Tak, technologia zawsze była ważna w historii ludzkości. Dziś jednak różnica polega na tym, że w przeciwieństwie do ery powojennej, Chiny są innym aktorem niż był kiedykolwiek ZSRR. Państwo Środka jest potężne w sensie gospodarczym i ma bardzo duże możliwości w wielu obszarach technologicznych. Pekin w coraz większym stopniu stara się kształtować globalne normy wykorzystania technologii, aby realizować swoje potrzeby i cele. Obejmuje to opresję wobec mieszkańców Chin, na przykład w Sinciangu czy w Hongkongu.
Chiny w coraz większym stopniu eksportują nie tylko technologię, ale również normy, jak powinno się jej używać, zaś inne kraje przyjmują ten model. W ostatecznym rozrachunku oznacza to, że następuje ekspansja autorytaryzmu na świecie, co jest bezpośrednim wyzwaniem dla liberalnych demokracji. Jeśli mamy do czynienia z sytuacją, gdy reżim autorytarny jest coraz bardziej sprawny i asertywny w różnych obszarach technologicznych, to stwarza to wyzwanie dla krajów nie zgadzających się z taką ideologią.
Obecnie wszystkie liberalne demokracje na świecie podchodzą do tych problemów w bardzo nieefektywny sposób. Zajmujemy się 5G, potem przyglądamy się półprzewodnikom i pierwiastkom metali ziem rzadkich, ale traktujemy je jak osobne kwestie. Nie współpracujemy efektywnie na zasadzie wielostronnej. W dużej mierze reagujemy na sytuację zamiast być proaktywnymi i przewidywać problemy z góry.
Myślę więc, że jedną z podstawowych przesłanek koncepcji sojuszu technologicznego jest umiejętność skuteczniejszego rozwiązywania aktualnych problemów oraz przewidywania przyszłych, ale także możliwość stworzenia programu afirmatywnego. Oznaczałoby to nie tylko zwalczanie czy blokowanie Chin, ale raczej ustalanie między sobą, w jaki sposób możemy konkurować w bardziej efektywny sposób, czy w jaki sposób możemy sprawić, aby nasze firmy rywalizowały w uczciwy sposób.
Kraje takie jak Polska, Włochy, Holandia, Australia czy Japonia potrzebują ciągłego dialogu o tym, jakie działania należy podjąć. Ponieważ mamy wspólną podstawę globalnych wartości demokratycznych. Używając ich jako podstawy możemy wspólnie zgodzić się na podjęcie działań, które będą korzystne dla wszystkich.
Jednym z kluczowych celów tego projektu było określenie, gdzie znajduje się wspólny grunt pomiędzy państwami demokratycznymi jeśli chodzi o politykę technologiczną. Dzięki przeprowadzonym w czasie warsztatów dyskusjom, dzięki wysłanym ankietom i dokumentom udało nam się ustalić, że istnieje pięć obszarów, gdzie mamy mocną zgodę co do tego, że wspólne działania przyniosłyby korzyść całej grupie oraz istnieje duże zainteresowanie w podjęciu takich działań w najbliższej przyszłości.
Na podstawie tych ustaleń rekomendujemy ustanowienie pięciu kluczowych priorytetów polityki technologicznej państw demokratycznych: zabezpieczenie i dywersyfikacja łańcuchów dostaw, ochrona krytycznych technologii, stworzenie nowych mechanizmów inwestycyjnych, odzyskanie integralności standardów międzynarodowych oraz kodyfikacja norm i wartości wykorzystania technologii. W tych obszarach istnieje wiele wspólnego zainteresowania i potrzeba współpracy wśród tych krajów. Oczywiście szczegóły wciąż wymagają dopracowania, ale zbieżność interesów jest tutaj ważna.
Głównym argumentem byłoby to, że jakikolwiek łańcuch dostaw, który jest silnie skoncentrowany na małym obszarze geograficznym, jest bardzo wrażliwy. Wybuch pandemii otworzył wielu osobom oczy, gdy nagle okazało się, że wiele europejskich krajów nie było w stanie zapewnić sobie dostępu do sprzętu medycznego, środków ochrony osobistej, leków.
Zatem jest dużo obszarów, gdzie nasze łańcuchy dostaw są bardzo kruche. Pokazuje to, że istnieje potrzeba większej dywersyfikacji.
Oczywiście łańcuchy dostaw są niezwykle złożone i dlatego ich dywersyfikacja wymaga koalicji krajów. To trudne, kosztowne i czasochłonne. Niemniej przy pomocy wspólnych działań można rozwiązać te duże problemy bardziej efektywnie.
Nie chcę aby myślano, że ta propozycja jest dogmatyczna i w jej ramach można współpracować tylko z państwami demokratycznymi. Oczywiście powinien to być istotny element na poziomie podejmowania decyzji, ale nie powinno to wykluczać nas ze współpracy z takimi krajami, jak na przykład Wietnam czy Singapur, które mogłyby być pomocne w rozwiązaniu problemów związanych z łańcuchami dostaw.
Partnerstwo i zaangażowanie szerokiej grupy krajów jest ważne, ponieważ wiele problemów ma globalną naturę i będzie wymagało szerszej współpracy.
Aby stworzyć taki sojusz, potrzebujemy krajów, które mają duże i rozwinięte gospodarki, szeroką bazę możliwości technologicznych i oczywiście wspólne wartości. Na początku ważne jest, aby ta grupa była raczej mała, co sprawi, że proces podejmowania decyzji będzie skuteczny i efektywny.
W naszym projekcie zaznaczyliśmy, że na przykład Indie byłby bardzo ważnym partnerem dla sojuszu technologicznego, choć na tym etapie nie rekomendujemy zapraszania tego kraju.
Mogło się to trochę zmienić od momentu, gdy w lutym tego roku po raz pierwszy rozmawialiśmy z dyplomatami z Indii. Ich początkowa reakcja wskazywała na to, że spodobała im się ta koncepcja, ale wahali się, gdyż obawiali się reakcji Chin. Od tamtej pory wydarzyło się wiele ciekawych rzeczy pomiędzy Indiami i Chinami. Myślę, że perspektywa i postawa przywódców Indii nieco się utwardziła względem Chin i sytuacja może być dziś inna, zaś Indie mogłyby przystąpić do takiego sojuszu od samego początku – do czego bardzo bym zachęcał.
Opowiadamy się również za stworzeniem mechanizmu współpracy z krajami lub organizacjami spoza grupy państw kluczowych sojuszu. Myślę, że w szczególności nasza rekomendacja dotycząca stworzenia nowych mechanizmów inwestycyjnych byłaby dobrą ścieżką do współpracy z krajami rozwijającymi się.
Nowe mechanizmy inwestycyjne byłyby sposobem na zapewnienie, że rozwój infrastruktury jest środowiskowo i społecznie zrównoważony oraz uniknęlibyśmy dyplomacji pułapki zadłużenia, którą można często zaobserwować w przypadku inwestycji w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku.
To pierwszy krok. Pierwsze działanie, które należałoby podjąć, aby udowodnić, że koncepcja taka jak sojusz technologiczny, zadziała. Potem, gdy już osiągnie się wstępny postęp i sukces, moglibyśmy rozszerzyć działania.
Przeprowadzaliśmy już wiele dyskusji w decydentami w USA, zarówno w administracji rządowej, jak i w Kongresie. Odbyliśmy też wiele rozmów z liderami rządowymi i dyplomatami w Europie, w Azji. Ogólnie rzecz biorąc ich reakcja była pozytywna. Podstawowa koncepcja sojuszu technologicznego mocno rezonuje z ludźmi. Oczywiście zawsze pojawiają się pytania o szczegóły, wykonanie, itp., ale ogólnie dostrzega się potrzebę nowego podejścia do polityki technologicznej w obecnym kontekście.
Chciałbym, aby w ciągu kilku miesięcy liderzy rządowi usiedli razem do rozmów i zaczęli dyskusję o mapie drogowej jeśli chodzi o wdrażanie sojuszu technologicznego. Moim celem na kolejny rok jest dalsze dopracowanie szczegółów i utrzymywanie kontaktu z liderami rządowymi, interesariuszami z obszaru przemysłu i społeczeństwa obywatelskiego, aby określić, w jaki sposób najlepiej posunąć się na przód z tą koncepcją.
Zgadzam się, że duża część retoryki, jaka wypłynęła z administracji Donalda Trumpa, nie była pomocna pod tym względem. Ale istnieją również inne poziomy rządu i administracji, gdzie nastąpiło przesunięcie w kierunku większej współpracy wielostronnej. Sądzę, że prawdopodobnie jest to niedoceniane.
Jeśli na przykład przyjrzymy się zmianie tonu i taktyki jeśli chodzi o kwestie technologii 5G w ciągu ostatnich 3 lub 4 miesięcy, to jest to zmiana godna uwagi. Obecna administracja formułuje obecnie podejścia oparte w większym stopniu o współpracę. Kilku urzędników Departamentu Stanu było bardzo zaangażowanych w projekt sojuszu technologicznego, co pokazuje, że istnieje zainteresowanie.
Jak tego rodzaju współpraca wyglądałaby w administracji Joe Bidena? Byłaby inna niż w przypadku administracji Donalda Trumpa. Ale generalnie sądzę, że wiele osób z obecnej administracji zdaje sobie sprawę, że lepsza współpraca międzynarodowa jest najlepszą metodą, aby pójść dalej.
Nie, celem sojuszu technologicznego nie jest zastąpienie Sojuszu Północnoatlantyckiego. NATO jest sojuszem opartym o traktaty z bardzo konkretną misją. Tymczasem sojusz technologiczny byłby organizacją nieformalną, która miałaby skłaniać kraje o podobnych interesach do wspólnej pracy nad polityką technologiczną.
Celem sojuszu technologicznego jest zapewnienie, aby nasze krytyczne łańcuchy dostaw nie podlegały kaprysom Komunistycznej Partii Chin oraz promowanie wykorzystania technologii zgodnie z wartościami liberalno-demokratycznymi.
Chodzi o odzyskanie inicjatywy w globalnej rywalizacji technologicznej oraz ochronę i zachowanie kluczowych przewag technologicznych. Myślę, że jest to bardzo pragmatyczne i zdroworozsądkowe podejście, które pozwoli nam zapewnić sobie silną gospodarkę w XXI wieku oraz da nam możliwość ochrony naszej suwerenności i naszych wolności. Taki jest ostateczny cel naszych działań.
BIO: – ekspert związany z programem Technologii i Bezpieczeństwa Narodowego w Center for a New American Security (CNAS). Wcześniej pełnił funkcję starszego oficera wywiadu i analityka w Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), gdzie zajmował się pojawiającymi się za granicą technologiami, innowacjami technologicznymi oraz badaniami i rozwojem w zakresie uzbrojenia. Był również starszym doradcą w Biurze Sekretarza Obrony USA, specjalnym doradcą starszego dowódcy wojskowego na Bliskim Wschodzie, głównym łącznikiem ds. zwalczania terroryzmu w amerykańskiej jednostce wojskowej w Iraku oraz wiceprzewodniczącymi grupy roboczej Narodowej Rady Wywiadu (NIC). Publikował m.in. w „Foreign Policy”, „The National Interest”, „The San Francisco Chronicle”.
Martijn Rasser był prelegentem
