Rywalizacja mocarstw w obszarze rozwoju technologii kosmicznych wciąż kojarzy się przede wszystkim z minioną już zimną wojną, ale dziś w obliczu nowej rywalizacji geopolitycznej temat kosmosu powraca. Co się zmieniło?

Nie wiem, czy można mówić o zmianie jakościowej, ale na pewno o zmianie ilościowej. Dawna zimna wojna była rywalizacją dwóch głównych sił, zaś obok były kraje satelickie, które musiały się często opowiedzieć za którąś ze stron. Tymczasem dziś mamy do czynienia ze zjawiskiem demokratyzacji przestrzeni kosmicznej. Technologie kosmiczne stały się tańsze, bardziej dostępne. Dodatkowo spadło ryzyko związane z ich wykorzystywaniem. Oznacza to, że bariera technologiczna wejścia do wyścigu kosmicznego znajduje się niżej.

Dawniej wystrzelenie satelity czy przeprowadzenie misji załogowej w kosmosie było luksusem, na który stać było tylko mocarstwa. Obecnie może sobie na to pozwolić więcej państw. Dlatego dziś oprócz dwóch mocarstw z czasów zimnej wojny, które wciąż prowadzą swoje programy kosmiczne, na mapie wyścigu kosmicznego pojawiły się nowe podmioty, a sytuacja stała się bardziej złożona.

Jakie są dziś kryteria wejścia do wyścigu kosmicznego?

Stopnie trudności są dziś podobne do tych, które były kiedyś. Na najwyższym poziomie zaawansowania mamy misje międzyplanetarne czy misje poza układem słonecznym. Tutaj też jest przestrzeń potencjału badawczego i rozwijania nauki. Nieco niżej w tej hierarchii są misje załogowe. Jeszcze niżej pod względem poziomu zaawansowania znajdują się wszystkie techniki satelitarne we wszystkich możliwych kontekstach, czyli telekomunikacja, obrazowanie, nauka i nawigacja. Poziom niżej są technologie satelitarne i technologie wynoszenia satelitów w przestrzeń kosmiczną.

Reklama

Jak zmierzyć potencjał państwa w tym zakresie?

Potencjał państwa w tym kontekście mierzy się zdolnością do realizacji własnych celów właśnie w tych obszarach. Cele te mogą być realizowane albo bezpośrednio przez państwa lub agencje państwowe albo przez korporacje narodowe czy ponadnarodowe, jak w przypadku Airbusa czy koncernu Thales Alenia Space. Pamiętajmy jednak, że w sytuacji, gdy po prawie 11 proc. udziałów w Airbusie mają Niemcy i Francja, to widać wyraźnie, że jest to byt rynkowy osadzony w potencjale państw narodowych.

Coraz większą uwagę opinii publicznej przyciągają prywatne podmioty, takie jak SpaceX Elona Muska. Czy trend wchodzenia prywatnych przedsiębiorstw do wyścigu kosmicznego jest zjawiskiem typowo zachodnim, czy też raczej można się go spodziewać w szerszej skali?

W szeroko rozumianej Azji niezależność biznesu od państwa jest kwestionowana. Niezależnie od tego, czy mówimy o firmie chińskiej czy o firmie rosyjskiej, to wiadomo, że w tych krajach nie dzieje się nic, na co państwo lub jego służby wcześniej by nie pozwoliły. W związku z tym w naturalny sposób korporacja jest traktowana jak dopełnienie państwa.

Po drugiej stronie tej skali mamy właśnie Elona Muska, który zaczyna zachowywać się jak niezależne państwo. Idzie nawet jeszcze dalej, gdyż Musk zapowiedział, że w bazach poza Ziemią, które będzie budował, nie będą panowały żadne ziemskie prawa, tylko takie, które on ustanowi. Na tym przykładzie widać wyraźnie, że korporacje rzuciły wyzwanie państwom narodowym i organizacjom ponadnarodowym, próbując w pewnym sensie skolonizować kosmos według własnych zasad.

Elementy rakiety Falcon 9 SpaceX w siedzibie Space Exploration Technologies Corp. (SpaceX) w Hawthorne w Kalifornii, USA. 17.09.2018 / Bloomberg / Patrick T. Fallon

Coraz częściej pada stwierdzenie, że wyścig kosmiczny będzie napędzał przyszły rozwój gospodarczy. Jakie sektory w pierwszej kolejności powinny się na to przygotować?

Wydaje się, że można zaufać instynktowi Elona Muska, który sam miał do wyboru pełne portfolio inwestycyjne. Przy jego potencjale mógł wybrać sobie dowolny segment kosmiczny, natomiast zdecydował się na segment telekomunikacji. Zapewne nie mówi wszystkiego co wie, natomiast udowodnił już niejednokrotnie, że jednak jego instynkt biznesowy jest celny w różnych sprawach.

Są jeszcze dwa obszary – nawigacja, w szczególności nawigacja precyzyjna oraz obrazowanie. Przy czym mam wrażenie, że nie do końca nauczyliśmy korzystać z usług obrazowania i w związku z tym nie mamy wyrobionych opinii czy wypracowanych obszarów biznesowych, w których można by takie obrazowanie wykorzystywać.

Z czego wynika nieprzygotowanie Polski do rozwoju technologii kosmicznych? To brak wyobraźni czy brak możliwości?

Jak dotąd poza nauką nie było impulsu do rozwijania tego obszaru technologicznego i on się dopiero pojawił przy tzw. New Space, czyli przy najnowszej odsłonie technologii kosmicznych. Wcześniej inwestycja w program satelitarny była traktowana jak duże przedsięwzięcie, którego ceny są zaporowe. W związku z tym nie było determinacji, aby ten próg przekroczyć.

Natomiast jeśli rozejrzymy się po konkretnych dziedzinach, np. geodezji i kartografii, to polskie środowisko naukowe jest na bieżąco z technikami satelitarnymi, tylko że z wyjątkiem ostatnich lat, nigdy nie rozwijano takich technik akurat u nas. Niemniej kompetencje po stronie uczelni są.

Na kraje Trójmorza przypada zaledwie 14 satelitów z ogólnej liczby 2667, z czego aż 11 satelitów to projekty studenckie. Rozumiem, że nasza pozycja jest tutaj prawie żadna.

Z powodów geopolitycznych nie mieliśmy styczności ani z techniką rakietową w wersji kosmicznej, ani z techniką satelitarną. Dlatego to jest obszar, który musimy budować od zera.

Poza tym kraje naszego regionu miały wcześniej inne problemy do rozwiązania i żaden z nich nie prowadził aktywnej polityki jako dostawca technologii kosmicznych. Mieliśmy do nadrobienia różne zaległości w obszarze polityki społecznej czy w gospodarce. Jeśli przyjrzymy się sektorom, w których działają małe i średnie przedsiębiorstwa będące kołem zamachowym gospodarki, to są to raczej takie dziedziny, które ludzie byli sobie w stanie wyobrazić. Było tu trochę tak, że jednak byt określał świadomość. Ponieważ technologii kosmicznych nie było, to nie było również przeświadczenia, że można na nich pracować.

Czy dostrzega Pan taki potencjał rozwojowy w Polsce?

Proszę zobaczyć, co się stało w informatyce. Mieliśmy komputery i okazało się, że możemy się w nich poruszać, mamy zasoby, kompetencje i odnosimy sukcesy na arenie międzynarodowej. Opanowaliśmy ten obszar technologiczny. Od pewnego czasu różne organizacje chcą lokować u nas swoje ośrodki kompetencyjne.

Obecnie mamy też takie fenomeny, jak polska branża gier komputerowych. Widać, że z tego obszaru robi się już jakieś koło zamachowe polskiej gospodarki i tych firm jest na tyle dużo, że można mówić o pewnym procesie.

Oczywiście wciąż wyzwaniem dla polskiej gospodarki pozostaje rozwijanie branży wysokich technologii, w tym tych związanych z przestrzenią kosmiczną, ale potencjał posiadamy.

W niedawnym raporcie Instytutu Kościuszki o geopolityce nowych technologii pisze Pan, że Polska w obliczu braku autonomii w obszarze technologii kosmicznych zleca pewne zadania podmiotom zewnętrznym, co stwarza im możliwość pozyskania ważnych informacji wywiadowczych o naszych potrzebach. Jak rozwiązać ten problem?

Wydaje się, że tutaj strategia jest dość oczywista i jest nią zbudowanie autonomicznych zdolności kosmicznych w oparciu o technologie New Space. Tym, czego brakuje, jest silny impuls albo ze strony państwa, albo jego agend, jak spółki Skarbu Państwa. Potrzebujemy po prostu programu kosmicznego, który wygeneruje taki impuls.

Czy Polskę stać na to, aby rozwijać technologie kosmiczne w sposób autonomiczny?

Nawet jeśli w krótkim terminie nie będzie bezpośredniego zwrotu z takich inwestycji, to na pewno osiągniemy pewne efekty pośrednie. Jeżeli bowiem uda się te technologie zbudować rękoma polskich inżynierów, to po prostu cała branża się umocni. To jest taki sam efekt, jaki występuje przy robotach publicznych. Możemy społeczeństwu rozdać łopaty i wynagradzać za prace ziemne, ale dużo szlachetniejszym sposobem jest wrzucenie takich środków pomocowych w obszar wysokich technologii, bo to pociągnie później całą gospodarkę.

Dodatkowo pojawia się tu pytanie o wycenę bezpieczeństwa. Otóż bezpieczeństwo bardzo trudno jest wycenić i zwymiarować. Dlatego z perspektywy państwa inwestycje tego rodzaju niekoniecznie muszą się w twardych liczbach i w krótkim terminie opłacać.

Satelita systemu nawigacyjnego Galileo (zawieszony u góry), u dołu od lewej: wojskowy satelita rozpoznawczy SAR, satelita europejskiej platformy geostacjonarnej SmallGEO, satelita obserwacyjny środowiska CarbonSat w holu fabryki satelitów OHB w Bremie, Niemcy, 17.10.2019 / Bloomberg / Wolfram Schroll

Jakie konkretne cele w obszarze technologii kosmicznych leżałyby obecnie w naszym zasięgu?

Wydaje się, że w tej chwili najlepszą strategią dla państwa byłaby pewna konsolidacja sektora kosmicznego wokół na przykład dobrze zdefiniowanych, ambitnych zadań, takich jak budowa polskich możliwości wynoszenia obiektów w przestrzeń kosmiczną czy budowa programów satelitarnych, z preferencją tym razem nie dla projektów naukowych, ale komercyjnych. Satelity badawcze umiemy budować i integrować już dziś. Umiemy sobie stawiać ambitne zadania. Nauka polska odrobiła tę lekcję. Natomiast aktywność ta nigdy nie przeszła z obszaru nauki na obszar gospodarki, a jest to bardzo naturalny kierunek.

Dodatkowo stawiałbym na szukanie nowych możliwości biznesowych dla istniejących technologii i wytyczania nowych kierunków rozwoju technologicznego.

Na koniec chcę zapytać o rolę Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), której Polska od 2012 roku jest członkiem. Czy tego rodzaju podmioty mogą stanowić dla nas wehikuł w tworzeniu autonomicznych technologii kosmicznych?

Europejska Agencja Kosmiczna właściwie zbudowała polski przemysł kosmiczny, gdyż wcześniej nie było innego impulsu. Dlatego ESA odgrywa i będzie odgrywać istotną rolę, bo wymusiła rozwój kompetencji na polskich inżynierach i pokazała im nowe obszary. Nie ma żadnych wątpliwości, że te firmy z sektora kosmicznego, które dziś istnieją w Polsce, istnieją dzięki ESA.

Natomiast impuls, który płynie z ESA, nie powinien być jedynym impulsem dla polskich technologii kosmicznych. Tym bardziej, że polskie firmy rozwój dla ESA realizowały na zasadzie bottom-up. Szły od dołu, od poziomu elementów układów przez podukłady większych urządzeń i w związku z tym dziś tylko nieliczne z nich mają zdolności w zakresie integracji platform satelitarnych, a jeszcze mniej firm ma wyobraźnię rynkową pozwalającą na zaoferowanie pełnej usługi i formułowanie biznesplanu, który zamknie się finansowo.

Dobrym kierunkiem jest program technologii kosmicznych NCBiR (Narodowe Centrum Badań i Rozwoju), ale środki, które były na to przeznaczone, były nieduże. Żeby to rzeczywiście zaczęło grać, pieniądze te powinny być o rząd wielkości większe. Postrzegam to w podobnych kategoriach, jak CPK czy jak inne tego rodzaju duże inicjatywy, wymagające dużego skoku technologicznego i sporych inwestycji.

Dr hab. inż. Teodor Buchner – wykładowca na Wydziale Fizyki Politechniki Warszawskiej, ekspert ds. projektów badawczo-rozwojowych w Exatelu. / Materiały prasowe
BIO: Dr hab. inż. Teodor Buchner – wykładowca na Wydziale Fizyki Politechniki Warszawskiej, ekspert ds. projektów badawczo-rozwojowych w Exatelu.