Forsal logo

Polacy bogaci jak nigdy. Paragony grozy nie budzą grozy

Ten tekst przeczytasz w 16 minut
2 sierpnia 2024, 07:00
Kosmetyczka
Polacy bogaci jak nigdy. Paragony grozy nie budzą grozy/ShutterStock
Gastronomia bije rekordy, terminy do kosmetyczek są na „za dwa miesiące”… Polacy nigdy nie wydawali tyle pieniędzy na rzeczy uchodzące przez dekady za „fanaberie”. Choć ceny usług wzrosły w cztery lata nawet trzykrotnie, nie odstraszają. Dlaczego?

Utrzymanie domu, energia, gaz, woda… - wszystko strasznie zdrożało i statystyczne gospodarstwo domowe w Polsce powinno w teorii zaciskać pasa, tnąc wydatki na dobra pierwszej potrzeby, o drugorzędnych nie wspominając. Tymczasem nigdy w historii nie było nad Wisłą tak wielkiego popytu i tak ogromnych wydatków na towary i usługi uchodzące jeszcze dekadę temu za niekonieczne do życia.

Dziś okazują się pierwszorzędne.

Gastronomia i beauty rosną, bo dochody Polaków rosną

Z najświeższego raportu GUS o dochodzie rozporządzalnym gospodarstw domowych w Polsce (za rok 2023 i poprzednie) wynika, że w wydatkach przeciętnego gospodarstwa opłaty za użytkowanie mieszkania i media stanowią niespełna 20 proc., zaś łączne wydatki na kulturę, rekreację, hotele, restauracje i używki oraz towary i usługi inne niż żywność, odzież i obuwie – 22 proc. To pierwsza taka sytuacja w dziejach pomiarów.

Na gastronomię wydajemy średnio niemal tyle samo co na zdrowie (5,1 proc. vs 5,2 proc.) i sporo więcej niż na odzież i obuwie (3,8 proc.). Jeszcze dynamiczniej rosną nasze wydatki na usługi szeroko pojętej branży beauty, w tym fryzjerskie i kosmetyczne. W zeszłym roku GUS zaobserwował nawet coś na kształt „efektu szminki” – w zbiegu kryzysów gospodarstwa domowe cięły wydatki ogółem, zwłaszcza na obuwie, odzież i wyposażenie mieszkań, częściowo na żywność, ale nie na dbanie o urodę. Wręcz rzuciliśmy się do salonów kosmetycznych, w efekcie czego – choć powstało ich rekordowo wiele – na wizyty w najpopularniejszych punktach trzeba czekać tygodniami. 

Gastronomia, turystyka i beauty zostały najsilniej sponiewierane przez pandemię i lockdowny. Wielu przedsiębiorców i ekonomistów przewidywało, że te branże będą lizać rany latami i szybko się nie podniosą. Zwłaszcza że po kryzysie zdrowotnym wybuchły dwa kolejne, wywołane przez zbrodniczą Rosję: wojenny (dla wielu turystów  staliśmy się krajem przyfrontowym, wypełnionym po brzegi uchodźcami) i energetyczny. Rekordowa od 30 lat inflacja obniżyła realne dochody zdecydowanej większości gospodarstw domowych. Dla barów, kawiarni i restauracji, hoteli i pensjonatów, salonów urody, lokali rozrywkowych i wszystkich innych biznesów zajmujących się dostarczaniem ludowi produktów teoretycznie niekoniecznych do (prze)życia - miał to być gwóźdź do trumny. 

Tymczasem mamy dziś w Polsce: 

  • Ponad 95 tys. lokali gastronomicznych – dekadę temu było 70 tys., przed pandemią 85 tys.; liczba samych restauracji wzrosła w 10 lat o połowę, do ponad 60 tys. 
  • Prawie 800 tys. miejsc noclegowych – dekadę temu było 676 tys., przed pandemią – 720 tys.
  • Około 125 tys. salonów urody – dekadę temu było ich dwa razy mniej, przed pandemią – niespełna 90 tys.

To są wszystko historyczne rekordy, wynikające z faktu, że stale rośnie populacja ludzi, którzy – po zakupieniu żywności, ubrań i obuwia oraz popłaceniu wszystkich rachunków domowych – mogą sobie pozwolić na rzeczy uchodzące do niedawna za „fanaberie”. Potwierdzają to inne dane. Fundacja Polska Bezgotówkowa informuje np., że w pierwszym półroczu 2023 r., kiedy media rozpisywały się o drożyźnie w sklepach i lokalach gastronomicznych, epatując słynnymi „paragonami grozy” („200 zł za dorsza z frytkami i surówką to naprawdę rozbój!”), liczba terminali płatniczych najszybciej wrosła w:

  • usługach beauty (fryzjerzy, kosmetyczki, fizjoterapeuci) – o ponad 77 tys.
  • gastronomi - 64 tys. 

Symptomatyczne, że obie te branże wyprzedziły tutaj sklepy spożywcze (59 tys.).

Polacy najbogatsi w historii. Rekordowy dochód rozporządzalny, rekordowe wydatki 

Wyjaśnienie tego fenomenu jest bardzo proste: mimo serii potężnych kryzysów, które osłabiły wzrost gospodarczy i siłę nabywczą obywateli w większości państw Europy, za sprawą wielu szczęśliwych zbiegów okoliczności statystyczne gospodarstwo domowe w Polsce stało się najzasobniejsze w całej historii pomiarów GUS.

Badanie dochodu rozporządzalnego jest tutaj dużo bardziej miarodajne od danych o przeciętnym wynagrodzeniu (bo te bieżące obejmują jedynie pracowników sektora przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób, a więc pomijają mikrofirmy) oraz statystykach ZUS i KRUS dotyczących aktualnej wysokości świadczeń emerytów i rencistów. Przypomnijmy, że dochód rozporządzalny jest sumą bieżących dochodów gospodarstwa domowego ze wszystkich źródeł pomniejszoną o zaliczki na podatek dochodowy, podatki oraz o składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. Mamy tu więc wszystkie realne dochody gospodarstw netto w przeliczeniu na liczbę członków danego gospodarstwa. 

Spójrzcie, jaki od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej (2004 r.) był poziom przeciętnych miesięcznych dochodów i wydatków na osobę w gospodarstwach domowych oraz jaki procent dochodów stanowiły wydatki:

2004 r. – dochód 735 zł, wydatki 702 zł (95,4 proc. dochodu)

2014 r. – dochód 1340 zł, wydatki 1079 zł (80,5 proc. dochodu)

2019 r. – dochód 1819 zł, wydatki 1252 zł (68,8 proc. dochodu)

2023 r. – dochód 2678 zł, wydatki 1636 zł (61,1 proc. dochodu) 

Dochód przeciętnego gospodarstwa domowego w Polsce na głowę stanowił zatem w 2023 r. aż 365 proc. dochodu z chwili wejścia Polski do UE, natomiast wydatki „jedynie” 233 proc. Wzrost nadwyżek finansowych w kolejnych latach widać na wykresie GUS.

Poziom przeciętnych miesięcznych dochodów i wydatków na osobę
Poziom przeciętnych miesięcznych dochodów i wydatków na osobę/Źródło: GUS

Jeśli przyjrzeć się temu bliżej, to czeka nas kilka zdziwień. Wiecie na przykład, kto ma najniższy poziom wydatków w relacji do dochodów?

Rolnicy. Od kilku lat wydają tylko połowę swych dochodów, gdy gospodarstwa przedsiębiorców – 56 proc., gospodarstwa pracowników – ponad 60 proc., gospodarstwa emerytów – niespełna 67 proc., a gospodarstwa rencistów - blisko 75 proc. Mocno uprzywilejowani w polskim systemie podatkowym i ubezpieczeniowym rolnicy wypracowują z tego powodu nadwyżkę tylko trochę niższą od gospodarstw przedsiębiorców i wyższą od gospodarstw pracowników. Jak zauważa GUS, mają dzięki temu „większe możliwości gromadzenia oszczędności”.

Dochód rozporządzalny i wydatki na osobę wg. grup społecznych
Dochód rozporządzalny i wydatki na osobę wg. grup społecznych/Źródło: GUS

Statystyczne gospodarstwo domowe w Polsce czerpie:

  • 55,7 proc. dochodów z pracy najemnej
  • 10,1 proc. z pracy na własny rachunek
  • 2,9 proc. z własnego gospodarstwa rolnego (ten odsetek maleje)
  • 24,4 proc. ze świadczeń z ZUS i KRUS (w tym 21,7 proc. z emerytur; ten odsetek stale rośnie)   
  • 5,2 proc. z pozostałych świadczeń społecznych.

Przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce przeznacza na żywność i napoje bezalkoholowe 27,2 proc. swych wydatków – najwięcej od 2020 r. Większy udział tej kategorii wydatków Eurostat zanotował w Rumuni, Bułgarii oraz w krajach nadbałtyckich, a podobny – na Słowacji. Dwa razy niższy jest w Irlandii, Luksemburgu, Austrii i Danii, a niemal dwa razy niższy - w Niemczech. Na utrzymanie mieszkania (domu) oraz nośniki energii przeciętne gospodarstwo w Polsce wydaje jedną piątą ogólnej kwoty wydatków. W krajach zachodnich ten poziom jest podobny, a bywa wyższy. 

Kluczowe są jednak nadwyżki ponad wydatki, które w dochodzie rozporządzalnym polskich gospodarstw domowych są coraz wyższe. To one dają wielu z nas komfort myślenia o „fanaberiach”: regularnym korzystaniu z usług restauracji i kawiarni, kosmetyczek, salonów urody, miejsc rekreacji, sportu i rozrywki oraz oferty obiektów turystycznych. 

Dochód rozporządzalny z bliska: bogaci Polacy kontra (bardzo) biedni

Diabeł jednak, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Z danych GUS wynika, że po okresie dynamicznego spadku rozwarstwienia społecznego, czyli różnicy między dochodami najbogatszych i najmniej zamożnych, w latach 2013 – 2017 (za drugiej kadencji PO-PSL i na samym początku rządów PiS), w 2018 roku doszło w Polsce do wzrostu nierówności mierzonej współczynnikiem Giniego (z 0,298  w 2017 r. do 0,319 w 2021 r.). Lekki spadek (do 0,314) nastąpił dopiero w 2022 r., a w 2023 r. sytuacja ustabilizowała się, przy czym spadło rozwarstwienie na wsi, a wzrosło w miastach – przede wszystkim dlatego, że te duże zaczęły uciekać mniejszym. Różnice między bogatymi a biednymi są jednak wciąż na polskiej wsi znacznie większe niż w miastach. 

Zróżnicowanie dochodów wg. współczynnika Gini
Zróżnicowanie dochodów wg. współczynnika Gini/Źródło: GUS

Jak to wygląda w praktyce? 

GUS podzielił gospodarstwa domowe na pięć grup: pierwsza to 20 proc. ogółu gospodarstw o najniższych dochodach, piąta to 20 proc. o dochodach najwyższych. Szczegóły przedstawia poniższa grafika (Źródło: GUS).

Dochód rozporządzalny i wydatki na osobę według grup zamożności
Dochód rozporządzalny i wydatki na osobę według grup zamożności/Źródło: GUS

Przeciętne miesięczne wydatki na 1 osobę w najbogatszej grupie były grubo ponad dwa razy wyższe niż w najbiedniejszej, natomiast udział wydatków w dochodzie rozporządzalnym w tej najzamożniejszej grupie wyniósł 48,7 proc. Może szokować, że w tym samym czasie przedstawiciele najbiedniejszej grupy wydawali co miesiąc średnio… 146,2 proc. swego dochodu na głowę. GUS konkluduje, że „gospodarstwa najbiedniejsze w znacznym stopniu zmuszone były korzystać ze swoich oszczędności lub pożyczek czy kredytów”. Część ekspertów dodaje, że w tej grupie gospodarstw najczęstsze są – zwykle niewielkie, ale ważne przy ich skali dochodów – wpływy z pracy w szarej strefie. W raportach GUS ich nie widać.

Kluczowe jest tutaj to, że w najbogatszej 20-procentowej grupie Polek i Polaków przeciętna nadwyżka dochodu nad wydatkami przekracza już 2700 zł na głowę – i to po uwzględnieniu wszystkich wydatków na „fanaberie”. Ta poduszka finansowa jest rekordowa w dziejach. U bezdzietnych par mieszkających w wielkich miastach (zwłaszcza w konfiguracji przedsiębiorca/-czyni i pracownik/-czka najemny/-a) jest ona jeszcze wyższa. 

W czwartej grupie nie wygląda to już tak spektakularnie: jej dochód na głowę jest tylko o niecałe 400 zł wyższy niż w trzeciej, a wydatki o ponad 300 zł wyższe. Przedstawiciele tej grupy również masowo korzystają z usług gastronomii czy branży beauty oraz ponadprzeciętnie często jeżdżą na wczasy lub krótkie wypady turystyczne. 

Bardzo ciekawa jest trzecia – środkowa – grupa. To ludzie o przeciętnym dochodzie rozporządzalnym nieco niższym od średniej (zawyżonej przez bogaczy), ale z poduszką finansową (nadwyżką dochodów nad wydatkami) sięgającą już prawie 1 tys. zł na osobę miesięcznie; co ciekawe, taką samą poduszkę ma przeciętne gospodarstwo domowe na wsi. Ta grupa wchodzi dynamicznie na rynek „fanaberii” i jest w dużej mierze sprawczynią wzrostu popytu na wiele usług oraz towarów nie-pierwszej-potrzeby.

Wiele zależy przy tym od miejsca zamieszkania. W miastach średnich (od 50 do 100 tys.) poziom i rozkład dochodów i wydatków nie różni się specjalnie od tego w miasteczkach do 20 tys., natomiast w metropoliach powyżej 500 tys., jak Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań czy Trójmiasto, zarówno dochody, jak i wydatki, są zdecydowanie wyższe – ale też wyższe są tam ceny większości usług oraz koszty życia.

Trzeba przy tym pamiętać, że Polska jest pod względem dochodów rozporządzalnych silnie rozwarstwiona regionalnie: mieszkańcy podregionu warszawskiego osiągają prawie 135 proc. przeciętnego dochodu krajowego (Mazowszanie – 120 proc.), mieszkańcy województwa śląskiego – 108 proc., Małopolanie i  mieszkańcy zachodniopomorskiego – ponad 104 proc., a cała reszta jest pod kreską; na Podkarpaciu – na poziomie 85 proc. średniej krajowej. W kategorii wydatków wygląda to podobnie: w okręgu stołecznym sięgają one 127,5 proc. średniej, a na Podkarpaciu – niespełna 81 proc.

Zjawisko „paragonów grozy” występuje najczęściej wśród mieszkańców biedniejszych regionów, którzy nagle znaleźli się (np. na wczasach) w tych bogatszych. Zderzenie przybysza z podkarpackiej wsi (ale już nie Rzeszowa, który jest bytem nieco osobnym) z cenami w Trójmieście, Krakowie i Warszawie bywa bolesne – co znajduje wyraz w mediach społecznościowych i na czołówkach tabloidów.

W nabywaniu „fanaberii” i przenoszeniu części usług i towarów z tej kategorii do kategorii „normalnych”, „powszechnych”, a nawet „niezbędnych” (jak to się ostatnio dzieje z kosmetykami i usługami beauty), ogromną rolę odgrywa nie tylko obiektywny poziom dochodów oraz wielkość poduszki finansowej, ale też subiektywna ocena sytuacji materialnej gospodarstw domowych. 

W 2023 r. 

  • 54 proc. ogółu gospodarstw badanych przez GUS określało swoją sytuację jako dobrą lub bardzo dobrą (ten odsetek przez rok wzrósł), 
  • 43,5 proc. - jako przeciętną
  • Tylko 4,9 proc. (spadek z 5,9 proc. w 2022 r.) uważało swą sytuację jako zła lub raczej złą. 

We wszystkich grupach z wyjątkiem emerytów i rencistów większość stanowili ci, którzy określali swą sytuację jako dobrą lub bardzo dobrą. Wśród emerytów było to prawie 43 proc. (wzrost z 38 proc. rok do roku). Duża część z nich to także nabywcy „fanaberii”. 

Majątki starszych, strachy młodych Polaków

Raporty o dochodzie rozporządzalnym gospodarstw domowych nie uwzględniają, bo nie bardzo mogą, jednego istotnego czynnika – wieku domowników. A obserwacje mogłyby tu być bardzo ciekawe. W najmłodszych pokoleniach definicja tego, co „niezbędne do życia”, bywa skrajnie różna od tej zagnieżdżonej w umysłach i podświadomości seniorów. A definicje przekładają się na potrzeby – oraz popyt na konkretne towary i usługi. 

Równocześnie możliwości finansowe dojrzałych osób o ustabilizowanej sytuacji materialnej, zwłaszcza posiadających własny dom lub mieszkanie, są dalece inne niż młodych na dorobku. Na wydatki młodych - realne i potencjalne – trzeba patrzeć przez pryzmat wzrostu cen mieszkań i najmu, który okazał się w Polsce najwyższy w całej Europie. Głównym efektem jest skokowy wzrost odsetka młodych w wieku 18-35 lat mieszkających z rodzicami – z 59 proc. w 2019 r. do 67 procent obecnie. Średnia unijna wynosi 49 proc. Dla porównania w Niemczech w 2019 roku gniazdownicy stanowili 42 proc. młodych dorosłych, a w 2023 r. 31 proc. Wszędzie, ale szczególnie w Polsce i we Włoszech, zjawisko to dotyczy przede wszystkim mężczyzn – Polki zdecydowanie szybciej się usamodzielniają i w większości zakątków kraju stanowią mniej niż jedną czwartą mieszkających z rodzicami. 

Gniazdownik ma z jednej strony łatwiej: zazwyczaj nie ponosi tak wysokich wydatków na utrzymanie mieszkania, media i żywność, jakie musiałby ponieść, gdyby mieszkał osobno, więc dysponuje potencjalnie większymi nadwyżkami na „fanaberie”. Z drugiej – jeśli planuje samodzielność, to musi oszczędzać na zakup lub wynajęcie mieszkania. Czyli ma gorzej.

Trzeba przy tym pamiętać, że generalnie materialna sytuacja młodych jest o niebo lepsza niż dekadę, a zwłaszcza dwie dekady temu: tuż przed wejściem Polski do UE stopa bezrobocia przekraczała w Polsce 20 proc., a wśród młodych w Polsce powiatowej – nawet 50 proc. Nikt nie żyje jednak nadziejami, aspiracjami i strachami przeszłych pokoleń – lecz własnym zestawem nadziei, aspiracji i strachów.

Ze świeżego raportu UCE RESEARCH i RISIFY.pl „Czego boją się młodzi Polacy?” (opartego na ogólnopolskim badaniu sondażowym ośmiuset Polaków w wieku 18-35 lat) wynika, że 47,4 proc. młodych najbardziej obawia się „braku pieniędzy”. W tej grupie dominują mieszkańcy wsi i małych miejscowości zarabiający poniżej 3 tys. zł netto. Na drugim miejscu listy strachów znalazł się „wzrost kosztów życia” (27 proc. wskazań), a podium zamyka „utrata pracy lub możliwości zarobkowania” (24 proc.). Czwarte miejsce zajęły „rosnące ceny w sklepach” (23,9 proc.), a piąte – „wysokie podatki” (23,6 proc.). Na kolejnych pozycjach uplasowały się obawy: przed popadnięciem w długi (20,9 proc.), związane z napływem imigrantów (19,6 proc.), śmiercią bliskiej osoby (16,7 proc.), byciem ofiarą oszustwa (14,7 proc.), powrotem wysokiej inflacji (14,4 proc.).

Dla porównania „kontakty z urzędami” budzą strach 0,4 proc. młodych, hejt w Internecie – 0,9 proc., a brak awansu zawodowego – 1 proc. Tylko 1,5 proc. „niczego się nie obawia”.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że zdecydowana większość strachów związana jest ze statusem materialnym i możliwościami finansowymi. Najwyraźniej „mieć” przeistoczyło się w Polsce w „być”. To także nakręca popyt na „fanaberie”. Chociaż… Patrząc subiektywnie, wyjście za 200 zł do kosmetyczki lub na sushi stało się żywotną potrzebą duchową.

Dla porównania, na książki przeciętny Polak wydał w 2023 r. wedle GUS 38,16 zł. Przez rok.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zbigniew Bartuś
oprac. Zbigniew Bartuś

Dziennikarz, publicysta, felietonista Forsal.pl i Dziennika Gazety Prawnej, laureat wielu nagród i wyróżnień dziennikarskich, m.in. Nagrody Grabskiego i Nagrody Kwiatkowskiego.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPolki 30+ urodziły w ostatnich latach rekordową liczbę dzieci. Mimo to mamy zapaść demograficzną i bijemy rekordy bezdzietności »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Finanse osobiste” i otrzymuj najważniejsze informacje finansowe, które mogą wpłynąć na Twoje finanse osobiste.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj