Przedstawiony Markowi Ch. zarzut ma związek z marcową rozmową szefa KNF z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim, na którym omawiano przebieg postępowania Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie programu naprawczego Getin Noble Banku.

"Wówczas Marek Ch. zaproponował Leszkowi Czarneckiemu zatrudnienie Grzegorza Kowalczyka w charakterze prawnika w Getin Noble Bank S.A. na okres 3 lat oraz przekazał Leszkowi Czarneckiemu informację, że zatrudnienie to będzie skutkować przychylnością Komisji Nadzoru Finansowego w czasie realizacji programu naprawczego Getin Noble Bank SA" – podała PK w komunikacie.

Były już szef KNF został zatrzymany we wtorek rano w Warszawie przez CBA, a następnie przewieziony do śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej w Katowicach. Tego dnia był tam przesłuchiwany przez ponad 9 godzin. Przed 23. prokuratura poinformowała dziennikarzy, że z uwagi na późną porę czynności z udziałem podejrzanego będą kontynuowane następnego dnia. Zakończyły się w środę po 15.

Informację o zakończeniu czynności z udziałem podejrzanego przekazał dziennikarzom szef śląskiego wydziału PK Tomasz Tadla. Jak dodał, śledczy wystąpią do sądu z wnioskiem o aresztowanie Marka Ch. na dwa miesiące.

"Przyczyną takiej decyzji są ustalenia, które wskazują na to, iż w tej sprawie może dojść do obawy matactwa ze strony podejrzanego, a także że przemawia za tym surowa kara, która mu grozi" – powiedział prok. Tadla. Jak dodał, b. szef KNF nie przyznaje się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia, w których kwestionuje ustalenia śledztwa. "To powoduje, że potrzebna jest weryfikacja jego linii obrony i w związku z tym będziemy próbować wykonywać to w warunkach izolacyjnych" – dodał Tadla.

Reklama

Obrońcy Marka Ch. oświadczyli, że nie widzą podstaw do stosowania aresztu wobec ich klienta. Po wpłynięciu wniosku prokuratury, Sąd Rejonowy Katowice-Wschód ma dobę na jego rozpoznanie.

We wtorek w katowickiej prokuraturze b. szef KNF usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – przewodniczącego KNF - w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej przez inną osobę. Jak wyjaśnił Tadla, chodzi o złamanie bardzo wyraźnych zakazów z uchwały Komisji, która regulowała zachowanie przewodniczącego.

"To, co do tej pory ustalono prowadzi do wniosku, że jego zachowanie było złamaniem tych zakazów, które były w tej uchwale. Ponieważ jedocześnie to zachowanie zmierzało do uzyskania korzyści osobistej i majątkowej przez druga osobę, a jednocześnie było działaniem na szkodę interesu społecznego, stąd też czyn ten został zakwalifikowany z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego" – powiedział Tadla. Za takie przestępstwo może grozić kara do 10 lat więzienia.

Jak wyjaśniła PK, zgodnie z uchwałą, przewodniczący Komisji był zobowiązany "do powstrzymania się od prowadzenia jakichkolwiek spraw osobistych, które mogłyby kolidować lub wskazywać na konflikt z wypełnianiem przez niego obowiązków członka Komisji Nadzoru Finansowego oraz do powstrzymania się od podejmowania działań, które mogłyby narazić Komisję Nadzoru Finansowego na utratę zaufania".

Pytany, czy w sprawie mogą zostać przedstawione kolejne zarzuty, prokurator Tadla odpowiedział, że nie może mówić o kierunkach śledztwa. Podkreślił, że aby poczynić ustalenia, które stały się podstawą przedstawionego zarzutu, prokuratura musiała wykonać bardzo wiele czynności. "Musieliśmy kilka razy powoływać biegłych, przesłuchano kilkunastu świadków, uzyskaliśmy bardzo szczegółowe ekspertyzy fonoskopijne, dopiero te wszystkie dowody były podstawą tych ustaleń" – wyliczał.

Prokurator ocenił, że w ciągu dwóch miesięcy śledczy będą mogli wykonać wszystkie czynności niezbędne do weryfikacji linii obrony podejrzanego i zweryfikować materiał dowodowy w taki sposób, aby można było dokonywać kolejnych ustaleń. "Można powiedzieć, że aby wyjaśnić tę sprawę, na chwilę obecną konieczne jest przeprowadzenie jeszcze kilkudziesięciu czynności dowodowych, tym niemniej udało nam się w ciągu kilkunastu dni od wszczęcia śledztwa przeprowadzić ogromną ilość czynności dowodowych, zgromadzić bardzo obszerny materiał dowodowy, który pozwolił na to, aby sfinalizować ten etap postępowania" – mówił Tadla.

Prokurator był pytany czy prokuratura jest pewna, że Marek Ch. nie wyniósł żadnych dokumentów z KNF już po tym, kiedy sprawa wyszła na jaw. Prokurator zapewnił, że nie ma takich obaw - te okoliczności także były badane, a wszystkie niezbędne dowody zostały zabezpieczone. "Czynności, które były wykonane w pierwszych godzinach, dniach postępowania, pozwoliły wykluczyć taką okoliczność, aby doszło do jakiegokolwiek usunięcia dowodów w sposób fizyczny, w tym okresie, o którym pan mówi" - dodał.

"Gazeta Wyborcza" napisała 13 listopada, że w marcu 2018 roku ówczesny przewodniczący KNF zaoferował właścicielowi m.in. Getin Noble Banku Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł - miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Czarnecki nagrał rozmowę, jednak w nagraniu nie znalazła się wypowiedź Ch. o tej kwocie. Według biznesmena, Ch. miał mu pokazać kartkę, na której zapisał 1 proc., co według "Wyborczej" miało stanowić część wartości Getin Noble Banku "powiązaną z wynikiem banku".

Adwokat Czarneckiego mec. Roman Giertych przyznał, że słynnej kartki z jednym procentem nie ma, ale - jak przekonywał - jest inny sposób na udowodnienie tego, że istniała. Oświadczył, że jego klient jest gotowy poddać się badaniu wariograficznemu.

Z nagrania, którego stenogram Czarnecki przekazał prokuraturze wraz z zawiadomieniem o przestępstwie, wynika że Ch. miał proponować mu następujące przysługi: usunięcie z KNF Zdzisława Sokala - przedstawiciela prezydenta w Komisji i szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego - bo jest on zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego (Getin Noble Banku i Idea Banku) przez państwo; złagodzenie skutków finansowych zwiększenia tzw. stopy podwyższonego ryzyka (kosztowało to bank ok. 1 mld zł) oraz życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji banków Czarneckiego.

Mec. Giertych informował, że pierwsze złożone w prokuraturze zawiadomienie z 7 listopada, dotyczy korupcyjnej propozycji, złożonej przez szefa KNF, Czarneckiemu, natomiast w drugim, z 13 listopada jest mowa o nadużyciu uprawnień oraz możliwości "istnienia zorganizowanej grupy przestępczej, której celem było doprowadzenie do przejęcia banku Leszka Czarneckiego".

Tadla potwierdził, że przedmiotem sprawy są dwa zawiadomienia o przestępstwie. Zaznaczył, że materia śledztwa jest bardzo skomplikowana, dotyczy także m.in. regulacji i decyzji KNF "względem uczestników postępowania". Pytany, ile zarejestrowanych rozmów dostarczył Czernecki śledczym, prokurator odpowiedział, że śledczy mają na razie ekspertyzę, która dotyczy rozmowy z 28 marca. Potwierdziła ona przebieg rozmowy Czarneckiego z Markiem Ch. oraz autentyczność urządzenia, na którym ją zarejestrowano. Nie chciał mówić o materiale dowodowym dotyczącym innych rozmów, ponieważ ciągle nie ma wyników kolejnych opinii.