W przypadku suszy wyróżniamy cztery rodzaje: atmosferyczną, rolniczą, hydrologiczną i hydrogeologiczną. „Stan suszy hydrogeologicznej, jaki zagraża już części Polski, to najpoważniejsze IV stadium, oznacza trwałe obniżenie poziomu wód gruntowych, z których czerpiemy wodę (m.in. na potrzeby bytowe). Gdy dojdzie do takiej suszy, to może prowadzić np. do wysychania studni” – podkreśla ekspert WWF.

Reklama

„W jedenastym okresie raportowania tj. od 1 lipca do 31 sierpnia 2022 roku średnia wartość Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW), na podstawie którego dokonywana jest ocena stanu zagrożenia suszą, była ujemna, wynosiła -77 mm. W rozpatrywanym 6-dekadowym okresie wartość KBW uległa zwiększeniu aż o 46 mm w stosunku do poprzedniego okresu (21 czerwca – 20 sierpnia)” – informuje Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa – Państwowy Instytut Badawczy(IUNG – PIB).

„Deficyt wody dla roślin uprawnych występował w całym kraju” – podkreślają autorzy raportu IUNG – PIB. Oto tereny, gdzie odnotowano największe problemy: centralna część Pojezierza Mazurskiego, północno-zachodnia Polska (tereny województw: zachodnio-pomorskiego, wielkopolskiego i lubuskiego).

Stan suszy rolniczej w Polsce, biorąc pod uwagę warunki przedstawione w 11 okresie raportowania IUNG – PIB, stwierdzono na terenie 11 województw.

„Najnowsze realizacja modelu CFS od NOAA bez zmian i wszystkie 4 miesiące z dodatnią anomalią średniej temperatury powietrza. Październik bardziej suchy niż zwykle a grudzień bardziej mokry" – informuje Centrum Modelowania Meteorologicznego IMGW-PIB.

W tym roku będzie mniej plonów?

W okresie wegetacyjnym (od 21 marca do 31 sierpnia 2022 r.) opracowano 11 raportów ws. monitoringu suszy rolniczej. IUNG – PIB zaznacza, iż “ w tym okresie stwierdzono niedobory wody powodujące obniżenie plonów przynajmniej o 20 proc. w stosunku do plonów uzyskiwanych w średnich warunkach pogodowych”.

Uprawy, które ucierpiały z powodu niedoboru wody w Polsce:
  • zboża jare;
  • zboża ozime;
  • krzewy owocowe;
  • rzepak i rzepik;
  • truskawki;
  • kukurydza na kiszonkę;
  • kukurydza na ziarno;
  • rośliny strączkowe;
  • warzywa gruntowe;
  • tytoń;
  • ziemniaki;
  • drzewa owocowe;
  • chmiel;
  • buraki cukrowe.

Zmiany klimatyczne, zmiany w rolnictwie

Przykładem tego, jak wysokie temperatury mogą wpłynąć na rynek żywności, była m.in. tegoroczna sytuacja w Indiach. Jedno z największych państw Azji po rosyjskiej inwazji na Ukrainę deklarowało pomoc w uzupełnieniu „luk” w niedoborze pszenicy. Susza pod koniec kwietnia zmusiła jednak władze tego państwa do podjęcia radykalnych kroków. „Plony pszenicy w tym kraju były katastrofalnie niskie, a Indie wstrzymały eksport” – wspomina dr Mikołaj Troczyński.

„Globalnie staramy się nie dopuścić do wzrostu średniej temperatury o 1,5 st. C w stosunku do ery przedprzemysłowej. [...] Ale ważne są też maksima i minima. W przypadku pszenicy, jeśli temperatura przekroczy 32 st. C w okresie przed kwitnieniem, to może bardzo poważnie obniżyć plony (co miało właśnie miejsce w Indiach). Nie liczy się wyłącznie średnia temperatura. Istotne jest również to, czy przyjdą uderzenia upałów lub mrozów. Wystarczy kilkudniowa anomalia, by spowodować duże straty w rolnictwie” – wyjaśnia Troczyński.

Specjalista WWF przyznaje, że zmiany klimatyczne coraz częściej mogą wpływać na wybory dokonywane przez rolników ws. zagospodarowania gruntów. „Takie zjawisko widzimy już np. po wzroście popularności uprawy kukurydzy. Areał przeznaczony na tę roślinę w ostatnich latach bardzo się powiększył i nadal rośnie. Kukurydza jest przystosowana do wysokich temperatur, radzi sobie znacznie lepiej niż inne zboża. Jest to tzw. roślina C4 (która m.in. może lepiej wykorzystać intensywne i bezpośrednie naświetlenie słoneczne). Ale nawet kukurydza nie przetrwa, jeśli zabraknie wody”.

„[...] Deficyt wody najbardziej uderzy m.in. w warzywa korzeniowe, ziemniaki, rośliny strączkowe, które są wrażliwe na przesuszenie, cierpią na niedoborze wody i wzroście temperatury latem” – tłumaczy Troczyński. Niedobór wody utrudni też prace plantatorów owoców jagodowych (takich jak np. maliny i porzeczki). „Oznacza to wzrost kosztów produkcji, ponieważ częściej konieczne będzie nawadnianie”.

Ponadto „zmiany klimatu przynoszą nowe choroby i patotypy organizmów szkodliwych, na które obecnie uprawiane odmiany są niekoniecznie odporne. Przykładem może być choroba zbóż – rdza żółta, która przywędrowała do Polski kilkanaście lat temu i szeroko rozprzestrzeniła się w naszym kraju” – opowiada Troczyński. „Co ciekawe, grzyb nie rozwija się dobrze w ciepłym czy upalnym klimacie, ale właśnie w takim umiarkowanym, wilgotnym. Rdza żółta może spowodować duże straty. Na szczęście jest podatna na środki ochrony roślin, natomiast to zwiększa koszty produkcji. Poza tym dochodzą kwestie wpływu takich specyfików na nasze zdrowie i środowisko".

Ile wody potrzebujemy? Ile zabiera produkcja żywności?

Średnie dzienne zużycie wody na mieszkańca Polski oszacowano na ok. 92 l (z sieci wodociągowej). Proces konsumpcji towarów i usług sprawia, iż dzienny ślad wodny na mieszkańca Polski wynosi ok. 3 900 l – podaje serwis "Rankomat".

W światowej gospodarce konsument zużywa średnio od 1 500 l do 10 000 l wody/ dziennie – wynika z informacji zamieszczonych na stronie „Stop Suszy”. Na dokładną ilość zużycia surowca wpływa m.in. miejsce zamieszkania oraz spożycie konkretnych produktów.

GUS / gov.pl

Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego z 2021 r. odnawialne zasoby słodkiej wody w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski wynoszą 1600 m3.

„U niektórych występuje takie podejście, że »woda i jedzenie biorą się z supermarketu« – podkreśla dr Mikołaj Troczyński. „[...] Kiedy zabraknie wody oraz innych surowców, produkcja żywności będzie niemożliwa. Nie przyszło nam jeszcze żyć w takich warunkach, ale musimy pamiętać o tym zagrożeniu”.

Ile wody potrzeba do produkcji żywności?
  • drób (1 kg) - ok. 4 330 l;
  • wieprzowina (1 kg) - ok. 6 000 l;
  • wołowina (1 kg) - ok. 15 400 l;
  • kukurydza (1kg) - ok. 1 220 l;
  • makaron (1kg) - ok. 1 850 l;
  • jabłka (1kg) - ok. 822 l;
  • pomidory (1kg) - ok. 214 l;
  • sałata (1kg) - ok. 240 l;
  • ziemniaki (1kg) - ok. 290 l;
  • ogórki (1kg) - ok. 350 l;
  • ser (1kg) - ok. 3 200 l;
  • chleb (1kg) - ok. 1 600 l;
  • mleko (szklanka) - ok. 250 l;
  • czekolada (1kg) - ok. 17 000 l.

źródło: Klimada 2.0, Stop Suszy

„Dziś trudno jest mówić o podziale na sferę człowieka i sferę dzikiej przyrody, ponieważ dzika przyroda, nietknięta przez człowieka, praktycznie już nie istnieje. Działalność ludzi wpływa nawet na najbardziej oddalone obszary (np. tereny arktyczne) – mówi dr Mikołaj Troczyński. „[...] Jeżeli pojawia się problem widoczny dla roślin lub zwierząt tzw. dziko żyjących, to ten problem prędzej czy później dotknie również nas”.

„Musimy zatrzymać deszczówkę”. Gdzie może zabraknąć wody?

Woda jest „podstawą naszego biologicznego życia na Ziemi” – jak podkreśla dr Mikołaj Troczyński – a zmiany klimatu dramatycznie wpływają na jej zasoby, również w Polsce. „Od lat słyszymy już o stepowieniu Wielkopolski. Ten problem dotyczy również Kujaw, które są mocno przesuszone, a kiedyś były »krainą mokradeł«. Obniżony jest też poziom wody w rzekach na Mazowszu, a jedne z najlepszych gleb uprawnych w Polsce – czarnoziemy Lubelszczyzny – ulegają przyspieszonej degradacji z powodu przesuszenia. Dotyczy to zresztą także innych gleb".

W ostatnich latach do deficytu wody przyczynia się także niewielka ilość opadów śniegu w okresie zimowym. „Śnieg jest też istotny z punktu widzenia rolniczego, kilkucentymetrowa pokrywa chroni rośliny przed przemarzaniem, a takiej ochrony potrzebują nawet rośliny ozime. W zimie średnia temperatura jest większa niż zwykle, ale zdarzają się okresy, kiedy nawiedzają nas fale powietrza arktycznego – mrozy na -20, -30 st. C. Wystarczy kilka wietrznych dni z taką temperaturą, a oziminy (np. rzepak) mogą zostać poważnie uszkodzone” – opowiada specjalista.

Intensywne opady deszczu po suchym letnim okresie nie rozwiążą w Polsce problemu ws. deficytu wody. „Długa susza w okresie, gdy rośliny się krzewią, nie zostanie zrekompensowana tym, że później będą obfite deszcze. Jeśli rośliny we wczesnych fazach rozwoju nie wytworzą odpowiednich struktur, nie będą w stanie tej wody wykorzystać i nie dadzą wyższych plonów” –tłumaczy ekspert WWF.

Jakie rozwiązania w walce z deficytem wody – według specjalisty – mogą okazać się pomocne dla małych gospodarstw?

  • posiadanie studni („Zawsze dobrze jest mieć takie rezerwowe źródło wody [...] Oczywiście o takie miejsce trzeba też odpowiednio dbać – nieużytkowana studnia może utracić swoje właściwości. [...] Jeśli chodzi o zasoby wód podziemnych, musimy pamiętać, iż są one w znacznym stopniu nieodnawialne – zwłaszcza te głębinowe, albo odnawiają się bardzo długo – woda potrzebuje czasu, by przeniknąć do głębszych warstw gruntu. Wody podziemne (oczywiście nie wszystkie) mają wysoką jakość, dlatego należy w pierwszej kolejności traktować je jako zasoby wody pitnej”).
  • ustawianie zbiorników na deszczówkę („Na potrzeby podlewania ogrodu lub jako wodę techniczną (np. do spłukiwania toalety). Może pomóc złagodzić problem, ale nie jest to rozwiązanie na dużą skalę”).

„W Polsce mamy system gospodarowania wodą oparty na minionych latach, kiedy wody zazwyczaj było za dużo i traktowano ją jako problem” – mówi dr Mikołaj Troczyński i wskazuje na wady naszego systemu melioracyjnego. „Melioracje powinny być ulepszeniami, a u nas są to praktycznie odwodnienia i osuszenia. Ciągle pokutuje taki pogląd: »rowy powinny być proste i czyste, żeby woda szybko spływała, by uniknąć powodzi«. Przy obecnych warunkach te zasady powinny się zmienić. Musimy zatrzymać deszczówkę w gruncie”. Odprowadzanie wody opadowej do rowów w połączeniu z sztucznym nawadnianiem upraw – jak zauważa ekspert – może prowadzić do zwiększenia ryzyka zasolenia gleby. („Woda wsiąka na ok. 20 cm i wyparowuje lub jest pobierana przez rośliny. W wyniku takiego powierzchniowego nawadniania i odparowywania sole mineralne są »wyciągane« do górnych warstw gleby).

Coraz więcej rolników musi nawadniać plantacje. „Kiedy przejeżdżam przez tereny rolnicze w Polsce, widzę coraz częściej (szczególnie w okresie wiosennym) pracujące deszczownie albo uprawy przykryte włókninami, które mają zapobiegać m.in. przed nadmiernym parowaniem. To znak, że coś się zmienia” – zaznacza specjalista. „Szacuje się, że w ciągu najbliższych lat areał pól nawadnianych sztucznie w Polsce wzrośnie nawet trzykrotnie. Jeśli nasze zasoby wodne są trzykrotnie mniejsze od średniej europejskiej, to Polska (jeśli chodzi o UE) jest państwem bardzo narażonym na niedobory wody”.

Co według eksperta mogłoby zwiększyć zasoby wody, które wpływają na działalność rolniczą w Polsce? „Należy położyć duży nacisk na zmianę gospodarowania wodą. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie retencji (ale nie w zbiornikach zaporowych, ponieważ tę wodę ciężko przetransportować do gospodarstwa). Najlepiej zwiększyć retencję na samym polu, czyli w glebie, małych oczkach wodnych, powiązanych hydraulicznie z wodami gruntowymi”. Dobrym pomysłem – jak dodaje ekspert WWF – byłoby „stworzenie projektu retencyjnego w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW), czy też innych funduszy europejskich”, które dałyby rolnikom wsparcie finansowe, a może nawet merytoryczne w tworzeniu takich rozwiązań.