłownictwie systemowym ponad 75 proc., a w ogrzewaniu gospodarstw domowych ponad 50 proc. Wielu polityków twierdziło, że węgiel to rodzime i tanie źródło energii i wystarczy go na 100 kolejnych lat.
Dywersyfikacja źródeł wytwarzania i stopniowy rozwój energetyki odnawialnej rozpoczął się w Polsce zaledwie kilka lat temu, z dużym opóźnieniem w stosunku do innych krajów. Presja na zmiany w energetyce szybko rośnie. Źródła OZE są coraz tańsze, a ludzie zaczęli martwić się o przyszłość swoich dzieci w związku ze zmianą klimatu i bardzo złą jakością powietrza - szczególnie zimą. Do tego zaczęło brakować krajowego węgla do pokrycia wysokiego zapotrzebowania na energię. Wzrósł import tego surowca - głównie z Rosji - osiągając nawet 20 proc. rocznego zużycia. W krótkim czasie z „czarnego złota” węgiel stał się kulą u nogi gospodarki. Napaść Rosji na Ukrainę i wprowadzane kolejne sankcje na rosyjskie surowce energetyczne sprawiły, że entuzjazm polskich polityków wobec węgla chwilowo wzrósł. Od tego jednak węgla w Polsce nie przybędzie, nie stanie się też mniej emisyjny.
Polska ma twardy orzech do zgryzienia, jak zaprojektować nowy, bezpieczny, niskoemisyjny system energetyczny w obecnej sytuacji. Na horyzoncie widać problemy wynikające ze stanu węglowej infrastruktury energetycznej. Bloki wytwarzające prąd z węgla są stare, nieefektywne, emitują ogromne ilości CO2 i podnoszą koszty, jakie muszą ponosić odbiorcy energii. W kolejnych latach część starych bloków powinna zostać wyłączona z użytkowania. Budowa nowych mocy to kluczowa bolączka polskiego systemu energetycznego. Tymczasem nowych projektów brakuje. Efektywność energetyczna do tej pory nie była traktowana jako narzędzie zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego - i to się zapewne będzie zmieniać.
Źródła odnawialne, mimo że zeroemisyjne i gwarantujące lokalną, nielimitowaną produkcję z wiatru i słońca, nadal są traktowane po macoszemu. Wprawdzie szybko urosła w ostatnich latach produkcja energii ze słońca, a Polacy pokochali energię produkowaną lokalnie na własnym dachu. Jednak energetyka wiatrowa na lądzie od lat jest w stagnacji ze względu na regulacje przestrzenne mocno ograniczające jej rozwój. Plusem jest to, że rozwija się morska energetyka wiatrowa, choć pierwsze elektrony popłyną dopiero za pięć lat. Polska ma także potencjał produkowania biometanu i zielonego wodoru, większego wykorzystania biomasy, ale to nadal odległe plany i nie są traktowane poważnie przez rząd. Według planów operatora sieci w 2030 r. w Polsce około połowa energii elektrycznej będzie produkowana z OZE. Teraz jest to ok. 17 proc.
Parę lat temu Polska zaczęła zwracać się w stronę gazu. Przez wiele lat był to surowiec na cenzurowanym - pochodził głównie z Rosji i nie było politycznej zgody na zwiększanie jego użycia. Jednak rozpoczęte kilkanaście lat temu projekty dywersyfikacji dostaw surowca dziś przynoszą efekty. Dzięki dostawom LNG z Kataru i Stanów Zjednoczonych oraz rurociągowi do Norwegii, który z końcem tego roku powinien być oddany do użytku, Polska poradzi sobie bez rosyjskiego gazu. Zresztą nie będzie mieć wyboru, bo kurek i tak właśnie został zakręcony przez Gazprom.
Polski rząd stawia w ostatnim czasie na elektrownię jądrową - rozważa dwóch dostawców technologii: ze Stanów Zjednoczonych i Francji. Przygotowania do tej inwestycji idą jednak bardzo powoli. Wątpliwości budzi sposób finansowania oraz koszty inwestycji, a także realne terminy pojawienia się elektrowni. Projekt uzależniony jest od kondycji dostawcy technologii, a nie od determinacji polskiego rządu czy skali problemów energetyki. Nawet jeśli elektrownia jądrowa powstanie, to nie rozwiąże najpilniejszych wyzwań polskiego systemu elektroenergetycznego.
Wyraźnie widać, że polska energetyka jest na rozdrożu: potrzebuje szybkiej modernizacji w gwałtownie zmieniających się warunkach. W obecnej sytuacji podstawą stanie się oszczędzanie energii, ale w kolejnym kroku dekarbonizacja przyśpieszy. Nie ma wątpliwości, że wojna w Ukrainie przyśpieszy odchodzenie od paliw kopalnych - nie tylko ze względów politycznych, ale przede wszystkim ekonomicznych. Technologie nisko- i zeroemisyjne, postrzegane do tej pory jako drogie, staną się konkurencyjne wobec galopujących cen węgla, ropy i gazu. Warto będzie obserwować Polskę jako laboratorium szybkich zmian w energetyce, bo jest to kraj, który potrafi się zmobilizować w momentach kryzysowych. ©℗
Powolna transformacja energetyczna Polski / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe